Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania powder, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania powder, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lipca 2013

Etude House Baking Powder Pore Cleansing Foam

Witajcie :) Dzisiejszy post będzie musiał wystarczyć na trochę dłużej - jutro wyjeżdżam celem zdawania egzaminów wstępnych :/ Nawet nie chce mi się o tym myśleć... W każdym razie nie będzie mnie przez jakiś czas. Ale na pocieszenie dzisiaj pokażę Wam moje "myjadło" do twarzy - Etude House Baking Powder Pore Cleansing Foam :)


Według producenta kosmetyk ma za zadanie delikatnie złuszczać naskórek i dokładnie oczyszczać pory. Formuła 3 w 1 ma oczyszczać pory, zmywać makijaż i wszelkie kremy z filtrami UV. Co ciekawe, jednym ze składników tego krem-żelu jest baking powder - proszek do pieczenia, czy też może raczej, jak mi ktoś zasugerował, chodzi o sodę oczyszczoną. Kupiłam go za jakieś 10-12 $ (nie pamiętam dokładnie).


Kosmetyk jest opakowany w dużą, miękką tubę o pojemności 170 ml. Zabezpieczenie jest szczelne i nie ma mowy, żeby coś się przypadkiem wydostało na zewnątrz. 


W tubie ukryty jest gęsty krem, który po nałożeniu na wilgotną skórę obficie się pieni i znacznie zwiększa objętość. Na pokrycie całej twarzy gęstą pianą wystarczy odrobina kosmetyku - jest dzięki temu szalenie wydajny. Kosmetyk ma ładny, cytrusowy zapach.

Oczyszcza bardzo dokładnie - po zmyciu skóra jest wręcz "tępa", nie zostawia żadnego śliskiego filmu. Po umyciu buzi zawsze używam toniku, żeby pomóc odzyskać skórze właściwe PH i zlikwidować ewentualne pozostałości makijażu. Po użyciu Baking Powder Pore Cleansing Foam na skórze nie zostaje nic - wacik nasączony tonikiem jest zawsze czysty. Z tego wniosek, że ten krem-żel doskonale likwiduje makijaż i pozostawia skórę idealnie czystą :) 

Żeby nie było zbyt pięknie - jest to dosyć agresywny preparat i trzeba uważać, żeby nie dostał się do oczu (o czym zresztą ostrzega producent na opakowaniu) - w takim wypadku koszmarnie piecze. Należy trzymać go z dala od błon śluzowych. Osobiście odradzam używania go na podrażnionej w jakiś sposób skórze, bo na pewno nie wpłynie na nią pozytywnie.

Jestem bardzo zadowolona z tego zakupu - specyfik spełnia swoje zadanie :) Nie był bardzo drogi, zwłaszcza przy tej wydajności - mam wręcz wrażenie, że w ogóle go nie ubywa :P 

Na dzisiaj to wszystko, a ja wracam do nauki T_T Życzcie mi powodzenia, bo bardzo mi się przyda...

środa, 8 maja 2013

Taki drobiazg - Holika Holika Oil Queen Cotton Powder

Witajcie w ten uroczy, ciepły dzień :) W końcu mamy jakieś konkretne temperatury - jestem zdecydowanie ciepłolubna i zawsze wolę upał od zimnicy. Niestety, moja mieszana cera nie podziela mojego entuzjazmu i w takie dni jak dzisiaj daje mi o tym znać wzmożonym świeceniem. Ale od czego są kosmetyki? :) Całkiem niedawno dostarczono mi z Korei coś odpowiedniego na takie sytuacje. Tak więc dzisiaj opiszę Wam moje pierwsze wrażenia po zaznajomieniu się z Oil Queen Cotton Powder od Holika Holika.


Opis producenta

  • Puder kontroluje wydzielanie sebum i sprawia, że skóra staje się miękka
  • Zapewnia czysty wygląd skóry
  • Absorbuje nadmiar sebum i zapewnia miękkość 
  • Nie zawiera olei mineralnych, parabenów, talku, wazeliny ani etanolu
Sposób użycia:
Aplikować za pomocą puszka w umarkowanej ilości na całą twarz lub obszary o zwiększonym wydzielaniu sebum.

Składniki:
Cotton 0.5% Extract, Iceland Glacial Milk, Green Tea Extract, Calamine*

*źródło: moje tłumaczenie opisu z jednego z anglojęzycznych sklepów - na stronie Holika Holika niestety same krzaczki ;)


Moje wrażenia


Małe, niepozorne acz urocze pudełeczko zawiera w sobie 5 g produktu. Gdy go zamawiałam, wydawało mi się, że to bardzo niewiele ale już teraz widzę, że taka ilość wbrew pozorom wystarczy na całkiem długo :) Pod wieczkiem z uśmiechniętą chmurko-bawełenką (nie jestem pewna :D) mamy ukryty bielutki puszek z logo Holika Holika.


Przyznam się, że jeszcze nie korzystałam z tego puszka, gdyż przeraża mnie perspektywa zabrudzenia go podkładem (tak, wiem - to idiotyczne) no i jestem przyzwyczajona do aplikacji pudru za pomocą pędzla. Póki co pełni dla mnie funkcję takiego słodkiego dodatku ;)
Pod puszkiem mamy zabezpieczone folią otworki, przez które przesypuje się puder - wystarczy delikatnie potrząsnąć pudełeczkiem.


Przyznam, że takie rozwiązanie wydaje mi się nie do końca praktyczne - wolałabym, gdyby pomiędzy puszkiem a otworkami było jeszcze jakieś trwałe zabezpieczenie, np. plastikowa membranka czy coś takiego. Fakt faktem, że puszek przylega na tyle ciasno, że raczej nie ma mowy o wysypaniu się zbyt dużej ilości pudru ale mi się to wydaje trochę marnotrastwem. Bo wystarczy, że pudełko "polata" w torebce, a puszek będzie niepotrzebnie chłonął puder. Osobiście zostawiłam sobie na razie folijkę i po prostu przyklejam ją z powrotem po użyciu - pewnie tak długo nie wytrzyma ale na razie jest to jakieś rozwiązanie :P

Co mogę Wam napisać o samym pudrze?

Jest - jak widać - sypki i transparentny, po aplikacji natychmiast wtapia się w skórę i kompletnie go nie widać. Efektu matu jest delikatny - to zdecydowanie nie jest silny, płaski mat, co dla mnie jest zaletą. Widać, że faktycznie pochłania sebum i niesamowicie wygładza skórę - w dotyku jest naprawdę jak aksamit :)
Przy nakładaniu trzeba uważać, bo można niechcący wzniecić drobną chmurkę pyłku. Pomijając ten aspekt, sama aplikacja jest bezproblemowa, jak już pisałam, ja używam do tego celu pędzla.

Efekt matu na mojej mieszanej cerze utrzymuje się do ok. 4 h w warunkach wysokiej temperatury (ok. 25 stopni) co mnie całkiem zadowala. Jest jeszcze jedna fajna sprawa - puder ma śliczny, jakby roślinno-kwiatowy zapach :)
Dodam jeszcze tylko, że póki co mnie nie zapycha :)

Jak widać, ten drobiazg z Korei całkiem mi się spodobał. Zapłaciłam za niego niecałe 8 $, więc nie tak źle. Na razie się lubimy i rozważam w przyszłości zakup kompaktu z tej samej serii*.

Znacie Holika Holika? Lubicie matujące pudry sypkie? :)


*P. S. Ale to w nieco dalszej przyszłości, bo niestety znowu uległam pokusie i zamówiłam kolejne itemki z Korei ^^" Na razie zdradzę tylko, że są to dwie rzeczy - jedna z Etude House i jedna z ElishaCoy. Więcej informacji, gdy przesyłka do mnie dotrze - oby jak najszybciej!

wtorek, 15 lipca 2014

W poszukiwaniu matu z Innisfree No Sebum Mineral Powder Pact

Skłonność do świecenia się w strefie T to jedna z tych mniej wdzięcznych cech mojej mieszanej cery. Problem towarzyszy mi właściwie przez cały rok - nieco słabszy w okresie jesień-zima, za to w pełnym rozkwicie wiosną i latem. Tak więc, puder matujący to dla mnie konieczność. Z reguły używam dwóch różnych jednocześnie: sypki do aplikowania pędzlem w domu (rano, jako utrwalenie makijażu) i kompakt, który noszę w torebce i wykorzystuję do poprawek w ciągu dnia.

Gdy skończył mi się mój ostatni kompakt Maybelline, a nowy od Eveline okazał się niewypałem kolorystycznym, na jakiś czas zarzuciłam korzystanie z pudru w kamieniu i nosiłam przy sobie sypki puder Holika Holika w mini-opakowaniu. W końcu i on został zużyty, a ja zaczęłam się rozglądać za nowym kompaktem. Wybór padł na transparentny puder od Innisfree (Innisfree No Sebum Mineral Powder Pact).


sobota, 11 kwietnia 2015

Zaległe denka, nowości i weekend zniżek :)

Wstyd mnie ogarnął, gdy sobie uświadomiłam, że ostatni post jest z lutego. Nie będę się usprawiedliwiała, tylko szybko piszę :) Mamy piękne, cieplutkie sobotnie popołudnie, którego część poświęcę opisaniu moich kosmetycznych zużyć z lutego i marca. Pokażę też trochę nowości i podzielę się namiastką wrażeń z weekendu zniżek. Zapraszam!


piątek, 31 stycznia 2014

Denko styczniowe

Hej, hej :) Wyrwałam się na chwilkę z sesyjnego szału, żeby pokazać Wam moje styczniowe zużycia (chyba pierwszy raz robię to "w terminie" :P). Jakoś tak wydawało mi się, że będzie tego więcej ale w porównaniu do ostatnich denek to i tak jest nienajgorzej ;)

Od lewej:

*Oriflame, krem do rąk Roses - zakupiony na ostatecznej wyprzedaży tej serii ze względu na zapach (uwielbiam róże!). Jako krem był dość przeciętny - ani zły, ani przesadnie dobry. Za to pachniał mi wspaniale ;) Ponieważ to była sezonowa kolekcja, to raczej nie będę już miała możliwości kupić go ponownie.

*Joanna, Sensual, plastry z woskiem do depilacji twarzy - jeden z moich produktów podstawowych. Znany, lubiany, nie pierwszy raz w denku. Kupię ponownie (a w sumie już kupiłam ale dla odmiany wersję zapachową - owoce leśne).

*Farmona, Tutti Frutti, opalizujący olejek do kąpieli Karmel & Cynamon - dostałam go w prezencie od mamy. Bardzo mile mnie zaskoczył - super zmiękczał wodę, nawilżał skórę, nie brudził wanny no i ten przesłodki zapach! Chętnie wypróbuję inne wersje zapachowe.

*Bielenda, Awokado, łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu - zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu niż wersja Bawełna. Robił, co miał robić i nie podrażniał. Nowe opakowanie na plus! Tylko po co jest taki jadowicie zielony? :P W każdym razie kupię ponownie.

*Mizon, Snail Repair Intensive Ampoule - zdecydowanie do powtórki. Szczegółowa recka TUTAJ.

*Golden Rose, Miss Selene, mini lakier do paznokci - nie zużyłam go w całości ale niestety nie nadaje się już do użytku. Lubię lakiery z tej serii, bo są maleńkie i tanie. Być może kupię ponownie.

*Etude House, Baking Powder Pore Cleansing Foam - no w końcu się skończył! Nie miałam jeszcze tak wydajnego myjadła ;) Poza tym chętnie kupię go znowu. Więcej pisałam o nim TUTAJ.

*Golden Rose, Paris, zmywacz do paznokci (wersja tropikalna) - mój ulubiony, sprawdza się u mnie w 100%. Kupię ponownie.


Tak to wygląda w styczniu ;) Muszę przyznać, że jestem zadowolona z faktu uczestnictwa w akcji denkowania, bo przynajmniej mam jakąś kontrolę nad tymi wszystkimi kosmetykami :)

Sesja trwa, mam jeszcze 3 egzaminy do zdania, z 3 czekam na wyniki :P Potrwa to jeszcze trochę, ale co zrobić...

piątek, 31 maja 2013

Moje pierwsze denko ;)

Jak wszyscy to i ja :P Mam skłonność do chomikowania i kupowania kosmetyków na zapas - potrafię mieć po kilka opakowań podobnych produktów i nie używać ich miesiącami... Może denko mnie trochę zmotywuje do zużywania zapasów ;)

Oto majowe zużycia


Nie ma tego jakoś bardzo dużo, ale z drugiej strony zawsze coś ;) Udało mi się zużyć kilka kosmetyków, których miałam już delikatnie mówiąc, "dosyć" :P


Pielęgnacja skóry twarzy


Od lewej:
  • Garnier Essentials, płyn do demakijażu 2w1 - przyzwoita dwufazówka, całkiem dobrze mi służyła. Raczej kupię ponownie. Następca: Bielenda Bawełna, dwufazowy płyn do demakijażu oczu.
  • Iwostin Purritin, żel do mycia twarzy - bardzo przyjemny produkt, w dodatku kupiony w promocji w SuperPharm. Służył mi naprawdę bardzo długo (jakieś pół roku), więc mega wydajność. Łagodny, dobrze oczyszcza, ale z drugiej strony nie powalił mnie na kolana, więc szukam dalej ;) Być może do niego wrócę. Następca: Etude House, Baking Powder Pore Cleansing Foam.
  • Korana Propolis, krem z propolisem przeciwtrądzikowy - pisałam u nim TUTAJ. Już myślałam, że nigdy się nie skończy... :P Był bardzo wydajny, zdecydowanie za bardzo biorąc pod uwagę jego działanie - czy też raczej jego brak. Nie kupię ponownie. Następca: Tony Moly, Egg Pore, Real Egg Jelly.
  • Fitomed, tonik oczyszczający ziołowy do cery tłustej i trądzikowej - mój aktualny ulubieniec :) Z pewnością jeszcze poświęcę mu osobną notkę :) Kupię ponownie, a raczej już kupiłam. Właśnie używam drugą buteleczkę ;)
  • The Face Shop Nose BlackHead Remover Pore Strips, plastry na nos przeciw wągrom - pisałam o nich TUTAJ. Raczej bez szału, więc raczej nie kupię ponownie. Następcy brak.

Pielęgnacja ciała
Od lewej:
  • Avon Bubble Bath, płyn do kąpieli Konwalia - co tu dużo pisać, jeden z wielu i na pewno nie ostatni. Płyny do kąpieli Avonu kupuję od lat, są sprawdzone ;) Konwalia miała bardzo ładny zapach, więc pewnie kupię ponownie. Następca: Luksja, płyn do kąpieli Caramel Waffel.
  • Ziaja Intima, kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem laktobionowym - zupełnie w porządku. Nie podrażnił mnie, odświeża i jest bardzo, bardzo wydajny - używałam go codziennie od ponad 10 m-cy :P Za długo, znudziło mi się ;) Lubię zmieniać kosmetyki, ale ponieważ ten płyn jest dobry, to możliwe, że kiedyś kupię ponownie. Następca: Ziaja Intima, płyn do higieny intymnej Konwalia.
  • Pervoe Reshenie, krem-żel do ciała miód i kozie mleko - poświęciłam mu notkę TUTAJ. Niezbyt ciekawy, nie kupię ponownie. Następca: Tołpa Planet od Nature, modelujący balsam ujędrniający do ciała

Pielęgnacja włosów + kolorówka

Tutaj bardzo skromnie ;) Od lewej:

  • Pervoe Reshenie, Love2MIX Organic, szampon z efektem laminowania (ekstrakt z mango i awokado) - super :) Wystarczy poczytać TUTAJZdecydowanie kupię ponownie. NastępcaPervoe Reshenie, Love2MIX Organic, szampon nawilżający (ekstrakt z jagód acai i proteiny perły)
  • Max Factor, 2000 Calorie Aqua Lash, tusz wodoodporny - mocno średni. Kupiłam go w promocji ale uważam, że nawet po obniżonej cenie był za drogi w stosunku do marnej jakości :P Okazał się wydajny i to chyba jedyna prawdziwa zaleta, bo poza tym straszny przeciętniak. Jego wodoodporność to kwestia dyskusyjna :P Nie kupię ponownie. Następca: Oriflame Beauty, Power Curl Mascara, tusz podkręcający rzęsy.
Tak to wyglądało w maju ;) Jeżeli chciałybyście przeczytać recenzję któregokolwiek z wymienionych produktów (zużytych lub aktualnie używanych) - proszę o informacje w komentarzach ;)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Poranna dostawa drobiazgów z Korei :)

To nic nadzwyczajnego ale uwielbiam odbierać przesyłki :) Dzisiaj obudził mnie dzwonek do drzwi, więc potargana zwlokłam się z łóżka otworzyć. Pan listonosz dostarczył mi paczuszkę z Korei :D

Paczuszka naprawdę nieduża, ale jej zawartość urocza jak zawsze :) Oto, co w niej było:


Zamówiłam sobie tym razem coś niecoś z kosmetyków kolorowych i jak zwykle dostałam też kilka próbek.


Pudełeczko nr 1 to Oil Queen Cotton Powder firmy Holika Holika - mój pierwszy zakup tej marki.
Mój standardowy puder Maybelline jest na wykończeniu, a jego aktualna, mocno podniesiona cena ostatnio nieprzyjemnie mnie zaskoczyła co zaskutkowało fochem :P Napatoczyło mi się za to urocze pudełeczko Holika Holika, które skwapliwie zamówiłam ;) Cała seria Oil Queen ma całkiem dobre recenzje na zagranicznych blogach i mam nadzieję, że się sprawdzi na mojej mieszanej cerze ze skłonnością do świecenia w strefie T.


Pudełeczko nr 2 zawiera w sobie korektor, a dokładnie Baby Doll Pot Concealer #1 Light Beige, znanej mi już firmy Tony Moly, której kilka produktów mam na półce w łazience i na pewno w przyszłości o nich napiszę. Zakup korektora był aktem rozpaczy - ostatnio miałam spore problemy z cerą i pewne trudności z doprowadzeniem jej do przyzwoitego wyglądu. Teraz jest, odpukać, o wiele lepiej ale uznałam, że korektor tak czy siak się przyda na takie podbramkowe sytuacje. Wybrałam Tony Moly z podobnego powodu co puder Holika Holika - dużo pozytywnych recenzji na blogach i zachęcające zdjęcia wykonane przez blogerki :)


Jeszcze próbki :) Jak widać 2x krem BB: Skinfood Platinum Grape Cell Essential i Skin79 Oriental Shining Pearl Plus- tych jeszcze nie próbowałam. Jedną próbkę Sue Hydrating Gel od Skin79 już mam, doszła druga więc mam troszeczkę więcej materiału do testowania ;)

Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzą się puder i korektor :) Gdy tylko wypróbuję i dokonam oceny, niezwłocznie napiszę co i jak.

piątek, 2 sierpnia 2013

Chwalę się :)

Hej :) Dzisiaj radośnie, gdyż dostałam się na studia II stopnia - dokładnie na ten kierunek, na który chciałam i to na Uniwersytecie Warszawskim ^^ Egzaminy wstępne były stresujące ale opłacało się przez to przejść, bo od października zamieszkam w stolicy. Jestem zachwycona :D

Pokażę Wam dzisiaj kolekcję kosmetycznych nowości w mojej szafce - większość z nich to zagraniczne prezenty od rodziny, a niektóre sprawiłam sobie sama :) Podzieliłam je na kilka grup, według źródła pochodzenia.

Prezenty od stryjka z UK


Mój zamieszkały od lat w Wielkiej Brytanii stryjek spełnił moje marzenie o włosowej pielęgnacji z Dr Organic - sprezentował mi istny zestaw "do dopieszczania" moich włosów :D W jego skład wchodzą:
Aloe Vera Shampoo, Royal Jelly Shampoo, Vitamin E Conditioner oraz Manuka Honey Conditioner. Wszystkie prościutko od producenta :) Nacieszyć się nie mogę :D

Prezenty od brata z USA

Mój nieco tylko młodszy brat spędził kilka tygodni lipca w Stanach. Gdy zapytał, co mi przywieźć, poprosiłam o coś do malowania ust np. szminkę w dowolnym kolorze, byle nie różowym. W efekcie dostałam 3 szminki i błyszczyk - na zdjęciu pokazuję Wam 2 szminki, bo jedna "przeszła" na mamę :D
Są to N.Y.C. Ultra Last Lipwear w odcieniach Smooch i Garnet oraz błyszczyk N.Y.C. Up to 8hr City Proof Gloss w odcieniu Round the Clock Ruby. Wszystkie mają piękne, intensywne kolory :) Będę musiała częściej malować usta :D

Krajowy prezent od mamy

Mama sprezentowała mi wodę toaletową Yves Rocher Purple Lilac o przepięknym, świeżym zapachu bzu. Wprost idealna na lato :) 

Ode mnie dla mnie z Korei

Sprawiłam sobie paczuszkę z Korei, zamawiając u mojego ulubionego sprzedawcy 2 pewniaki: The Face Shop Oil-Free BB Cream (od dłuższego czasu nie mogę się z nim rozstać i właśnie wykańczam pierwszą tubkę) oraz fenomenalny korektor Tony Moly Baby Doll Pot Concealer w odcieniu #1 Light Beige (to mój kosmetyczny hit - na pewno napiszę o nim oddzielną notkę, bo jest cudotwórcą + doskonale uzupełnia się z kremem BB Face Shopu). Dodatkowo kupiłam puder z tej samej serii, co korektor - Tony Moly Baby Doll BB Powder #1 Light Beige. Oczekuję, że okaże się równie dobry :) 
W prezencie sprzedawca dorzucił próbki bliżej mi nieznanego kremu/żelu do twarzy Missha - Super Aqua Refreshing Cleansing Foam.

Jak Wam się podobają te kosmetyki? Znacie coś/lubicie? :) 

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego wieczoru :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Spóźnione denko czerwcowe

I znowu przegapiłam moment na prezentację denka >_< Trochę dużo się działo (jak zwykle) i narobiłam sobie blogowych zaległości.

W czerwcu nie zużyłam zbyt wielu kosmetyków, sporo opakowań mam wciąż na wykończeniu i pewnie zdenkuję je w bieżącym miesiącu. Jeśli chodzi o pełnowymiarowe produkty, to wygląda to tak:


środa, 7 maja 2014

Szybkie denko kwietniowe + kilka nowości z maja


Hej :) Dzisiaj już 7, więc najwyższa pora na denko - w tym miesiącu baaardzo małe. Aż mi wstyd po prostu... To chyba jakieś moje podświadome skąpstwo/oszczędność daje o sobie znać, że tak powoli idzie mi zużywanie kosmetyków. Same zobaczcie:

Jakość okropna, przepraszam - był wyjątkowo ponury dzień.
Od lewej:
  • Dr. Organic, Royal Jelly Shampoo - jeszcze Wam o nim nie pisałam, ale zdjęcia mam na dysku więc osobna notka na pewno się pojawi. Na razie napiszę tylko, że mile mnie zaskoczył :) W miarę możliwości, do powtórki.
  • Ziaja, Intima, płyn do higieny intymnej - taki standard, kolejne opakowanie już stoi na półce.
  • Eveline, delikatny dwufazowy płyn do demakijażu oczu - był w zestawie, który dostałam na Gwiazdkę. Bardzo w porządku, ale nie widziałam go w regularnej sprzedaży. Jeśli się kiedyś na niego natknę, to kupię ponownie.
  • Holika Holika, Oil Queen, Cotton Powder - pisałam o nim niemal dokładnie rok temu TUTAJ. Jak widać, ładnie mi posłużył :) Pudełeczko zostaje ze mną na drobiazgi, a sam puder chętnie kiedyś kupię ponownie.
No tak, zaledwie tyle zeszło. A żeby zaprzeczyć sama sobie (bo gdzieś wyżej pisałam o oszczędności), pokażę Wam teraz zawartość dzisiejszej paczki, którą odebrałam na poczcie :P


Taaak, to znowu zagraniczna przesyłka! Uwielbiam fakt, że zakupy w dzisiejszym świecie nie znają granic. Mniej uwielbiam Pocztę Polską, która po raz kolejny mi podpadła - wczoraj byłam cały dzień w domu, a i tak dostałam awizo. Szkoda słów, lepiej pozacieszać z nowości.

Peeling do stóp, po którym ma mi zleźć cały niepotrzebny, brzydki i zrogowaciały naskórek - jestem bardzo ciekawa, czy to podziała, bo opinie w sieci można znaleźć przeróżne. Jedni chwalą i pokazują zdjęcia, inni narzekają, że nic to nie dało. Wypróbuję na sobie i też się wypowiem, a co :P Wybrałam zestaw Holika Holika Baby Silky Foot One Shoot Peeling - bo lubię HH i miały niezłą cenę.


Mój ukochany krem BB - Mizon Snail Repair Blemish Balm. Od miesięcy jest na mojej twarzy codziennie i jeszcze mi się nie znudził. Muszę się zebrać i w końcu zrobić o nim osobną notkę.

Mizon, Hyaluronic, Ultra Suboon Cream - mój nowy krem-żel na dzień. Kupiłam, bo go chwalą, a mi się Snail właśnie kończy. Tak dla odmiany ;)


Oto mroczny obiekt pożądania - Honey Sleeping Pack (Blueberry) znowu od Holika Holika. Pragnęłam tego kosmetyku od wielu miesięcy ale jakoś zawsze było coś pilniejszego do kupienia. W końcu się zdecydowałam i nabyłam. Po długich namysłach wzięłam wersję Blueberry, bo jest dedykowana mojemu typowi cery.


A te maseczki dostałam jako gratis. Marka FoodAholic nic mi nie mówi ale opakowanie wygląda zacnie :P

To tyle na dzisiaj :) Coś Wam wpadło w oko? A może macie któryś z tych kosmetyków?

sobota, 23 sierpnia 2014

Lekki zamęt i moje ostatnie grzechy kosmetyczne

Wracam po dłuższej przerwie spowodowanej moimi wyjazdami, przyjazdami znajomych do mnie, pracą i ogólnym zamieszaniem ;) Ostatni dwa tygodnie były bardzo intensywne, nie miałam czasu na internet i nawet na pinteresta nie wchodziłam (co jest dla mnie nie do pomyślenia!). Teraz dla odmiany trochę się uspokoiło i mogę zacząć nadrabiać blogowe zaległości :)

Dawno (chyba?) nie pisałam nic o zakupach, co nie znaczy, że ich nie robiłam. Zgoda - w mniejszym wymiarze, niż zazwyczaj. Ostatnio koncentrowałam się bardziej na ubraniach i dodatkach, bo nadchodząca jesień skłoniła mnie, jak co roku, do przejrzenia garderoby. Dzisiaj na przykład przez kilka godzin biegałam po sklepach w poszukiwaniu jeansów - ciężka sprawa. Jestem raczej niską osobą (mam nieco ponad 160 cm wzrostu) i nie dysponuję długaśnymi nogami, a mam wrażenie, że na takie szyje się dzisiaj 90% spodni. Nawet noszenie rozmiaru 34 (a w niektórych sieciówkach 36) nie bardzo mi tutaj pomaga i zwykle jestem skazana na krawcową. Szczęśliwie, dzisiaj udało mi się nabyć zacne jegginsy, których nie będę musiała skracać :) Ale miałam pisać o kosmetykach :P

Poniżej prezentuję moje ostatnie kosmetyczne nabytki. Niektóre były mi potrzebne, inne niekoniecznie.

sobota, 20 kwietnia 2013

SKIN79 Snail Nutrition BB Cream SPF45 PA+++

Kremami BB zainteresowałam się niecały rok temu. Naczytałam się oczywiście, jaką są wspaniałą alternatywą dla podkładu i jak pielęgnują skórę. Nie było takiej możliwości, żebym nie spróbowała :P

Prezentowany dzisiaj "ślimaczkowy" krem BB jest produktem jednego z najpopularniejszych koreańskich producentów tego typu kosmetyków - SKIN79. Dostałam go w prezencie na urodziny od stryjka.
Podejrzewam, że niektóre z Was może zniechęcać zawartość ekstraktu z wydzieliny ślimaka, ale mnie to osobiście w ogóle nie zraża ;) Wręcz przeciwnie, po przeczytaniu wielu pochlebnych opinii na temat działania tej substancji na skórę nie mogłam się doczekać, aż sama spróbuję! Co z tego entuzjazmu zostało, przeczytacie pod koniec notki.








Opis producenta

Silnie odżywiający i regenerujący krem BB zawdzięcza swoje właściwości zawartemu w sobie ekstraktowi z wydzieliny ślimaka koreańskiego. 45% ekstrakt z wydzieliny ślimaka koreańskiego sprawia, że skóra staje się gładka, a jej struktura ujednolicona. Krem chroni cerę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, odżywia i zatrzymuje wilgoć w głębszych warstwach skóry, opóźniając w ten sposób proces starzenia.*

*opis produktu ze strony http://www.alledrogeria.pl

Jak widzicie, same wspaniałości. Ponadto producent obiecuje:
- rozjaśnienie i wybielenie cery
- ujednolicony kolor
- działanie przeciwzmarszczkowe
- nawilżenie i wygładzenie
- ochronę przed promieniowaniem UVA/UVB

Jak to wygląda w rzeczywistości

Jak widać na zdjęciach, pojemniczek z kremem jest zapakowany w złote, kartonowe pudełeczko z wytłoczonymi literami. Sam pojemniczek jest wykonany z plastiku, ma wygodną w użyciu pompkę, która w zależności od siły nacisku dozuje odpowiednią ilość kremu. Stylistyka opakowania jest charakterystyczna dla azjatyckich produktów - niby elegancka, ale na granicy kiczu, mnie się osobiście podoba :)

Krem po wyciśnięciu ma szokująco ciemny, szarawy kolor, który zmienia się zaraz po aplikacji. Nakłada się bardzo wygodnie, ma spory poślizg i wyważoną konsystencję: nie jest ani zbyt wodnisty, ani zbyt gęsty.



Po wklepaniu trochę się wystraszyłam - moja buzia nabrała bardzo różowego odcienia! Biorąc pod uwagę, że mam raczej żółtawy odcień cery, w pierwszej chwili wyglądało to dramatycznie. Po kilku minutach krem zaczyna zmieniać kolor i dopasowywać się do cery. Ostateczny efekt jest całkiem znośny, jednak obawiam się, że tonacja w dalszym ciągu nie jest dla mnie najodpowiedniejsza.
Poniżej wstawiam zdjęcia, na których widać fragment mojej twarzy i szyi (na szyi nie mam nałożone nic) ok. 3 godziny po nałożeniu kremu i przypudrowaniu Maybelline Dream Matt Powder w odcieniu 03. Ostatnie zdjęcie z fleszem.



Wbrew temu, co widać na zdjęciach w rzeczywistości w sztucznym świetle nie ma specjalnej różnicy między twarzą, a szyją i dekoltem. Gorzej jest w świetle dziennym, kolor twarzy trochę się odcina, chociaż moim zdaniem w stopniu akceptowalnym (wiadomo, że twarz zawsze jest troszkę ciemniejsza od szyi).

Pomijając kwestię koloru, krem bardzo mi się spodobał. Przede wszystkim cudownie stapia się ze skórą, bez tworzenia smug. Jest bardzo delikatny, w ogóle nie czuć go na twarzy. Bardzo ładnie zakrywa pory, wyrównuje koloryt. Krycie oceniłabym jako zadowalające - spokojnie zakryje lekkie zaczerwienienia i drobniejsze niedoskonałości. Skóra jest rozjaśniona, ale nie przesadnie świecąca - tzw. glow nie jest zbyt drastyczny, poza tym spokojnie można nałożyć na niego puder, co i ja uczyniłam.

Czy pielęgnuje skórę? Myślę, że tak! Po zmyciu produktu cera jest nawilżona, rozjaśniona i wygląda zdrowo. Nie wypowiem się na razie odnośnie działania na niedoskonałości (które "ślimaczek" powinien tępić), ponieważ używam go zbyt krótko. Gdy tylko zaobserwuję coś w tej kwestii, na pewno dam znać.

Dla dociekliwych wrzucam jeszcze zdjęcie ze składem kremu (jest taki długi, że nie mam ochoty go przepisywać :P).



Podsumowanie

Krem zdecydowanie przypadł mi do gustu pomimo faktu, że najwyraźniej nie jest stworzony dla mojej karnacji. Mam cichą nadzieję, że może gdy się nieco opalę, to ta różnica twarz-szyja trochę się wyrówna. Jeśli nie, to będę jeszcze kombinowała, bo zdecydowanie zbyt podoba mi się działanie tego kremu, żeby tak łatwo z niego rezygnować :P

Mogę go spokojnie polecić:

- osobom o jasnej karnacji z różowymi tonami
- osobom z cerą mieszaną (sama mam taką i się sprawdza) bądź suchą (kremik nawilża)
- osobom z drobnymi niedoskonałościami cery


Mam nadzieję, że recenzja jest wystarczająco szczegółowa :) Wszelkie uwagi mile widziane.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Denko lipcowe

Hej :) Dzisiaj czas na małe podsumowanie lipcowych zużyć. Niestety znowu nie ma tego zbyt wiele, ale zawsze coś :P

No właśnie. Łącznie mamy tu 10 pustych opakowań. I znowu, z powodu małej ilości, podział na "kategorie" będzie bardzo umowny.

Kąpiel & pielęgnacja dłoni/stóp

Od lewej:
  • Luksja, płyn do kąpieli Caramel Waffel - przyjemny, ale nie tak dobry jak choćby wersja cytrynowa. Rozczarował mnie fakt, że cudowny zapach "rozmydlał się" po wlaniu płynu do wanny. Raczej nie kupię ponownie.
  • Oriflame, żel pod prysznic z nawilżającym aloesem i arbuzem - dobry jakościowo, ładny zapach. Ale nie wiem, czy będę miała ochotę na powtórkę zamiast próbować innych :P Być może kupię ponownie.
  • Avon Care, krem do rąk z gliceryną - bardzo dobry. Kupię ponownie.
  • Oriflame, Feet Up, Aromatic Summer Foot Scrub - aromatyczny peeling do stóp - kolejny przyjemny kosmetyk ale w mojej ocenie nie należy on do niezbędnych. Raczej nie kupię ponownie.

Ciało & twarz


Od lewej:

  • Organique, Anti-Allergic, masło do ciała - zdecydowanie jeden z lepszych produktów do ciała, jakie miałam okazję używać. Do powtórzenia :) Pisałam o nim obszerniej TUTAJ
  • Tołpa, Planet of Nature, modelujący balsam do ciała - byłam z niego zadowolona i chętnie nabyła bym go ponownie. Ale tylko jeśli trafię na promocję :) Wtedy kupię go ponownie. A więcej informacji o tym produkcie znajdziecie TUTAJ
  • SVR, Provegol, woda do demakijażu skóry wrażliwej - miniaturka micelka. Na tyle, na ile zdołałam go wykorzystać, mogę powiedzieć, że jest ok - dobrze zmywa i jest delikatny. Jednak z doświadczenia wiem, że produkty SVR nie są warte swoich wygórowanych cen, bo cudów nie czynią. Nie kupię pełnowymiarowej wersji.
  • Tony Moly, Egg Pore Real Egg Jelly - fajny żel do twarzy, służył mi długo i z powodzeniem. Być może kupię ponownie. Pisałam o nim TUTAJ

Kolorówka & zapachy


Od lewej:

  • Maybelline, Dream Matt Powder, puder prasowany w odcieniu #03 Golden Beige - to moje drugie opakowanie tego kosmetyku. Używałam go przez lata i byłam do niego bardzo przyzwyczajona. Niestety, z nieznanych mi przyczyn, od czasu gdy go ostatni raz kupowałam, jego cena poszła w górę niemal dwukrotnie - obecnie wynosi niemal 40 zł. Wg mnie jest to przegięcie. Dlatego z żalem, ale nie kupię go ponownie.
  • Naomi Campbell, Cat Deluxe at Night, Eau de Toillete 50 ml - dostałam tę wodę w prezencie i byłam z niej bardzo zadowolona :) Piękny, owocowy zapach i duża wydajność. Z pewnością kiedyś kupię ponownie.

I to by było na tyle. Oby zużycia sierpniowe okazały się większe ;)

środa, 15 maja 2013

Majowe zakupy - nowości w moim kosmetycznym arsenale :)

Hej :) Dzisiaj na szybko, bo czas mnie goni a liczba spraw do załatwienia spora ;) Ale zdążę pochwalić się na szybko najnowszymi zakupami ^^


Zakup niektórych rzeczy był koniecznością, a część to zwykły kaprys ;) Nie ma tego bardzo dużo, ale po kolei.

Pielęgnacja skóry twarzy


Od lewej:

1. Białe pudełeczko zawiera w sobie zieloną glinkę od Organique - w obawie przed rozsypaniem, zabezpieczyłam ją dodatkowo folią i recepturką :P Zakup był impulsem, bo kończy mi się glinka ghassoul z tego samego źródła i postanowiłam postawić tym razem na coś silniejszego.

2. Mój ukochany od jakiegoś czasu tonik do cery tłustej i trądzikowej firmy Fitomed. Śmiesznie tani (niecałe 9 zł), za to super odświeża i oczyszcza moją buzię :) To moja druga buteleczka, zakupiona w sklepie zielarskim ^^

3. Prosto z Korei - żel do mycia twarzy Etude House Baking Powder Pore Cleansing Foam. Zawiera proszek do pieczenia (tak, dobrze czytacie) i ma mi dobrze oczyszczać twarz. Zobaczymy :D

4. Po raz pierwszy w mojej kosmetyczce - dwufazowy płyn do demakijażu Bawełna od Bielendy. Zastąpi Garniera, który ostatnio przestał mi się podobać (na szczęście się kończy). Oby z dobrym skutkiem.

Pielęgnacja ciała, włosów i depilacja


Od lewej:

1. Popularne plastry z woskiem do depilacji włosów na twarzy Joanna. Sprawdzone, skuteczne i tanie (w promocji niecałe 7 zł) no i starczą na długo. Lubię i używam z powodzeniem od prawie roku.

2. Szampon nawilżający Love2MIX Organix - jagody acai i ekstrakt z perły. Mam nadzieję, że okaże się równie dobry, co jego mangowy brat :)

3. Dla przyjemności - płyn do kąpieli Luksja Caramel waffel. Skusił mnie obłędny zapach :) Miałam już wersję czekoladową i ciasto cytrynowe, pora na karmel :D

Kolorówka


Od lewej:

1. Nowy koreański krem BB do kolekcji :) Elisha Coy Premium Gold Mineral BB - na razie tylko miniaturka (15 ml), bo pełna wersja kremu jest dosyć droga (ponad 26$) i szkoda mi było ryzykować w ciemno. Wybrałam ten krem bo bardzo długim researchu internetowym i jestem bardzo ciekawa, czy mnie zadowoli.

2. Na koniec drobiazg z Avonu - diamentowa konturówka do oczu w kolorze śliwkowym. Wypróbowałam ją kilka dni temu w Juwenalia i muszę powiedzieć, że naprawdę daje radę - wytrzymała moje szaleństwa i ani trochę się nie rozmazała :D


Przepraszam za ewentualne błędy, ale muszę już uciekać ;) Co Wam się najbardziej podoba z tych zakupów? :) Miałyście coś? :)