Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 stycznia 2014

Lawendowe ukojenie - organiczny balsam do ciała Dr.Organic

Hej :) Dzisiaj chcę Wam pokazać mój aktualny balsam do ciała, który przyleciał do mnie z UK. Mowa o lawendowym lotionie od Dr.Organic (Organic Lavender Skin Lotion). Nie powiem, ucieszył mnie ten podarek, bo akurat balsamów nigdy za wiele :)


Co mówi producent

Intensywnie nawilżający balsam do ciała z olejkiemlawendowym, stworzony na bazie organicznych składników. Wzbogacony o masłokakaowe, masło SHEA (znane ze swych odmładzających właściwości), olej z oliwek,olej słonecznikowy, mech irlandzki oraz witaminy A i E. Posiada kojące iregenerujące właściwości. Nietłusta formuła, która znakomicie się wchłania. Pozastosowaniu natychmiast poprawi stan skóry oraz zadba o jej ochronę.*

*opis ze strony sklepu http://www.locri.pl

Co mówi Marianna Greenleaf

Balsam jest zamknięty w dużej, miękkiej tubce o pojemności 200 ml. Cena w polskim sklepie internetowym wynosi dokładnie 37,20 zł + wysyłka.

Na opakowaniu mamy liczne zapewnienia producenta o całkowitej naturalności produktu, który jest oczywiście odpowiedni dla wegetarian i wegan. Tak, jak w przypadku innych kosmetyków Dr.Organic, tak i tutaj na pierwszym miejscu w składzie mamy sok aloesowy. Poniższe zdjęcia pozwolą Wam samodzielnie przestudiować całość składu :)




Balsam ma standardowo biały kolor i średnio gęstą konsystencjęZapach, jaki wydziela jest bardzo intensywny - dosłownie już po samym otwarciu opakowania można poczuć "uderzenie" lawendy. Dodam, że nie jest to woń chemiczna, a więc zupełnie przyjemna :)



Wchłania się przeciętnie - chwilkę trzeba odczekać, ale za to nie zostawia żadnego filmu na skórze. Widocznie wygładza skórę, która staje się mięciutka i dobrze nawilżona.

Ciekawa sprawa jest z tym zapachem - początkowo byłam przerażona, że będzie mi zostawał na piżamce i ogólnie dusił. Ale wcale tak nie jest - woń, bezpośrednio po aplikacji intensywna, stopniowo się ulatnia i po jakiejś godzinie nie czuć jej już prawie wcale. Czy to dobrze, czy to źle? To zależy. Jeżeli ktoś lubi czuć zapach balsamu cały czas, będzie zawiedziony. Mi osobiście bardziej zależy na nawilżeniu i nie czuję się specjalnie poszkodowana faktem, że lawenda nie towarzyszy moim nozdrzom przez całą noc.

Moje subiektywne zestawienie plusów i minusów wygląda następująco:

+ dobrze nawilża
+ wygładza skórę
+ dobrze się wchłania
+ nie podrażnia - można stosować po depilacji
+ poręczne opakowanie
+ dobry skład
+ wydajny

+/- zapach - w pierwszej chwili bardzo intensywny, po ok. godzinie ulatnia się niemal całkowicie

- dostępność 
- cena 

Jestem zadowolona z tego balsamu i chętnie wypróbowałabym inne wersje zapachowe :)

Znacie ten balsam? Jakie są Wasze lotionowe "pewniaki"? :)

piątek, 13 grudnia 2013

Aromatyczna pielęgnacja - Organique, cukrowy peeling z kozim mlekiem i liczi

Hej :) Właśnie wróciłam z zakupowych szaleństw z moją niezrównaną ciocią (to określenie jest całkiem nie na miejscu w jej przypadku - jest młoda i ciałem, i duchem; mówimy sobie po imieniu), które zaowocowały m.in. piękną sukienką na Sylwestra :) Na fali pozytywnych emocji zabieram się do pisania notki ;)
Chcę Wam dzisiaj pokazać kolejny interesujący produkt marki Organique - cukrowy peeling z kozim mlekiem i liczi.



Opis producenta

Cukrowy peeling zawierający m. in.: olej z pestek winogron, wosk pszczeli, ekstrakt z owocu liczi, kozie mleko, masło shea i pszczeli wosk. Doskonale regeneruje i wzmacnia przesuszoną skórę. Zawarte w nim składniki zapewniają bogactwo związków odżywiających skórę.*

*opis ze strony http://wizaz.pl

Moje wrażenia

Peeling jest zapakowany w typowy dla Organique słoiczek o pojemności 200 ml. Po odkręceniu zakrętki można wyczuć delikatny, słodki zapach liczi z nutką mleka. Produkt jest zbity, ma jasny kolor
Już niewielka ilość świetnie peelinguje skórę - delikatnie, ale stanowczo. Nie podrażnia, nie można sobie nim zrobić krzywdy. Delikatnie natłuszcza ciało, sprawiając, że użycie balsamu nie jest konieczne :) Całkowicie rozpuszcza się w wodzie i nie brudzi w żaden sposób wanny. Po jego użyciu skóra jest gładka, nawilżona i pachnąca - czego chcieć więcej? :)

Jedynym zniechęcającym aspektem (jak dla mnie) może być cena - ok. 55 zł. Jednak warto wziąć pod uwagę dużą wydajność produktu - to zakup na kilka miesięcy (zakładając, że nie robimy peelingu częściej niż 1-2 razy w tygodniu). Jakość jest wspaniała, ja jestem bardzo zadowolona - takie perełki budują zaufanie do marki :)

Przyznam się Wam, że tak, jak nigdy nie zwracałam specjalnie uwagi na peelingi do ciała, to teraz nie wyobrażam sobie używania innego, niż Organique - do tego stopnia mnie zadowala :) 

A jacy są Wasi peelingowi ulubieńcy? :) 

P.S. A się pochwalę - taką sukienkę wybrałam :) (sorry za kijowe zdjęcie, ale sztuczne światło plus brak porządku nie sprzyjają sesją :P)


czwartek, 29 sierpnia 2013

Trochę refleksji i zakupów

Hej, po raz kolejny wracam po przerwie. Co tu dużo mówić - popadłam ostatnio w jakiś stan pośredni pomiędzy znużeniem a rozleniwieniem i nie miałam dość chęci, by zajmować się blogiem. Dodatkowo przez tydzień nie było mnie w domu, a po powrocie właściwie nie robiłam nic innego poza czytaniem książek. Nawet po sklepach się nie włóczyłam (!). Ale to tylko w ubiegłym tygodniu. W jeszcze poprzednim wydałam za to sporo na ubrania, a i kosmetyków kilka wpadło :P Zaraz Wam zresztą pokażę ;)

Zakupy ubraniowe

Wybierając się do centrum handlowego planowałam właściwie jeden zakup - marynarkę. Mam coś pecha do tej części garderoby - przez wszystkie lata mojego życia zakupiłam zaledwie 2 sztuki, z czego jedna jest obecnie za duża :P Mam zwykle spory problem ze znalezieniem takiej, która by na mnie dobrze leżała i jednocześnie zaspokajała moje oczekiwania (kolor, długość, krój). Jestem niska, mam figurę klepsydry (duże wcięcie w talii, szer. ramion równa z szer. bioder) z jednym ale - klepsydry zwykle mają obfity biust, ja mam raczej przeciętny (czytaj: średniej wielkości). Z tego powodu marynarki często mi się "rozklapciają" na piersiach, bo są szyte na większy biust. Zakładałam więc z góry, że może mi się znowu nie udać :P

Na szczęście upolowałam bardzo ładną w Pull&Bear - wklejam Wam zdjęcie ze strony producenta (http://www.pullandbear.com/), bo lepiej się prezentuje, niż na zdjęciu, które ja bym ew. mogła zrobić :)

Jak widać - klasyczny krój, długi rękaw, sięga nieco za biodra. Dostępna w kilku kolorach, ja zdecydowałam się na klasyczną czerń :) Bez żadnych udziwnień, będzie pasowała zarówno na eleganckie bluzki jak i na kolorowe t-shirty. Najważniejsze, że świetnie leży - nic mi nie odstaje na plecach, ani na piersiach :D 

Gdy już przepuściłam pieniądze na marynarkę, wpadłam w bardzo dobry humor - na tyle dobry, że zamiast zakończyć zakupy, ruszyłam dalej :P W tym samym sklepie chwyciłam prosty kardigan w kolorze szarym.

Lubię ubierać się zimą "na cebulkę", więc wyznaję zasadę, że kardiganów nigdy za wiele. Podobają mi się te kieszonki oraz fakt, że nie jest zbyt obcisły i nie ma dzięki temu "prześwitów" między guzikami ;)

Potem wyhaczyłam jeszcze bardzo prostą, bawełnianą sukienkę w H&M. Bardzo uniwersalna, będzie można ją nosić w najróżniejszych kombinacjach :) Niestety nie udało mi się znaleźć zdjęcia w necie, więc wstawiam zrobione przeze mnie.

Na wieszaku może nie wygląda najlepiej, ale jest bardzo dopasowana do figury i jestem ogromnie zadowolona z tego nabytku :)

Ostatnim zakupem-prezentem (mama mi ją "wzięła") jest delikatny szaliczek do jesiennego płaszcza prosto z Parfois. Jak tylko zobaczyłam ten print, to zapragnęłam go mieć :) (zdjęcie ze strony http://www.parfois.com/)

Nie znoszę jesieni (zimy też nie) ale może obecność tego cudeńka na mojej szyi wpłynie pozytywnie na mój zwyczajny (mało ciekawy) humor w ponure dni jesienne :P

Zakupy kosmetyczne

Nie jest tego bardzo dużo, a część to znowu prezenty ;) 


Itemki z dwóch pierwszych zdjęć dostałam od mamy. Komplecik kremowych błyszczyków Pupa zachwycił mnie kolorami - uważam je za rozkosznie słodkie ;) Odżywka Garnier Ultra Doux do długich włosów przyjechała z Francji (u nas jest niedostępna), a żel pod prysznic Balea oczywiście z Niemiec. Z Balei moja mama nazwoziła naprawdę całe siaty różnych mydeł, płynów do kąpieli itd. 

Granatowa buteleczka to mój pierwszy zakup z Biochemii Urody. Zawiera tonik do cery mieszanej na bazie hydrolatu porzeczkowego. W jego skład wchodzi ekstrakt z rozmarynu EKO, niacynamid (wit. B3) i aminokwasy siarkowe. Dopiero zaczęłam go używać, więc nie umiem jeszcze nic więcej o nim powiedzieć ;)

Olejek arganowy 3w1 od Bielendy kupiłam na otwarciu nowej drogerii w mojej miejscowości. Pierwszego dnia był rabat 10% na wszystkie zakupy, więc go sobie chwyciłam :P Byłam ciekawa, czy taka tańsza wersja olejku arganowego okaże się warta uwagi. I póki co jestem zdania, że tak :) 

Tak wyglądają ostatnie nowości w mojej szafie/łazience. Aktualnie leci do mnie kolejna paczka z Korei (spadek $ zwykle przekłada się u mnie na chęć zamawiania). Jednak dostanę ją w swoje rączki dopiero za 2 tygodnie, gdyż w sobotę wyjeżdżam do stolicy. Będę tam miała internet i postaram się nie zaniedbywać bloga ;) 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Denko lipcowe

Hej :) Dzisiaj czas na małe podsumowanie lipcowych zużyć. Niestety znowu nie ma tego zbyt wiele, ale zawsze coś :P

No właśnie. Łącznie mamy tu 10 pustych opakowań. I znowu, z powodu małej ilości, podział na "kategorie" będzie bardzo umowny.

Kąpiel & pielęgnacja dłoni/stóp

Od lewej:
  • Luksja, płyn do kąpieli Caramel Waffel - przyjemny, ale nie tak dobry jak choćby wersja cytrynowa. Rozczarował mnie fakt, że cudowny zapach "rozmydlał się" po wlaniu płynu do wanny. Raczej nie kupię ponownie.
  • Oriflame, żel pod prysznic z nawilżającym aloesem i arbuzem - dobry jakościowo, ładny zapach. Ale nie wiem, czy będę miała ochotę na powtórkę zamiast próbować innych :P Być może kupię ponownie.
  • Avon Care, krem do rąk z gliceryną - bardzo dobry. Kupię ponownie.
  • Oriflame, Feet Up, Aromatic Summer Foot Scrub - aromatyczny peeling do stóp - kolejny przyjemny kosmetyk ale w mojej ocenie nie należy on do niezbędnych. Raczej nie kupię ponownie.

Ciało & twarz


Od lewej:

  • Organique, Anti-Allergic, masło do ciała - zdecydowanie jeden z lepszych produktów do ciała, jakie miałam okazję używać. Do powtórzenia :) Pisałam o nim obszerniej TUTAJ
  • Tołpa, Planet of Nature, modelujący balsam do ciała - byłam z niego zadowolona i chętnie nabyła bym go ponownie. Ale tylko jeśli trafię na promocję :) Wtedy kupię go ponownie. A więcej informacji o tym produkcie znajdziecie TUTAJ
  • SVR, Provegol, woda do demakijażu skóry wrażliwej - miniaturka micelka. Na tyle, na ile zdołałam go wykorzystać, mogę powiedzieć, że jest ok - dobrze zmywa i jest delikatny. Jednak z doświadczenia wiem, że produkty SVR nie są warte swoich wygórowanych cen, bo cudów nie czynią. Nie kupię pełnowymiarowej wersji.
  • Tony Moly, Egg Pore Real Egg Jelly - fajny żel do twarzy, służył mi długo i z powodzeniem. Być może kupię ponownie. Pisałam o nim TUTAJ

Kolorówka & zapachy


Od lewej:

  • Maybelline, Dream Matt Powder, puder prasowany w odcieniu #03 Golden Beige - to moje drugie opakowanie tego kosmetyku. Używałam go przez lata i byłam do niego bardzo przyzwyczajona. Niestety, z nieznanych mi przyczyn, od czasu gdy go ostatni raz kupowałam, jego cena poszła w górę niemal dwukrotnie - obecnie wynosi niemal 40 zł. Wg mnie jest to przegięcie. Dlatego z żalem, ale nie kupię go ponownie.
  • Naomi Campbell, Cat Deluxe at Night, Eau de Toillete 50 ml - dostałam tę wodę w prezencie i byłam z niej bardzo zadowolona :) Piękny, owocowy zapach i duża wydajność. Z pewnością kiedyś kupię ponownie.

I to by było na tyle. Oby zużycia sierpniowe okazały się większe ;)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Pachnące nawilżenie z masłem Organique Anti-Allergic

I w dalszym ciągu pogoda beznadziejna :/ Wiem, że narzekam na to przy okazji niemal każdej notki ale naprawdę działa mi to na nerwy. Wakacje, człowiek chciałby sobie poleżeć pod chmurką a tymczasem siedzi w domu...

Dzisiaj chcę Wam pokazać mój absolutny hit jeśli chodzi o nawilżanie - masło do ciała Organique z linii Anti-Allergic.


Dostałam ten przemiły produkt w prezencie kilka miesięcy temu. Sama zapewne nie zwróciłabym na niego uwagi, bo jest opisany jako "dla skóry wrażliwej" - a ja takowej raczej nie posiadam ;) Na szczęście trafił do mnie tak czy inaczej :)


Masełko jest zamknięte w metalowej puszce, typowej dla Organique. Po otwarciu czujemy śliczny, delikatny ale dosyć intensywny zapach kwiatowy - mi przywodzi na myśl magnolie. Konsystencja jest lekka i kremowa, dosyć zbita - masełko jest gęste i na pewno nie będzie nam ściekać z palców :) Wchłania się dosyć szybko, nie pozostawia widocznego filmu na skórze.

Najważniejsze: wspaniale i długotrwale nawilża skórę, sprawia, że jest jedwabiście gładka. Radzi sobie nawet z moją, nie ukrywajmy, zwykle dość szorstką skórą na łokciach - sprawia, że jest zmiękczona i miła w dotyku :) Jestem absolutnie zachwycona tym produktem. Nie podrażnia w żaden sposób, można spokojnie stosować po depilacji.

Wadą jest dość wysoka cena - ok. 40 zł i raczej niska wydajność (masełko szybko znika z puszki). Jednak przy tym działaniu wydaje mi się, że warto.

Jak widać na zdjęciu, moje masełko jest już niestety na wykończeniu. Przykro mi z tego powodu, bo bardzo je polubiłam... Będę musiała zainwestować w następne opakowanie :)
Jakie są Wasze ulubione nawilżacze? :) Co polecacie? :)

czwartek, 4 lipca 2013

Trudne ujędrnianie - modelujący balsam do ciała Tołpa Planet of Nature

Hej :) Dzisiaj troszeczkę o ciężkim zagadnieniu, jakim jest ujędrnianie ciała. Naprawdę nieliczne z nas nie muszą zawracać sobie tym głowy, większość jest zmuszona prędzej czy później podjąć temat.
Jestem normalna - ani gruba, ani chuda. Lubię myśleć, że szczupła, tak się umówmy :D W każdym razie nie mam żadnej nadwagi, ubrania noszę w rozmiarze XS i S. Moim słabym punktem są zdecydowanie uda - masywne, "muśnięte" cellulitem i w dodatku za wiele z nimi zrobić się nie da, bo taką mam budowę: wąska talia, za to szerokie biodra. Latami kombinowałam jak by tu schudnąć z ud, ale w końcu ktoś mądry mi wytłumaczył, że nie da rady, bo taka już jestem i nawet gdyby się udało, to zaburzyłabym proporcje sylwetki. Przyjęłam, porzuciłam plany wyszczuplające za to postanowiłam się skupić na ujędrnianiu.

Powiem Wam od razu, że nie wierzę już w te wszystkie produkty typu "intensywne serum wyszczuplające" - swoją "porcję" takowych zużyłam. Czasami coś tam pomagało, w większości raczej nie było widać różnicy. Przestałam kupować. Zainwestowałam za to w bańki chińskie i zaczęłam się masować - to działa moje drogie :) Zainteresowałam się  też balsamami - nawilżenie + ujędrnianie ale bez grzania/chłodzenia. Takie 2 w 1, bo smarować się czymś trzeba, zwłaszcza miło po masażu :) I tutaj wkracza na scenę dzisiejszy produkt - modelujący balsam ujędrniający do ciała Tołpa Planet of Nature.

    
Opis producenta

Balsam przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej, pozbawionej jędrności. Doskonale wygładza. Poprawia jędrność i wzmacnia strukturę skóry.

Wymodeluj swoją sylwetkę i poczuj wyjątkową gładkość. Spraw, by Twoja skóra stała się odżywiona i zregenerowana. Aktywne wyciągi roślinne intensywnie ujędrnią skórę i wzmocnią jej strukturę. Poczujesz komfort i przyjemność.

Składniki czynne:
torf TOŁPA®, ekstrakty roślinne z guarany i kwiatów koniczyny, olej avocado, witamina E, alantoina

Sposób użycia:
Niewielką ilość balsamu nanieś na skórę i wmasuj aż do wchłonięcia. Stosuj 1-2 razy dziennie.

Pojemność: 200 ml
*

*źródło: http://tolpa.pl

Moje wrażenia

Przyznam, że nie planowałam tego zakupu, nie wiedziałam nawet, że taki produkt istnieje. O Tołpie wiedziałam tylko tyle, że jest takie coś ;) Któregoś dnia szukałam nowego smarowidła w Hebe i dałam się skusić promocji: normalnie ten balsam kosztuje ok. 20 zł, ja "wyrwałam" go za jakieś 12 zł. Wieczorem tego samego dnia nastąpił pierwszy test ;)
Balsam jest zamknięty w dużej, miękkiej tubce ze szczelnym zamknięciem. Design jest estetyczny. Zapach mi odpowiada: intensywny, kwaskowaty, cytrusowy. Konsystencja dosyć rzadka, kolor białawy. 

Porozmawiajmy o działaniu i właściwościach :) Otóż balsamik jest całkiem wydajny - nie trzeba go wiele, żeby pokryć całe ciało. Ja stosuję go głównie na nogi i brzuch. Wchłania się dość szybko, ale zostawia na skórze śliską powłokę - z tego powodu wg mnie raczej nie nadaje się do stosowania na dzień, pod ubrania. Ale mi to nie przeszkadza, bo i tak smarowanie uskuteczniam tylko na noc ;) Ładnie nawilża i napina skórę zaraz po użyciu. Myślę, że mogę też powiedzieć, że w pewnym stopniu ujędrnia - nie jest to efekt wow ale widać pewną różnicę. Używam go drugi miesiąc i moja skóra jest na pewno gładsza i nieco jędrniejsza. Bardzo ważna sprawa: nie uczula i nie podrażnia. Można spokojnie stosować po depilacji :)

Podsumowując, jestem zadowolona z tego balsamu :) Sprawuje się dobrze, spełnia moje oczekiwania. Producent oczywiście przesadza i na pewno nikt nie powinien oczekiwać, że takie mazidło wymodeluje mu sylwetkę. Ale to dotyczy wszystkich produktów tego typu, trzeba zachować rozsądek ;)

Nie podoba mi się jedynie regularna cena - uważam, że 20 zł to przegięcie. Jeśli zobaczę go znowu w promocji, to kupię. Jeśli nie, to trudno ;)


Jak Wam się to podoba? Jakie macie sposoby na jędrne nóżki? :)

wtorek, 21 maja 2013

Bloom Essence - cukrowy peeling do ciała od Organique

Witam po krótkiej przerwie ;) Niestety ostatnimi czasy mam dużo rzeczy do załatwienia - zbliża się sesja i obrona, więc jest trochę stresu i biegania po bibliotekach/wydziałach/dziekanatach/etc. Dni mijają mi bardzo szybko, bo cały czas jestem czymś zajęta. Ale pomimo nawału pracy, każdego wieczoru zamykam się w łazience i robię sobie relaksującą kąpiel ;) Raz w tygodniu dodatkowo umila mi ją przemiły peeling do ciała z serii Bloom Essence firmy Organique, który Wam zaraz zaprezentuję.


Opis producenta

Regenerujący peeling cukrowy do ciała o przepięknym zapachu świeżych kwiatów. Masuje skórę, delikatnie pobudza mikrokrażenie, złuszcza i odświeża naskórek. Uelastycznia, wygładza i delikatnie natłuszcza skórę, a wyciągi roślinne pobudzają ją do odbudowy. Doskonała propozycja dla skóry wrażliwej i wymagającej szczególnej pielęgnacji. 


Składniki aktywne: betaina, lilia wodna, japońska wiśnia, babka lancetowata, gliceryna organiczna*


*źródło: http://www.organiquecosmetics.pl

Moja ocena

Z Organique znam się od kilku miesięcy i bardzo cenię tę firmę za wspaniałe zapachy, naturalne składy i świetną jakość produktów. Nie inaczej jest z tym peelingiem.

Opakowanie typowe dla Organique - ascetyczny słoiczek, przeźroczysty więc dokładnie widać ubytek produktu. Peeling ma przyjemną, zbitą konsystencję. Pachnie oszałamiająco - słodko i kwiatowo :) Bardzo dobrze ściera, nie drapiąc przy tym skóry. Pozostawia skórę nawilżoną, pokrytą śliską warstewką - brzmi to może źle ale jest w efekcie bardzo przyjemne, bo skóra jest gładka i nie trzeba aplikować na nią balsamu. Wydajność całkiem przyzwoita, więc cena (ok. 40 zł) jest do przełknięcia. Nie brudzi wanny, całkowicie rozpuszcza się w wodzie. 




Cóż mogę powiedzieć - jestem bardzo zadowolona z tego produktu i chętnie kupię go ponownie :) Lepszego peelingu naprawdę nie miałam - większość tych drogeryjnych jest taka sztuczna i drapiąca, lubią osadzać się na wannie. Tutaj nic takiego się nie dzieje, kosmetyk naprawdę dobrze pielęgnuje moją skórę.

Na koniec mam pytanie do Was. Zaczął się sezon na opalanie i tak jak zapewne większość z Was, rozpoczęłam już "pogoń" za słoneczkiem :) Ostatnio zastanawiałam się, jak ma się peeling do opalenizny - czy powoduje jej zmniejszenie czy też wręcz przeciwnie? Na forach kosmetycznych i różnych stronkach można znaleźć obie opinie. Osobiście skłaniam się ku temu, że peeling nie ściera, a pomaga wyrównać koloryt skóry i uwidacznia opaleniznę, która jest w głębszych warstwach skóry. 

Jak się na to zapatrujecie? Peelingujecie się w okresie letnim tak samo często czy jednak ograniczacie? :)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rosyjski cudak - krem-żel do ciała miód i kozie mleko od Pervoe Reshenie

Przez pewien okres na blogach rekordy popularności biły rosyjskie kosmetyki, które można bez problemu zamówić przez internet bez zabaw z walutą. Uległam tej modzie i zakupiłam kilka specyfików. Dzisiaj napiszę Wam o jednym z nich: oto pielęgnujący krem-żel do ciała Pervoe Reshenie - miód i kozie mleko.



Jak widać na zdjęciach, mój egzemplarz jest już w ok. połowie zużyty. "Zadaję się" z tym rosyjskim typem od niecałych dwóch miesięcy.

Opis producenta i skład 

Krem –żel do ciała – "Miód i mleko kozie"– dwukolorowy krem-żel skutecznie odmładza skórę, nasyca ją składnikami odżywczymi. Przywraca skórze elastyczność i aksamitny wygląd.
Efekt: Skóra oczyszczona, odżywiona.


Składniki aktywne:

Miód (Mel) - to idealny kosmetyk dla zmęczonej, szarej skóry. Najważniejsze substancje znajdujące się w miodzie to dwa cukry proste ( fruktoza i glukoza ), sole mineralne, enzymy, witaminy B, C, A, D i E, a także kwasy organiczne i olejki eteryczne .Ten słodki dar pszczół działa na naszą skórę odżywczo a także łagodzi podrażnienia i przyspiesza gojenie sie naskórka. Działa korzystnie utrzymując odpowiedni poziom nawilżenia skóry, wzmacnia jej elastyczność. Zmiękcza i wygładza skórę, poprawia wygląd cery. Miód to prawdziwy balsam dla skóry szorstkiej, spierzchniętej i popękanej.

 Mleko kozie (Goat Milk) – kosmetyki z mlekiem kozy najefektywniej działają na cerę suchą i zniszczoną (zawierają większy procent tłuszczu; ok. 30). Kremy i maseczki wpływają na miękkość, gładkość i elastyczność skóry. Sproszkowane mleko dodawać można także do kąpieli, a relaks w stylu egipskiej królowej sprawi, że niejedna pani poczuje się zrelaksowana i odprężona.*

*źródło: http://sklep.urodaizdrowie.pl

Skład:
Aqua, Ethylhexyl Stearate, Dicaprylyl Ether, Cocoglycerides, Cera Alba, Glycerin, Carbomer, Triethanolamine, Mel, Goat Milk, Parfum, Citric Acid, Tetrasodium EDTA, Propylparaben, Metylparaben

Moje wrażenia

Tym, co tutaj rzuca się w oczy jest oczywiście postać i opakowanie produktu - bardzo oryginalne, wręcz bajeranckie. W buteleczce o pojemności 400 ml mamy zamknięte żółto-białe warstwy tajemniczego mazidła ;) W komplecie jest łyżeczka przeznaczona do wydobywania produktu z opakowania i aplikacji.  Taki pomysł aplikacji mi raczej nie przysparza problemów, ale dla niektórych może być niepotrzebnym utrudnieniem.  Nie da się jednak zaprzeczyć, że wygląda to cudownie :)

Ale czy ten bajerancki kosmetyk zasługuje na uwagę? Mam pewne wątpliwości.

Przede wszystkim problemem jest zapach - bardzo sztuczny, bliżej nieokreślony. Nie jest to zapach ani miodu, ani mleka. Byłam tym faktem bardzo rozczarowana. Od tak ładnie wyglądającego produktu oczekiwałam super woni, a tutaj sama chemia...

Jak wspomniałam, produkt ma dwie warstwy: biała to krem, żółta - żel. Są skutecznie pomieszane, przy nabieraniu zawsze wyjmie się odpowiednie proporcje. Przy aplikacji natychmiast się ze sobą stapiają. Kosmetyk wchłania się po dłuższej chwili, trzeba go dobrze rozsmarować, inaczej zostawia biały film. Na szczęście faktycznie nawilża i wygładza skórę, bo inaczej byłabym już całkiem niezadowolona. Nie podrażnia, można go stosować po depilacji. Niestety żadnego odmłodzenia nie zauważyłam :P Wydajność jest przeciętna.





Czy warto?

Moim zdaniem niekoniecznie. Dałam za niego jakieś 26 zł - wcale nie tak mało w porównaniu do cen drogeryjnych balsamów, a jego działanie naprawdę nie jest jakieś nadzwyczajne. Największy minus to ten niefajny zapach, nie mogę tego przeboleć, bo naprawdę nastawiałam się na słodką woń miodu i mleka :P Tymczasem woń może i słodka, ale jednocześnie "plastikowa".

Całe szczęście, że Pervoe Reshenie robi naprawdę dużo różnych kosmetyków, a te do włosów są dla odmiany zupełnie fajne :) Ale o tym innym razem. :)