Hej, hej :) Wyrwałam się na chwilkę z sesyjnego szału, żeby pokazać Wam moje styczniowe zużycia (chyba pierwszy raz robię to "w terminie" :P). Jakoś tak wydawało mi się, że będzie tego więcej ale w porównaniu do ostatnich denek to i tak jest nienajgorzej ;)
Od lewej:
*Oriflame, krem do rąk Roses - zakupiony na ostatecznej wyprzedaży tej serii ze względu na zapach (uwielbiam róże!). Jako krem był dość przeciętny - ani zły, ani przesadnie dobry. Za to pachniał mi wspaniale ;) Ponieważ to była sezonowa kolekcja, to raczej nie będę już miała możliwości kupić go ponownie.
*Joanna, Sensual, plastry z woskiem do depilacji twarzy - jeden z moich produktów podstawowych. Znany, lubiany, nie pierwszy raz w denku. Kupię ponownie (a w sumie już kupiłam ale dla odmiany wersję zapachową - owoce leśne).
*Farmona, Tutti Frutti, opalizujący olejek do kąpieli Karmel & Cynamon - dostałam go w prezencie od mamy. Bardzo mile mnie zaskoczył - super zmiękczał wodę, nawilżał skórę, nie brudził wanny no i ten przesłodki zapach! Chętnie wypróbuję inne wersje zapachowe.
*Bielenda, Awokado, łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu - zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu niż wersja Bawełna. Robił, co miał robić i nie podrażniał. Nowe opakowanie na plus! Tylko po co jest taki jadowicie zielony? :P W każdym razie kupię ponownie.
*Mizon, Snail Repair Intensive Ampoule - zdecydowanie do powtórki. Szczegółowa recka TUTAJ.
*Golden Rose, Miss Selene, mini lakier do paznokci - nie zużyłam go w całości ale niestety nie nadaje się już do użytku. Lubię lakiery z tej serii, bo są maleńkie i tanie. Być może kupię ponownie.
*Etude House, Baking Powder Pore Cleansing Foam - no w końcu się skończył! Nie miałam jeszcze tak wydajnego myjadła ;) Poza tym chętnie kupię go znowu. Więcej pisałam o nim TUTAJ.
*Golden Rose, Paris, zmywacz do paznokci (wersja tropikalna) - mój ulubiony, sprawdza się u mnie w 100%. Kupię ponownie.
Tak to wygląda w styczniu ;) Muszę przyznać, że jestem zadowolona z faktu uczestnictwa w akcji denkowania, bo przynajmniej mam jakąś kontrolę nad tymi wszystkimi kosmetykami :)
Sesja trwa, mam jeszcze 3 egzaminy do zdania, z 3 czekam na wyniki :P Potrwa to jeszcze trochę, ale co zrobić...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie marki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie marki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 31 stycznia 2014
piątek, 13 grudnia 2013
Aromatyczna pielęgnacja - Organique, cukrowy peeling z kozim mlekiem i liczi
Hej :) Właśnie wróciłam z zakupowych szaleństw z moją niezrównaną ciocią (to określenie jest całkiem nie na miejscu w jej przypadku - jest młoda i ciałem, i duchem; mówimy sobie po imieniu), które zaowocowały m.in. piękną sukienką na Sylwestra :) Na fali pozytywnych emocji zabieram się do pisania notki ;)
Chcę Wam dzisiaj pokazać kolejny interesujący produkt marki Organique - cukrowy peeling z kozim mlekiem i liczi.
Chcę Wam dzisiaj pokazać kolejny interesujący produkt marki Organique - cukrowy peeling z kozim mlekiem i liczi.
Opis producenta
Cukrowy peeling zawierający m. in.: olej z pestek winogron, wosk pszczeli, ekstrakt z owocu liczi, kozie mleko, masło shea i pszczeli wosk. Doskonale regeneruje i wzmacnia przesuszoną skórę. Zawarte w nim składniki zapewniają bogactwo związków odżywiających skórę.*
*opis ze strony http://wizaz.pl
Moje wrażenia
Peeling jest zapakowany w typowy dla Organique słoiczek o pojemności 200 ml. Po odkręceniu zakrętki można wyczuć delikatny, słodki zapach liczi z nutką mleka. Produkt jest zbity, ma jasny kolor.
Już niewielka ilość świetnie peelinguje skórę - delikatnie, ale stanowczo. Nie podrażnia, nie można sobie nim zrobić krzywdy. Delikatnie natłuszcza ciało, sprawiając, że użycie balsamu nie jest konieczne :) Całkowicie rozpuszcza się w wodzie i nie brudzi w żaden sposób wanny. Po jego użyciu skóra jest gładka, nawilżona i pachnąca - czego chcieć więcej? :)
Jedynym zniechęcającym aspektem (jak dla mnie) może być cena - ok. 55 zł. Jednak warto wziąć pod uwagę dużą wydajność produktu - to zakup na kilka miesięcy (zakładając, że nie robimy peelingu częściej niż 1-2 razy w tygodniu). Jakość jest wspaniała, ja jestem bardzo zadowolona - takie perełki budują zaufanie do marki :)
Przyznam się Wam, że tak, jak nigdy nie zwracałam specjalnie uwagi na peelingi do ciała, to teraz nie wyobrażam sobie używania innego, niż Organique - do tego stopnia mnie zadowala :)
A jacy są Wasi peelingowi ulubieńcy? :)
P.S. A się pochwalę - taką sukienkę wybrałam :) (sorry za kijowe zdjęcie, ale sztuczne światło plus brak porządku nie sprzyjają sesją :P)
niedziela, 1 grudnia 2013
Krótka prezentacja - I Love Hean, #835 Milky Mango
Hej :) W końcu stało się - pomalowałam paznokcie :P Prawie zapomniałam, jak to się robi... Ale ten weekend jakiś taki długi i leniwy, więc miałam czas się pobawić. Na pierwszy ogień poszedł jeden z wygranych przeze mnie lakierów z linii I Love Hean - #835 Milky Mango.
Jak widać, kolor jest bardzo neutralny - delikatny i trochę mleczny. Od strony technicznej nie mam nic do zarzucenia temu produktowi - konsystencja jest w porządku, pędzelek poręczny, czas schnięcia przyzwoity. Krycie jest w porządku, w zasadzie już jedna warstwa wygląda ładnie, a dwie gwarantują pełnię koloru i 0 prześwitów. Przyjemna jest też niska cena - w sklepiku internetowym Hean zaledwie 4,99 ;)
Jako bazę nałożyłam Szybkoschnącą Odżywkę Top Coat z Wibo Lovely, a bezpośrednio na lakier - Turbo Dry Top Coat z Miss Sporty. Trwałość bardzo dobra, póki co 0 otarć i odprysków. Za kilka dni zedytuję notkę i dopiszę, ile czasu dokładnie wytrzymał lakier ;)
A tak to wygląda na moich paznokciach, światło dzienne.
Wybaczcie - moje dłonie nie mogłyby brać udziału w reklamie płynu do mycia naczyń :P Skórki też nie są w najlepszej formie, bo jak zwykle param się rękodziełem (ostatnio szlifuję, maluję akrylami i lakieruję werniksem). Długość paznokci też niech Was nie dziwi - taka jest dla mnie optymalna. Pewnie je trochę zapuszczę, ale niedużo, bo nie znoszę, gdy przeszkadzają mi w moim robótkach ;)
Jak Wam się podoba ten kolorek? Mnie się wydaje, że jest całkiem przyjemny i bezproblemowy :)
Jak widać, kolor jest bardzo neutralny - delikatny i trochę mleczny. Od strony technicznej nie mam nic do zarzucenia temu produktowi - konsystencja jest w porządku, pędzelek poręczny, czas schnięcia przyzwoity. Krycie jest w porządku, w zasadzie już jedna warstwa wygląda ładnie, a dwie gwarantują pełnię koloru i 0 prześwitów. Przyjemna jest też niska cena - w sklepiku internetowym Hean zaledwie 4,99 ;)
Jako bazę nałożyłam Szybkoschnącą Odżywkę Top Coat z Wibo Lovely, a bezpośrednio na lakier - Turbo Dry Top Coat z Miss Sporty. Trwałość bardzo dobra, póki co 0 otarć i odprysków. Za kilka dni zedytuję notkę i dopiszę, ile czasu dokładnie wytrzymał lakier ;)
A tak to wygląda na moich paznokciach, światło dzienne.
Wybaczcie - moje dłonie nie mogłyby brać udziału w reklamie płynu do mycia naczyń :P Skórki też nie są w najlepszej formie, bo jak zwykle param się rękodziełem (ostatnio szlifuję, maluję akrylami i lakieruję werniksem). Długość paznokci też niech Was nie dziwi - taka jest dla mnie optymalna. Pewnie je trochę zapuszczę, ale niedużo, bo nie znoszę, gdy przeszkadzają mi w moim robótkach ;)
Jak Wam się podoba ten kolorek? Mnie się wydaje, że jest całkiem przyjemny i bezproblemowy :)
wtorek, 19 listopada 2013
Mała rzecz, a cieszy :)
Bardzo rzadko maluję paznokcie. Wszystkie moje lakiery są w werji mini, bo szkoda mi kupować "normalne" opakowania w obawie przed zmarnowaniem - z moim podejściem istnieje ryzyko, że lakier zepsuje się zanim go użyję. W związku z tym dzisiejszy post może się wydawać nieco absurdalny. Ale tak się złożyło, że wczoraj przyszły do mnie pocztą te oto śliczności:
Przepraszam Was za jakość zdjęć, ale dzień mamy coraz krótszy, a w sztucznym świetle wszystko wygląda trochę inaczej :/ Zwłaszcza Milky Mango wyszło tutaj całkiem inaczej, nawet w porównaniu ze zdjęciem "oficjalnym" (a tak naprawdę się zgadza). Wszystkie kolorki w rzeczywistości są duuuuużo ładniejsze :) Star's Whisper i Purple Rain delikatnie migoczą, czego zdjęcia też za bardzo nie oddają.
No cóż :) Rzadko eksyctuję się lakierami, ale w tym wypadku bardzo ucieszyła mnie wygrana (jak każda zresztą). Nowa kolekcja Hean bardzo mi się podoba i obiecuję sobie i Wam spróbować używać wszystkich tych kolorów.
Ba! Mam zamiar pokazać Wam te lakiery na moich własnych paznokciach! Czy nie jest to plan za bardzo na wyrost - wkrótce się okaże :P
Co sądzicie o tych kolorkach? Wybrałybyście tak jak ja, czy może macie inne typy? :)
Te buteleczki to moja wygrana w konkursie Hean na fb. Znalazłszy się w gronie zwycięzców miałam możliwość wybrania sobie 4 z pośród 8 nowych kolorów z kolekcji lakierów I Love Hean jesień/zima, którą prezentuje zdjęcie poniżej:
zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Hean na fb: https://www.facebook.com/heankosmetyki
Mój wybór padł na: #841 Cobalt Lullaby, #844 Star's Whisper, #843 Purple Rain oraz #835 Milky Mango.
No cóż :) Rzadko eksyctuję się lakierami, ale w tym wypadku bardzo ucieszyła mnie wygrana (jak każda zresztą). Nowa kolekcja Hean bardzo mi się podoba i obiecuję sobie i Wam spróbować używać wszystkich tych kolorów.
Ba! Mam zamiar pokazać Wam te lakiery na moich własnych paznokciach! Czy nie jest to plan za bardzo na wyrost - wkrótce się okaże :P
Co sądzicie o tych kolorkach? Wybrałybyście tak jak ja, czy może macie inne typy? :)
poniedziałek, 14 października 2013
Kolorowe kredki
Hej :) Dzisiaj chcę Wam pokazać moją mini-kolekcję kredek do oczu. W moim przypadku kredka jest bardzo potrzebnym kosmetykiem kolorowym, bo jestem maniaczką kresek :) Na eyeliner nie zawsze mam czas/chęci/cierpliwość a kolei kredka jest łatwiejsza w obsłudze i można nią "machnąć" raz dwa kreseczkę dowolnej grubości i kształtu ;)
Moich kredek nie jest dużo (zaledwie sztuk 6) ale za to każda z nich jest regularnie używana i ma swoje indywidualne zastosowania :)
Biała kredka Essence służy mi przede wszystkim do zamalowywania linii wodnej celem optycznego powiększenia oczu. Ostatnimi czasy wykorzystuję ją także jako białą bazę do pokrywania powiek - polubiłam się z białym makijażem i robię go sobie na jakieś większe wyjścia :) Ta kredka jest miękka i bardzo dobrze się nią operuje. Trwałość jest przeciętna, ale jak na moje potrzeby wystarczająca.
Biała kredka Essence służy mi przede wszystkim do zamalowywania linii wodnej celem optycznego powiększenia oczu. Ostatnimi czasy wykorzystuję ją także jako białą bazę do pokrywania powiek - polubiłam się z białym makijażem i robię go sobie na jakieś większe wyjścia :) Ta kredka jest miękka i bardzo dobrze się nią operuje. Trwałość jest przeciętna, ale jak na moje potrzeby wystarczająca.
Podwójna kredka z Avonu została zakupiona dawno temu w jakiejś promocji. Mam wersję czarno-srebrną i szczerze mówiąc, jest to moja najmniej lubiana kredka. Czarna połówka jest mało wyrazista i lubi się rozmazać - używam jej tylko wtedy, gdy wychodzę zaledwie na parę h i wiem, że w miarę szybko wrócę. Srebrna część bardziej mnie zadowala ale mam mało okazji, by jej używać. Przeważnie są to jakieś większe imprezy ;)

Brązowy ołówek Hean już Wam kiedyś pokazywałam TUTAJ. Bardzo go zresztą lubię - ma bardzo ładny kolor i jest naprawdę trwały - trzyma się powiek bez rozmazywania przez cały dzień :) Dodatkowo ma temperówkę w zatyczce - bardzo przydatna rzecz.
Ta tutaj to prawdziwa gwiazda - w końcu to diamentowa konturówka do oczu :) Ponownie Avon, odcień Sugar plum. Przepiękna kredka - intensywny, iskrzący kolor świetnie harmonizuje z moimi zielonymi tęczówkami. Super trwała i świetna nie tylko na imprezy, lubię jej użyć także na codzień :) Jedyne, co mam jej do zarzucenia to niemożność temperowania - to nieco utrudnia rysowanie kresek.
Revlon High Dimension w odcieniu Sapphire wygrałam w jakimś drobnym konkursie internetowym. Początkowo nie byłam przekonana do tego koloru ale o dziwo, całkiem nieźle pasuje do moich oczu. Jest nasycony i lekko połyskujący :) Szkoda tylko, że ta kredka jest bardzo miękka - ciężko ją nawet zatemperować, bo łatwo się odkształca. Trzeba jej używać bardzo delikatnie i z pewną dozą cierpliwości, ale efekt jest tego wart :)
Ostatnia to moja ulubienica - mimo małego rozmiaru ma w sobie duży potencjał :) To miniaturka Lancome Khol Noir, którą dostałam kiedyś w zestawie z tuszem Hypnose. Kredeczka podbiła moje serce i staram się ją autentycznie oszczędzać ;) Ma świetną konsystencję i zostawia na powiece idealnie czarną kreskę, która trzyma się przez cały dzień. Bez problemu można ją zatemperować na "super-ostro" i rysować cieniusieńkie kreski :)
Tak wygląda mój zestaw kredek :) Która z nich podoba się Wam najbardziej? A może polecicie mi swoje kredkowe "pewniaki"? :D Bardzo proszę :)
A na sam koniec, skoro jesteśmy w temacie makijażu oczu... Patrzcie, co wczoraj kupiłam :)
Ostatnia jedna w Hebe, nie mogłam jej nie wziąć :P Bardzo mnie ciekawi ta szczoteczka - niebawem dam Wam znać, czy to jest właśnie "to" czy może nie ;)
poniedziałek, 7 października 2013
Denko wrześniowe + trochę nowości
Pewnie zauważyłyście, że zawsze się spóżniam z denkiem. Nie wiem sama, z czego to wynika - puste opakowania sukcesywnie składuję w przeznaczonym na ten cel pudle, więc de facto muszę je tylko później sfotografować i opisać. I tutaj jest problem, bo zawsze coś mi stoi na przeszkodzie >_< Przeprowadzka, choroba albo tak, jak teraz, zwyczajny brak czasu. No ale tym razem chyba nie spóźniłam się jakoś bardzo mocno ;) Mniej optymistyczny jest fakt, że znowu jest to raczej mini-denko niż denko ale cóż...
Ten przyjemny zestaw udało mi się wygrać na Wizażu :) Byłam bardzo przyjemnie zaskoczona, gdy zobaczyłam swój nick na liście laureatek a dwa dni później zadzwoniła do mnie mama z informacją, że przyszła do mnie jakaś spora paczka :D Mamy tutaj 3 produkty z linii Eucerin DermoPurifyer: żel oczyszczający, tonik i matujący krem nawilżający. Przyznam, że na razie szkoda mi ich otwierać, bo nie zużyłam aktualnego zestawu do twarzy - gdy tak się stanie, niezwłocznie przystąpię do testów ;)
Tutaj zawartość niedużej tym razem paczuszki z Korei - zaledwie dwa produkty. Ten słodki kotek to kremik do rąk firmy The Face Shop - będzie prezentem dla mojej mamy :) Brązowa tubka to Mizon Snail Repair BB SPF 32/ PA ++ - czyli po prostu nowy BB do kolekcji ;) Na dniach sprawdzę, czy będzie w stanie zastąpić mi ukochanego od miesięcy The Face Shop Oil Free BB.
Na koniec produkty typu "basic" - czyli takie z gatunku "bardziej niezbędnych" ;) Balsam Dove Purely Pampering z mleczkiem kokosowym i jaśminem zastąpi masełko Green Pharmacy. Kupiłam go w sumie tylko dlatego, że miałam kupon zniżkowy - zapłaciłam niecałe 9 zł. Wybrałam wersję, która najbardziej mi pasowała zapachowo. Nawilżający krem do rąk Echinacea i kiełki pszenicy z linii Avon Care od razu ląduje w mojej torebce i będzie mi towarzyszył zarówno w domu, jak i na trasie. Skusił mnie jego cudownie świeży zapach. Z Avonu przybyła też do mnie kultowa mascara SuperSchock - sprawdzona przed laty, będzie miała swój come back - oby udany.
Piszcie co znacie, co miałyście i czy się sprawdziło :) Pozdrawiam Was serdecznie :)
- Green Pharmacy, masło do ciała róża piżmowa i zielona herbata - bardzo dobry produkt za niewielką cenę. Zapach poprawiał mi humor przed snem :) Do ponownego zakupu.
- Bielenda, Bawełna, 2-fazowy płyn do demakijażu oczu - nienajgorszy zmywak ale też i nie powalający. Na nerwy działało mi zamknięcie, które często mi się zacinało. Obecnie mam wersję Awokado i już po kilku użyciach wydaje się być lepsza niż Bawełna. Dlatego raczej nie kupię ponownie.
- Organique, Bloom Essence, cukrowy peeling do ciała - cudowny <3 Pisałam o nim TUTAJ. Aktualnie mam inny peeling (też od Organique) ale ten tutaj chętnie kiedyś kupię ponownie.
- Oriflame Beauty, tusz podkręcający rzęsy Power Curl - jeszcze go trochę zostało ale używam go już ponad pół roku i czas się z nim pożegnać. Z pewnym żalem, bo to jeden z bardziej lubianych przeze mnie tuszów ;) Pogrubia i wydłuża (podkręcenie mnie nie interesuje, bo i tak używam zalotki). Niestety w katalogu pojawia się raz na jakiś czas i różnie bywa z jego ceną. Jeśli trafi się promocja, to na pewno kupię ponownie.
Ten przyjemny zestaw udało mi się wygrać na Wizażu :) Byłam bardzo przyjemnie zaskoczona, gdy zobaczyłam swój nick na liście laureatek a dwa dni później zadzwoniła do mnie mama z informacją, że przyszła do mnie jakaś spora paczka :D Mamy tutaj 3 produkty z linii Eucerin DermoPurifyer: żel oczyszczający, tonik i matujący krem nawilżający. Przyznam, że na razie szkoda mi ich otwierać, bo nie zużyłam aktualnego zestawu do twarzy - gdy tak się stanie, niezwłocznie przystąpię do testów ;)
Tutaj zawartość niedużej tym razem paczuszki z Korei - zaledwie dwa produkty. Ten słodki kotek to kremik do rąk firmy The Face Shop - będzie prezentem dla mojej mamy :) Brązowa tubka to Mizon Snail Repair BB SPF 32/ PA ++ - czyli po prostu nowy BB do kolekcji ;) Na dniach sprawdzę, czy będzie w stanie zastąpić mi ukochanego od miesięcy The Face Shop Oil Free BB.
Na koniec produkty typu "basic" - czyli takie z gatunku "bardziej niezbędnych" ;) Balsam Dove Purely Pampering z mleczkiem kokosowym i jaśminem zastąpi masełko Green Pharmacy. Kupiłam go w sumie tylko dlatego, że miałam kupon zniżkowy - zapłaciłam niecałe 9 zł. Wybrałam wersję, która najbardziej mi pasowała zapachowo. Nawilżający krem do rąk Echinacea i kiełki pszenicy z linii Avon Care od razu ląduje w mojej torebce i będzie mi towarzyszył zarówno w domu, jak i na trasie. Skusił mnie jego cudownie świeży zapach. Z Avonu przybyła też do mnie kultowa mascara SuperSchock - sprawdzona przed laty, będzie miała swój come back - oby udany.
Piszcie co znacie, co miałyście i czy się sprawdziło :) Pozdrawiam Was serdecznie :)
Etykiety:
avon,
bielenda,
denko,
dove,
eucerin,
green pharmacy,
koreańskie kosmetyki,
krem bb,
mizon,
organique,
oriflame,
polskie marki,
the face shop,
zakupy
piątek, 27 września 2013
Kosmetyczna rozpusta cz.2
Tak jak obiecałam, pokażę Wam dzisiaj pozostałe produkty, które zakupiłam w ataku rozrzutności trochę ponad tydzień temu ;) Nie zostało tego dużo i od razu przepraszam Was za jakość zdjęć - oddalenie od domu oznacza brak aparatu z prawdziwego zdarzenia :/ Ratuje mnie komórka mojego lubego, a za niedługo będę miała własnego smartfona - powinien robić przyzwoite zdjęcia. Tymczasem wybaczcie, że wygląda to jak wygląda.
Ponieważ moja dwufazówka Bawełna od Bielendy jest na wykończeniu, nabyłam dla odmiany wersję Awokado do oczu wrażliwych - jestem ciekawa czy będzie lepsza od koleżanki. No i nie ukrywam - skusił mnie ten kolorek i fakt, że zmienili opakowanie na takie z "pstryczkiem" :D
Maseczka jajeczna Joanny to produkt sprawdzony - bardzo ją lubię i używam jako odżywkę :) W Warszawie można ją bez problemu nabyć w każdej mniejszej drogerii, toteż nabyłam :)
Na eliksir wygładzająco-nawilżający Argan, makadamia i kokos od Biovaxu miałam ochotę już dawno - zniechęcała mnie jedynie cena (ok. 30 zł za 50 ml). Długo czatowałam na jakąś promocję i w końcu się doczekałam - "wyrwałam" go w SuperPharm za jakieś 17 zł :)
A tutaj moje szaleństwo cieniowe - wszystko przez promocję w internetowym sklepiku Hean. Gdy ogłosili weekend darmowej wysyłki, wiedziałam, że już przepadłam :P Natychmiast kliknęłam poczwórne cienie do powiek High Definition w wersji 403 Orchidea Flowers. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia - kolory są bardzo żywe, fantastycznie skomponowane i silnie napigmentowane. Zdjęcie nie oddaje ich piękna nawet w 0,5 % :P
Jak już klikałam, to sprawdziłam sobie promocje. No i w promocji były pojedyncze cienie metaliczne z linii Art - to zamówiłam sobie dwa, a co :P Od lewej nr 255 Metallic Liliac oraz nr 253 Metallic Rose. Nie umiem zdecydować, który mi się bardziej podoba - podobnie jak w przypadku paletki, tutaj również mamy wysokie nasycenie kolorów i solidną pigmentację :) Pozostaje pytanie kiedy ja to wszystko zużyję ;)
Na razie to koniec z zakupami (kogo ja chcę oszukać). Niestety (albo stety?) dla Was, kolejna paczka z Korei jest już w powietrzu, a dodatkowo udało mi się wygrać w pewnym konkursie pewne kosmetyki, które też Wam niedługo pokażę :) Pozdrawiam Was serdecznie!
Ponieważ moja dwufazówka Bawełna od Bielendy jest na wykończeniu, nabyłam dla odmiany wersję Awokado do oczu wrażliwych - jestem ciekawa czy będzie lepsza od koleżanki. No i nie ukrywam - skusił mnie ten kolorek i fakt, że zmienili opakowanie na takie z "pstryczkiem" :D
Maseczka jajeczna Joanny to produkt sprawdzony - bardzo ją lubię i używam jako odżywkę :) W Warszawie można ją bez problemu nabyć w każdej mniejszej drogerii, toteż nabyłam :)
Na eliksir wygładzająco-nawilżający Argan, makadamia i kokos od Biovaxu miałam ochotę już dawno - zniechęcała mnie jedynie cena (ok. 30 zł za 50 ml). Długo czatowałam na jakąś promocję i w końcu się doczekałam - "wyrwałam" go w SuperPharm za jakieś 17 zł :)
A tutaj moje szaleństwo cieniowe - wszystko przez promocję w internetowym sklepiku Hean. Gdy ogłosili weekend darmowej wysyłki, wiedziałam, że już przepadłam :P Natychmiast kliknęłam poczwórne cienie do powiek High Definition w wersji 403 Orchidea Flowers. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia - kolory są bardzo żywe, fantastycznie skomponowane i silnie napigmentowane. Zdjęcie nie oddaje ich piękna nawet w 0,5 % :P
Jak już klikałam, to sprawdziłam sobie promocje. No i w promocji były pojedyncze cienie metaliczne z linii Art - to zamówiłam sobie dwa, a co :P Od lewej nr 255 Metallic Liliac oraz nr 253 Metallic Rose. Nie umiem zdecydować, który mi się bardziej podoba - podobnie jak w przypadku paletki, tutaj również mamy wysokie nasycenie kolorów i solidną pigmentację :) Pozostaje pytanie kiedy ja to wszystko zużyję ;)
Na razie to koniec z zakupami (kogo ja chcę oszukać). Niestety (albo stety?) dla Was, kolejna paczka z Korei jest już w powietrzu, a dodatkowo udało mi się wygrać w pewnym konkursie pewne kosmetyki, które też Wam niedługo pokażę :) Pozdrawiam Was serdecznie!
poniedziałek, 16 września 2013
Kosmetyczna rozpusta cz. 1
Witam serdecznie w ten "uroczy" dzień spomiędzy chusteczek - ewidentnie zaczął się dla mnie sezon na przeziębienia :P Dopadł mnie katarek, więc siedzę w domu i staram się wszelkimi sposobami doprowadzić do porządku. Ale nie o tym chcę pisać ;)
W poprzednim poście napomknęłam o sporych (jak na mnie) zakupach i obiecałam, że pokażę nabytki. Zrobię to w 2 etapach, gdyż nie mam wszystkich nowych kosmetyków pod ręką - część z nich została już w Warszawie. Dzisiaj pochwalę się tymi, które mam na miejscu.
Pocieszcie mnie, że Wy też macie takie napady rozrzutności :/ Oczywiście niektóre z Was pewnie machną ręką, że "to jest nic" ale muszę się przyznać, że ja widzę wyraźnie po swojej szafce, że trochę przeginam. Jednak to nadal za mało, żeby mnie powstrzymać :P Niemniej, spróbuję w miarę logicznie uzasadnić każdy z zakupów.
Te dwa produkty przyleciały do mnie z Korei (a jakże). Urocze jabłuszko Tony Moly skrywa w sobie peeling enzymatyczny (Appletox Smooth Massage Peeling Cream). Powód zakupu: kończy mi się peeling mechaniczny Ziaji i chcę dla odmiany spróbować enzymatycznego.
Fioletowa buteleczka to One-Step BB Cleanser bardzo lubianej przeze mnie firmy The Face Shop. Powód zakupu: używam obecnie już tylko kremów BB, które wymagają dokładnego zmywania. Myjadło Face Shopu jest przeznaczone specjalnie do tego celu i ma bardzo dobre recenzje w necie.
Tutaj mamy tzw. wspomagacze oczyszczania twarzy ;) Po lewej mój nowy konjac z białą glinką od Misshy. Powód zakupu: zastąpi starą gąbeczkę, która się zużyła. Tym razem wybrałam inną wersję, jestem ciekawa czy będzie jakaś różnica pomiędzy nimi.
Szczoteczkę do twarzy For Your Beauty wypatrzyłam na promocji w warszawskim Rossmanie. Powód zakupu: naczytałam się o niej wiele dobrego. Jako maniaczka dokładnego oczyszczania twarzy (przy mojej cerze mieszanej ze skłonnością do niedoskonałości jest to kluczowa sprawa) nie mogłam odpuścić i w pewnym sensie byłam na nią "skazana" :P
Cukrowy peeling kozie mleko & lychee od Organique miałam okazję testować jakiś czas temu. Próbka starczyła mi na kilka użyć, w trakcie których zapragnęłam pełnowymiarowego opakowania. Zwlekałam z zakupem, bo ten peeling jest niestety dość drogi (przeszło 60 zł za 200 ml). Powód zakupu: primo, mój Bloom Essence jest na wykończeniu. Secundo, uwielbiam Organique :P
Mydełko glicerynowe o zapachu cytrynowym dostałam w prezencie "za pieczątki" - zostawiam na tyle dużo pieniędzy na stoisku Organique, że zasłużyłam na "dodatek od firmy" :P Najprawdopodobniej je komuś sprezentuję :)
Szampon nawilżający do włosów Alterra z granatem i aloesem to sprawdzony produkt - to już 3-cia kupiona przeze mnie butelka. Powód zakupu: szampon będzie mi służył w domu podczas weekendowych odwiedzin i dłuższych pobytów, np. z okazji świąt.
Tutaj celowym zakupem był tylko róż od Bell (nr 051). Powód zakupu: chęć "spróbowania" i oswojenia się z różem - to mój pierwszy ;)
Maseczka z aloesem od Vanedo i ta sterta próbek to standardowe gifty od mojego koreańskiego sprzedawcy ;) 4 x krem BB (2 x Skin79, Tony Moly i Skinfood) i jakiś lotion ;) Muszę się raz w sobie zebrać i potestować to wszystko, to powstawiam Wam mini-recki i swatche :)
Dotrwałyście do końca? :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
W poprzednim poście napomknęłam o sporych (jak na mnie) zakupach i obiecałam, że pokażę nabytki. Zrobię to w 2 etapach, gdyż nie mam wszystkich nowych kosmetyków pod ręką - część z nich została już w Warszawie. Dzisiaj pochwalę się tymi, które mam na miejscu.
Pocieszcie mnie, że Wy też macie takie napady rozrzutności :/ Oczywiście niektóre z Was pewnie machną ręką, że "to jest nic" ale muszę się przyznać, że ja widzę wyraźnie po swojej szafce, że trochę przeginam. Jednak to nadal za mało, żeby mnie powstrzymać :P Niemniej, spróbuję w miarę logicznie uzasadnić każdy z zakupów.
Te dwa produkty przyleciały do mnie z Korei (a jakże). Urocze jabłuszko Tony Moly skrywa w sobie peeling enzymatyczny (Appletox Smooth Massage Peeling Cream). Powód zakupu: kończy mi się peeling mechaniczny Ziaji i chcę dla odmiany spróbować enzymatycznego.
Fioletowa buteleczka to One-Step BB Cleanser bardzo lubianej przeze mnie firmy The Face Shop. Powód zakupu: używam obecnie już tylko kremów BB, które wymagają dokładnego zmywania. Myjadło Face Shopu jest przeznaczone specjalnie do tego celu i ma bardzo dobre recenzje w necie.
Tutaj mamy tzw. wspomagacze oczyszczania twarzy ;) Po lewej mój nowy konjac z białą glinką od Misshy. Powód zakupu: zastąpi starą gąbeczkę, która się zużyła. Tym razem wybrałam inną wersję, jestem ciekawa czy będzie jakaś różnica pomiędzy nimi.
Szczoteczkę do twarzy For Your Beauty wypatrzyłam na promocji w warszawskim Rossmanie. Powód zakupu: naczytałam się o niej wiele dobrego. Jako maniaczka dokładnego oczyszczania twarzy (przy mojej cerze mieszanej ze skłonnością do niedoskonałości jest to kluczowa sprawa) nie mogłam odpuścić i w pewnym sensie byłam na nią "skazana" :P
Cukrowy peeling kozie mleko & lychee od Organique miałam okazję testować jakiś czas temu. Próbka starczyła mi na kilka użyć, w trakcie których zapragnęłam pełnowymiarowego opakowania. Zwlekałam z zakupem, bo ten peeling jest niestety dość drogi (przeszło 60 zł za 200 ml). Powód zakupu: primo, mój Bloom Essence jest na wykończeniu. Secundo, uwielbiam Organique :P
Mydełko glicerynowe o zapachu cytrynowym dostałam w prezencie "za pieczątki" - zostawiam na tyle dużo pieniędzy na stoisku Organique, że zasłużyłam na "dodatek od firmy" :P Najprawdopodobniej je komuś sprezentuję :)
Szampon nawilżający do włosów Alterra z granatem i aloesem to sprawdzony produkt - to już 3-cia kupiona przeze mnie butelka. Powód zakupu: szampon będzie mi służył w domu podczas weekendowych odwiedzin i dłuższych pobytów, np. z okazji świąt.
Tutaj celowym zakupem był tylko róż od Bell (nr 051). Powód zakupu: chęć "spróbowania" i oswojenia się z różem - to mój pierwszy ;)
Maseczka z aloesem od Vanedo i ta sterta próbek to standardowe gifty od mojego koreańskiego sprzedawcy ;) 4 x krem BB (2 x Skin79, Tony Moly i Skinfood) i jakiś lotion ;) Muszę się raz w sobie zebrać i potestować to wszystko, to powstawiam Wam mini-recki i swatche :)
Dotrwałyście do końca? :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
Etykiety:
alterra,
bell,
for your beauty,
koreańskie kosmetyki,
makijaż,
missha,
organique,
polskie marki,
skin79,
skinfood,
the face shop,
tony moly,
vanedo,
zakupy
piątek, 13 września 2013
Spóźnione mini-denko sierpniowe
Hej :) Jest tu jeszcze ktoś? ^^" Znowu przepadłam bez wieści, a tutaj już wrzesień w pełni... Ale co zrobić - za chwilę czeka mnie przeprowadzka do Warszawy, w której zresztą spędziłam ostatnie dwa tygodnie. Korzystałam z pozostałych mi chwil wakacji i starałam się ograniczać posiedzenia przy komputerze, na czym automatycznie ucierpiał blog...
Dzisiaj pokażę Wam szybko moje sierpniowe zużycia - niestety bardzo niewielkie :/ Zastanawiałam się, czy nie poczekać do końca miesiąca i nie zrobić podwójnego denka ale uznałam, że przewożenie pustych opakowań nie ma sensu. Dlatego proszę o zrozumienie ;)
Od lewej:
Dzisiaj pokażę Wam szybko moje sierpniowe zużycia - niestety bardzo niewielkie :/ Zastanawiałam się, czy nie poczekać do końca miesiąca i nie zrobić podwójnego denka ale uznałam, że przewożenie pustych opakowań nie ma sensu. Dlatego proszę o zrozumienie ;)
Od lewej:
- Fitomed, oczyszczający tonik ziołowy do cery tłustej i trądzikowej - jeden z lepszych, jakie używałam. Po raz drugi pojawia się w denku blogowym i zapewnie na tym się nie skończy ;) Kupię ponownie.
- Pervoe Reshenie, rosyjski balsam babci Agafii na kwiatowym propolisie - bardzo przyzwoita odżywka. Recenzję można przeczytać TUTAJ. Bardzo możliwe, że kupię ponownie.
- Love2MIX Organic, szampon nawilżający z ekstraktem z jagód acai i proteinami perły - pisałam o nim niedawno TUTAJ. Ze względu na nieco zbyt gęstą konsystencję nie wiem, czy kupię ponownie. Zapewne raczej wybiorę inną wersję z tej samej serii ;)
- The Face Shop, Clean Face Oil Free BB Cream - od kilku miesięcy mój absolutny hit! Na dobre wyparł podkłady i w zasadzie używam już tylko jego. Szczegółowa recenzja i swatche są TUTAJ. A ja już kupiłam i na pewno znowu w przyszłości kupię ponownie.
- Missha, Bamboo Charcoal Konjac Soft Jelly Cleansing Puff - w skrócie po prostu konjac. Dla niezorientowanych - ta zabawna gąbeczka służy do oczyszczania/mycia twarzy ;) Wspomagałam się nią przez +/- 3 miesiące i jestem bardzo zadowolona :) Zakupiłam już kolejny egzemplarz :)
poniedziałek, 15 lipca 2013
Pachnące nawilżenie z masłem Organique Anti-Allergic
I w dalszym ciągu pogoda beznadziejna :/ Wiem, że narzekam na to przy okazji niemal każdej notki ale naprawdę działa mi to na nerwy. Wakacje, człowiek chciałby sobie poleżeć pod chmurką a tymczasem siedzi w domu...
Dzisiaj chcę Wam pokazać mój absolutny hit jeśli chodzi o nawilżanie - masło do ciała Organique z linii Anti-Allergic.
Dzisiaj chcę Wam pokazać mój absolutny hit jeśli chodzi o nawilżanie - masło do ciała Organique z linii Anti-Allergic.
Dostałam ten przemiły produkt w prezencie kilka miesięcy temu. Sama zapewne nie zwróciłabym na niego uwagi, bo jest opisany jako "dla skóry wrażliwej" - a ja takowej raczej nie posiadam ;) Na szczęście trafił do mnie tak czy inaczej :)
Masełko jest zamknięte w metalowej puszce, typowej dla Organique. Po otwarciu czujemy śliczny, delikatny ale dosyć intensywny zapach kwiatowy - mi przywodzi na myśl magnolie. Konsystencja jest lekka i kremowa, dosyć zbita - masełko jest gęste i na pewno nie będzie nam ściekać z palców :) Wchłania się dosyć szybko, nie pozostawia widocznego filmu na skórze.
Najważniejsze: wspaniale i długotrwale nawilża skórę, sprawia, że jest jedwabiście gładka. Radzi sobie nawet z moją, nie ukrywajmy, zwykle dość szorstką skórą na łokciach - sprawia, że jest zmiękczona i miła w dotyku :) Jestem absolutnie zachwycona tym produktem. Nie podrażnia w żaden sposób, można spokojnie stosować po depilacji.
Wadą jest dość wysoka cena - ok. 40 zł i raczej niska wydajność (masełko szybko znika z puszki). Jednak przy tym działaniu wydaje mi się, że warto.
Jak widać na zdjęciu, moje masełko jest już niestety na wykończeniu. Przykro mi z tego powodu, bo bardzo je polubiłam... Będę musiała zainwestować w następne opakowanie :)
Jakie są Wasze ulubione nawilżacze? :) Co polecacie? :)
wtorek, 9 lipca 2013
Preparat punktowy na wypryski Dermedic Normacne Therapy
Witam serdecznie, trochę niewyspana ale mimo wszystko w niezłym humorze - w końcu jest lato, moja ukochana pora roku :) Dzisiaj pokażę Wam specyfik, który w założeniu ma pomagać w zwalczaniu zmian zapalnych na twarzy.
Niestety chociaż okres dojrzewania mam dość dawno za sobą, to moja skóra nadal cierpi na okresowe niedoskonałości i zmiany trądzikowe, prawdopodobnie na tle hormonalnym. Czasami mam gładziutką skórę, a czasami prawdziwy wysyp - z reguły przed okresem, chociaż nie ma żelaznej reguły... Z tego względu korzystam z różnych preparatów do skóry problematycznej i od czasu do czasu testuję coś nowego. W trakcie jednego z irytujących wysypów próbowałam ratować się tym oto produktem: preparatem punktowym na wypryski Dermedic Normacne Therapy.
Niestety chociaż okres dojrzewania mam dość dawno za sobą, to moja skóra nadal cierpi na okresowe niedoskonałości i zmiany trądzikowe, prawdopodobnie na tle hormonalnym. Czasami mam gładziutką skórę, a czasami prawdziwy wysyp - z reguły przed okresem, chociaż nie ma żelaznej reguły... Z tego względu korzystam z różnych preparatów do skóry problematycznej i od czasu do czasu testuję coś nowego. W trakcie jednego z irytujących wysypów próbowałam ratować się tym oto produktem: preparatem punktowym na wypryski Dermedic Normacne Therapy.
Tak to wygląda ze strony producenta - zdjęcia są chyba dostatecznie wyraźne i każdy może sobie przeczytać, co oni tam obiecują ;P Dodam, że wyboru dokonałam pod wpływem analizy różnych skupisk opinii dot. tego typu produktów. Preparat zakupiłam via internet za niezbyt wygórowaną cenę kilkunastu zł z przesyłką.
Opakowanie jest wygodne i poręczne. Kosmetyk ma postać przeźroczystego żelu, który "zastyga" w miejscu naniesienia. Po odczekaniu kilku(nastu) minut można nałożyć na niego makijaż i jest okay - w żaden sposób nie zmniejsza jego trwałości. Zapachu brak. Ale to chyba koniec zalet.
Specyfik na mnie po prostu nie działa - ani nie przyspiesza gojenia, ani nie redukuje stanów zapalnych, zasadniczo nie robi nic lub prawie nic. Sama nie wiem, po co go jeszcze używam - chyba dla poprawy samopoczucia, że może coś tam jednak zadziała :P Przynajmniej nie szkodzi... Całe szczęście, że nie był drogi, bo w przeciwnym razie byłabym mocno wkurzona.
Muszę przyznać, że po tym zakupie mocno zniechęciłam się do preparatów punktowych i nie mam już ochoty testować innych. Generalnie zwątpiłam, że to może coś pomóc :/
Jakie jest Wasze zdanie? Może któraś z Was trafiła na kosmetyk tego typu, który działa? Podzielcie się opiniami :)
czwartek, 4 lipca 2013
Trudne ujędrnianie - modelujący balsam do ciała Tołpa Planet of Nature
Hej :) Dzisiaj troszeczkę o ciężkim zagadnieniu, jakim jest ujędrnianie ciała. Naprawdę nieliczne z nas nie muszą zawracać sobie tym głowy, większość jest zmuszona prędzej czy później podjąć temat.
Jestem normalna - ani gruba, ani chuda. Lubię myśleć, że szczupła, tak się umówmy :D W każdym razie nie mam żadnej nadwagi, ubrania noszę w rozmiarze XS i S. Moim słabym punktem są zdecydowanie uda - masywne, "muśnięte" cellulitem i w dodatku za wiele z nimi zrobić się nie da, bo taką mam budowę: wąska talia, za to szerokie biodra. Latami kombinowałam jak by tu schudnąć z ud, ale w końcu ktoś mądry mi wytłumaczył, że nie da rady, bo taka już jestem i nawet gdyby się udało, to zaburzyłabym proporcje sylwetki. Przyjęłam, porzuciłam plany wyszczuplające za to postanowiłam się skupić na ujędrnianiu.
Powiem Wam od razu, że nie wierzę już w te wszystkie produkty typu "intensywne serum wyszczuplające" - swoją "porcję" takowych zużyłam. Czasami coś tam pomagało, w większości raczej nie było widać różnicy. Przestałam kupować. Zainwestowałam za to w bańki chińskie i zaczęłam się masować - to działa moje drogie :) Zainteresowałam się też balsamami - nawilżenie + ujędrnianie ale bez grzania/chłodzenia. Takie 2 w 1, bo smarować się czymś trzeba, zwłaszcza miło po masażu :) I tutaj wkracza na scenę dzisiejszy produkt - modelujący balsam ujędrniający do ciała Tołpa Planet of Nature.
Opis producenta
Balsam przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej, pozbawionej jędrności. Doskonale wygładza. Poprawia jędrność i wzmacnia strukturę skóry.
Wymodeluj swoją sylwetkę i poczuj wyjątkową gładkość. Spraw, by Twoja skóra stała się odżywiona i zregenerowana. Aktywne wyciągi roślinne intensywnie ujędrnią skórę i wzmocnią jej strukturę. Poczujesz komfort i przyjemność.
Składniki czynne:
torf TOŁPA®, ekstrakty roślinne z guarany i kwiatów koniczyny, olej avocado, witamina E, alantoina
Sposób użycia:
Niewielką ilość balsamu nanieś na skórę i wmasuj aż do wchłonięcia. Stosuj 1-2 razy dziennie.
Pojemność: 200 ml*
*źródło: http://tolpa.pl
Moje wrażenia
Przyznam, że nie planowałam tego zakupu, nie wiedziałam nawet, że taki produkt istnieje. O Tołpie wiedziałam tylko tyle, że jest takie coś ;) Któregoś dnia szukałam nowego smarowidła w Hebe i dałam się skusić promocji: normalnie ten balsam kosztuje ok. 20 zł, ja "wyrwałam" go za jakieś 12 zł. Wieczorem tego samego dnia nastąpił pierwszy test ;)
Balsam jest zamknięty w dużej, miękkiej tubce ze szczelnym zamknięciem. Design jest estetyczny. Zapach mi odpowiada: intensywny, kwaskowaty, cytrusowy. Konsystencja dosyć rzadka, kolor białawy.
Porozmawiajmy o działaniu i właściwościach :) Otóż balsamik jest całkiem wydajny - nie trzeba go wiele, żeby pokryć całe ciało. Ja stosuję go głównie na nogi i brzuch. Wchłania się dość szybko, ale zostawia na skórze śliską powłokę - z tego powodu wg mnie raczej nie nadaje się do stosowania na dzień, pod ubrania. Ale mi to nie przeszkadza, bo i tak smarowanie uskuteczniam tylko na noc ;) Ładnie nawilża i napina skórę zaraz po użyciu. Myślę, że mogę też powiedzieć, że w pewnym stopniu ujędrnia - nie jest to efekt wow ale widać pewną różnicę. Używam go drugi miesiąc i moja skóra jest na pewno gładsza i nieco jędrniejsza. Bardzo ważna sprawa: nie uczula i nie podrażnia. Można spokojnie stosować po depilacji :)
Podsumowując, jestem zadowolona z tego balsamu :) Sprawuje się dobrze, spełnia moje oczekiwania. Producent oczywiście przesadza i na pewno nikt nie powinien oczekiwać, że takie mazidło wymodeluje mu sylwetkę. Ale to dotyczy wszystkich produktów tego typu, trzeba zachować rozsądek ;)
Nie podoba mi się jedynie regularna cena - uważam, że 20 zł to przegięcie. Jeśli zobaczę go znowu w promocji, to kupię. Jeśli nie, to trudno ;)
Jak Wam się to podoba? Jakie macie sposoby na jędrne nóżki? :)
Jestem normalna - ani gruba, ani chuda. Lubię myśleć, że szczupła, tak się umówmy :D W każdym razie nie mam żadnej nadwagi, ubrania noszę w rozmiarze XS i S. Moim słabym punktem są zdecydowanie uda - masywne, "muśnięte" cellulitem i w dodatku za wiele z nimi zrobić się nie da, bo taką mam budowę: wąska talia, za to szerokie biodra. Latami kombinowałam jak by tu schudnąć z ud, ale w końcu ktoś mądry mi wytłumaczył, że nie da rady, bo taka już jestem i nawet gdyby się udało, to zaburzyłabym proporcje sylwetki. Przyjęłam, porzuciłam plany wyszczuplające za to postanowiłam się skupić na ujędrnianiu.
Powiem Wam od razu, że nie wierzę już w te wszystkie produkty typu "intensywne serum wyszczuplające" - swoją "porcję" takowych zużyłam. Czasami coś tam pomagało, w większości raczej nie było widać różnicy. Przestałam kupować. Zainwestowałam za to w bańki chińskie i zaczęłam się masować - to działa moje drogie :) Zainteresowałam się też balsamami - nawilżenie + ujędrnianie ale bez grzania/chłodzenia. Takie 2 w 1, bo smarować się czymś trzeba, zwłaszcza miło po masażu :) I tutaj wkracza na scenę dzisiejszy produkt - modelujący balsam ujędrniający do ciała Tołpa Planet of Nature.
Balsam przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej, pozbawionej jędrności. Doskonale wygładza. Poprawia jędrność i wzmacnia strukturę skóry.
Wymodeluj swoją sylwetkę i poczuj wyjątkową gładkość. Spraw, by Twoja skóra stała się odżywiona i zregenerowana. Aktywne wyciągi roślinne intensywnie ujędrnią skórę i wzmocnią jej strukturę. Poczujesz komfort i przyjemność.
Składniki czynne:
torf TOŁPA®, ekstrakty roślinne z guarany i kwiatów koniczyny, olej avocado, witamina E, alantoina
Sposób użycia:
Niewielką ilość balsamu nanieś na skórę i wmasuj aż do wchłonięcia. Stosuj 1-2 razy dziennie.
Pojemność: 200 ml*
*źródło: http://tolpa.pl
Moje wrażenia
Przyznam, że nie planowałam tego zakupu, nie wiedziałam nawet, że taki produkt istnieje. O Tołpie wiedziałam tylko tyle, że jest takie coś ;) Któregoś dnia szukałam nowego smarowidła w Hebe i dałam się skusić promocji: normalnie ten balsam kosztuje ok. 20 zł, ja "wyrwałam" go za jakieś 12 zł. Wieczorem tego samego dnia nastąpił pierwszy test ;)
Balsam jest zamknięty w dużej, miękkiej tubce ze szczelnym zamknięciem. Design jest estetyczny. Zapach mi odpowiada: intensywny, kwaskowaty, cytrusowy. Konsystencja dosyć rzadka, kolor białawy.
Porozmawiajmy o działaniu i właściwościach :) Otóż balsamik jest całkiem wydajny - nie trzeba go wiele, żeby pokryć całe ciało. Ja stosuję go głównie na nogi i brzuch. Wchłania się dość szybko, ale zostawia na skórze śliską powłokę - z tego powodu wg mnie raczej nie nadaje się do stosowania na dzień, pod ubrania. Ale mi to nie przeszkadza, bo i tak smarowanie uskuteczniam tylko na noc ;) Ładnie nawilża i napina skórę zaraz po użyciu. Myślę, że mogę też powiedzieć, że w pewnym stopniu ujędrnia - nie jest to efekt wow ale widać pewną różnicę. Używam go drugi miesiąc i moja skóra jest na pewno gładsza i nieco jędrniejsza. Bardzo ważna sprawa: nie uczula i nie podrażnia. Można spokojnie stosować po depilacji :)
Podsumowując, jestem zadowolona z tego balsamu :) Sprawuje się dobrze, spełnia moje oczekiwania. Producent oczywiście przesadza i na pewno nikt nie powinien oczekiwać, że takie mazidło wymodeluje mu sylwetkę. Ale to dotyczy wszystkich produktów tego typu, trzeba zachować rozsądek ;)
Nie podoba mi się jedynie regularna cena - uważam, że 20 zł to przegięcie. Jeśli zobaczę go znowu w promocji, to kupię. Jeśli nie, to trudno ;)
Jak Wam się to podoba? Jakie macie sposoby na jędrne nóżki? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































