Pokazywanie postów oznaczonych etykietą holika holika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą holika holika. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 lutego 2015

Na zmęczenie - maseczka :) Holika Holika, Medi Medi Vita C Pack

Sobotni wieczór trwa w najlepsze, ale ja pokażę Wam produkt, którego chętnie używam w trakcie tygodnia. W niektóre dni wracam z pracy bardziej zmęczona niż zazwyczaj - na pewno to znacie. Staram się wówczas wykorzystać te kilka wolnych godzin przed snem na skoncentrowany relaks i "pozbieranie się". Jem coś smacznego, czytam książkę, biorę pachnącą kąpiel, a na twarz nakładam maseczkę. Często jest nią Medi Medi Vita C Pack od Holika Holika :)

sobota, 31 stycznia 2015

Denko styczniowe + najświeższe nabytki

Chyba po raz pierwszy w historii tego bloga pokażę Wam moje denko nie tylko na czas, ale nawet chwilę przed czasem :) Styczeń dobiega końca, pora podsumować zużycia. Przy okazji pochwalę się ostatnimi zakupami kosmetycznymi - zapraszam!


środa, 10 grudnia 2014

Porządki: denko listopadowe

Jak zwykle kilka dni po pierwszym (no dobra, prawie kilkanaście) przychodzę do Was z denkiem. Ostatnio, jak na złość, wszystko mi się kończy - gdybym oszukiwała, to za chwilę miałabym znacznie więcej zużyć. Ale listopadowe, to listopadowe, już trudno ;)


Troszkę kosmetyków mi się zużyło. Niektórych żałuję, innych ani trochę. Zapraszam na drobny przegląd :)

poniedziałek, 12 maja 2014

Wyzwanie NN, tydzień #4 - Holika Holika, Pig Nose Clear Blackheads 3-step Kit

Hej :) Minął 4-ty tydzień mojej walki z nakrapianym nosem. Już wkrótce pojawi się podsumowanie, a dzisiaj w ramach 4-tego tygodnia chcę Wam pokazać kolejny "zestaw" do oczyszczania nosa z Korei, tym razem jednorazowy. Tak wygląda Holika Holika Pig Nose Clear Blackheads 3-step Kit:


Mamy tutaj 3 saszetki, każda z nich to jeden krok na drodze do czystego nosa (wg producenta). Kupiłam to kiedyś z ciekawości, bo brakowało mi paru $ do darmowego trackingu. Taki jednorazowy zestaw kosztuje ok. 3,5 $ na ebay'u.


Instrukcja jest niestety cała w "krzaczkach", na szczęście są grafiki, które objaśniają co po kolei należy zrobić. Ewentualne szczegóły można sobie wygooglować.

Krok 1 to otworzenie porów 

W szarej saszetce znajduje się materiałowy "plaster" nasączony jakąś mazią, który należy sobie położyć na nosie i zostawić na 15-20 minut.

Krok 2 to oczyszczenie 

Różowa saszetka zawiera taki "typowy" plaster do mechanicznego usuwania blackheads. Należy ostrożnie zwilżyć nos wodą i nakleić sobie to na nos. Odczekać 10-15 minut i zerwać.


Krok 3 to zamknięcie porów

To tego celu posłuży żelowa nakładka na nos, którą znajdziemy w ostatniej, zielonej saszetce. Jest nasączona jakimś płynem, który chłodzi i ma za zadanie zamknąć pory. Trzymać na nosie to można chyba wedle uznania, gdyż brak zaleceń w tej kwestii na opakowaniu.


Poniżej wszystkie 3 kroki na moim nosie, ta-da!


Moje wrażenia i rezultat

Byłam do tego zestawu nastawiona raczej sceptycznie, podeszłam do tego jak do ciekawostki. Bardzo zdziwiłam się po zdjęciu pierwszego plasterka (tego otwierające pory) - on nie tylko otworzył pory. On sprawił, że zaskórniki dosłownie wystawały (fuj, wiem) ze skóry! Pierwszy raz widziałam coś takiego, tak jakby blackheads zostały częściowo "wyciągnięte" ze swoich zagłębień. Trochę żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia (chociaż może i lepiej, bo to jednak ohydne). W każdym razie ten widok obudził we mnie nadzieję, że może plaster nr 2 coś-niecoś wyciągnie. Przykleił się całkiem sprawnie. No i zobaczcie ile wyciągnął! (ostrzegam, to dosyć obrzydliwe).


Jakość zdjęcia nie powala, ale podkręciłam kontrast i jak sobie powiększycie to zobaczycie bez trudu - cały plaster jest pokryty "śmieciami" z mojej skóry na nosie O_o Tak dużo nie "wyciągnął" mi jeszcze żaden plaster!

Jeśli chodzi o tę żelową nakładkę, to jest ona wg mnie zbędna - potrzymałam ją na nosie z 10 minut i poza schłodzeniem nic mi nie uczyniła, pory wcale nie zostały jakoś super zwężone. Lepszy rezultat w tym względzie daje mi zimna woda + tonik. 

Podsumowując: naprawdę nie sądziłam, że to napiszę ale jestem na TAK! 2 pierwsze kroki są naprawdę interesujące - nie wiem, czy za każdym razem daje to taki efekt ale tym razem byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona. Sądzę, że jeszcze sobie zamówię ten zestaw i może nawet zainteresuję się innymi produktami z linii Pig Nose.

Co sądzicie? Spotkałyście się kiedyś z czymś o podobnym działaniu?

środa, 7 maja 2014

Szybkie denko kwietniowe + kilka nowości z maja


Hej :) Dzisiaj już 7, więc najwyższa pora na denko - w tym miesiącu baaardzo małe. Aż mi wstyd po prostu... To chyba jakieś moje podświadome skąpstwo/oszczędność daje o sobie znać, że tak powoli idzie mi zużywanie kosmetyków. Same zobaczcie:

Jakość okropna, przepraszam - był wyjątkowo ponury dzień.
Od lewej:
  • Dr. Organic, Royal Jelly Shampoo - jeszcze Wam o nim nie pisałam, ale zdjęcia mam na dysku więc osobna notka na pewno się pojawi. Na razie napiszę tylko, że mile mnie zaskoczył :) W miarę możliwości, do powtórki.
  • Ziaja, Intima, płyn do higieny intymnej - taki standard, kolejne opakowanie już stoi na półce.
  • Eveline, delikatny dwufazowy płyn do demakijażu oczu - był w zestawie, który dostałam na Gwiazdkę. Bardzo w porządku, ale nie widziałam go w regularnej sprzedaży. Jeśli się kiedyś na niego natknę, to kupię ponownie.
  • Holika Holika, Oil Queen, Cotton Powder - pisałam o nim niemal dokładnie rok temu TUTAJ. Jak widać, ładnie mi posłużył :) Pudełeczko zostaje ze mną na drobiazgi, a sam puder chętnie kiedyś kupię ponownie.
No tak, zaledwie tyle zeszło. A żeby zaprzeczyć sama sobie (bo gdzieś wyżej pisałam o oszczędności), pokażę Wam teraz zawartość dzisiejszej paczki, którą odebrałam na poczcie :P


Taaak, to znowu zagraniczna przesyłka! Uwielbiam fakt, że zakupy w dzisiejszym świecie nie znają granic. Mniej uwielbiam Pocztę Polską, która po raz kolejny mi podpadła - wczoraj byłam cały dzień w domu, a i tak dostałam awizo. Szkoda słów, lepiej pozacieszać z nowości.

Peeling do stóp, po którym ma mi zleźć cały niepotrzebny, brzydki i zrogowaciały naskórek - jestem bardzo ciekawa, czy to podziała, bo opinie w sieci można znaleźć przeróżne. Jedni chwalą i pokazują zdjęcia, inni narzekają, że nic to nie dało. Wypróbuję na sobie i też się wypowiem, a co :P Wybrałam zestaw Holika Holika Baby Silky Foot One Shoot Peeling - bo lubię HH i miały niezłą cenę.


Mój ukochany krem BB - Mizon Snail Repair Blemish Balm. Od miesięcy jest na mojej twarzy codziennie i jeszcze mi się nie znudził. Muszę się zebrać i w końcu zrobić o nim osobną notkę.

Mizon, Hyaluronic, Ultra Suboon Cream - mój nowy krem-żel na dzień. Kupiłam, bo go chwalą, a mi się Snail właśnie kończy. Tak dla odmiany ;)


Oto mroczny obiekt pożądania - Honey Sleeping Pack (Blueberry) znowu od Holika Holika. Pragnęłam tego kosmetyku od wielu miesięcy ale jakoś zawsze było coś pilniejszego do kupienia. W końcu się zdecydowałam i nabyłam. Po długich namysłach wzięłam wersję Blueberry, bo jest dedykowana mojemu typowi cery.


A te maseczki dostałam jako gratis. Marka FoodAholic nic mi nie mówi ale opakowanie wygląda zacnie :P

To tyle na dzisiaj :) Coś Wam wpadło w oko? A może macie któryś z tych kosmetyków?

sobota, 3 maja 2014

Wyzwanie NN, tydzień #3 - Holika Holika, Medi Medi Magnesium Pack

Hej wszystkim :) Minął kolejny tydzień podczas którego zmagałam się na różne sposoby z moim nakrapianym nosem. W ramach tego podsumowania chcę Wam pokazać maseczkę, która z definicji powinna być pomocna przy oczyszczaniu porów - Medi Medi Magnesium Pack marki Holika Holika.


Opis producenta

Oczyszczająca maseczka do skóry tłustej i trądzikowej, złuszcza naskórek i absorbuje nadmiar łoju poprawiajac wyglad i kondycję problematycznej cery. Maseczka jest bogata w związki magnezu pochodzące z pyłu wulkanicznego dzięki czemu świetnie oczyszcza skórę, odblokowuje pory i niweluje zaskórniki. Ma działanie przeciwbakteryjne. Tłusta skóra staje się bardziej matowa i mniej się świeci. Maseczka pomaga również zredukować miejscowe niedoskonałości cery.

Główne składniki

- Pył wulkaniczny bogaty w magnez (Volcanic Ash Extract) - Reguluje wydzielanie łoju, posiada działanie przeciwzapalne
- Biała glinka Kaolin -Ściąga pory i absorbuje nadmiar sebum, wygładza i łagodzi podrażnienia oraz poprawia koloryt skóry
- Multiflora Fruit Extract - działanie łagodzące*

*opis ze strony http://www.myasia.pl/




Opakowanie zawiera 70 ml maseczki w cenie ok. 10-12 $ (w zależności od sprzedawcy). Pojemniczek jest plastikowy i praktyczny, ze szczelnym zamknięciem na zakrętkę. Produkt zabezpiecza dodatkowo plastikowa membranka.


Jak widać na zdjęciu, maseczka ma szarawy kolor - jest gęsta, o zbitej konsystencji. Widoczny w moim opakowaniu ubytek to rezultat kilku miesięcy stosowania - już teraz mogę więc zapewnić, że produkt jest bardzo wydajny. W chwili otwarcia maseczka prawie wylewała się ze słoiczka, było jej napakowane naprawdę po brzegi

Sposób użycia jest standardowy: nakładamy na oczyszczoną buzię, zostawiamy na 15 minut i spłukujemy letnią wodą. Producent zaleca stosować ją max. 2 razy w tygodniu - ja zwykle robię to 1 raz, ale ostatnio na potrzeby wyzwania zwiększyłam częstotliwość do rekomendowanych 2 aplikacji. 

Od razu przyznaję się bez bicia, że bardzo lubię ten produkt. W przypadku mojej mieszanej cery ta maseczka widocznie ogranicza świecenie się strefy T i zwęża pory. Jednak najbardziej lubię ją za natychmiastowy efekt znacznego rozjaśnienia twarzy - redukuje wszelkie zaczerwienienia, koi podrażenienia i "wycisza" niedoskonałości. Oczywiście taki efekt nie utrzymuje się wiecznie ale jest to świetna pomoc doraźna w nagłych wypadkach :) 

Oceniając ją jako produkt typowo do oczyszczania porów muszę przyznać, że wg mnie to nie jest jej "najmocniejsza strona". Owszem, pory są zwężone ale ja widocznego oczyszczenia nie odnotowuję na swojej buzi. Odświeżenie - tak. Minusem dla niektórych może być pewien problem ze zmywaniem - trzeba to robić dokładnie, bo maseczka "trzyma się" skóry i na pewno nie spłucze jej sam strumień wody bez pomocy rąk. 

Ktoś z Was zna tę albo podobną maseczkę? Jakie macie sprawdzone maseczki oczyszczające? 

P.S. Zmieniłam nieco szablon bloga na bardziej infantylno-kosmetyczny - co sądzicie? :P

czwartek, 20 lutego 2014

Red, red wine...

...ale nie do picia tylko do wsmarowania. Konkretnie, w skórę twarzy ;) Dzisiaj chcę Wam zademonstrować mój pierwszy sleeping pack - Wine Therapy Sleeping Mask (Red Wine) koreańskiej marki Holika Holika.


Co mówi producent:

Holika Holika Wine Therapy Sleeping Mask (Red Wine) to przeciwzmarszczkowa maseczka całonocna, która zawiera 10% ekstrakt z czerwonego wina, dzięki czemu nawilża i przywraca blask skórze.
Obecność Poliphenolu, który jest zawarty w czerwonym winie, przywraca skórze elastyczność i sprężystość sprawiając, że cera wygląda młodo i świeżo.
Maseczka ma właściwości peelingujące. Usuwa martwe komórki sprawiając, że powierzchnia skóry jest wyrównana i gładka.
Produkt odpowiedni do skóry pozbawionej jędrności, szarej, szorstkiej z licznymi zmarszczkami.*

*opis ze strony http://www.myasia.pl

Co mówię JA:

Kto miał do czynienia z Holika Holika, ten wie, że mają w większości przypadków przeurocze opakowania dla swoich produktów. Tutaj mamy więc małą beczułkę wina, w komplecie ze szpatułką ;) Opakowanie jest solidne, wieczko jest szczelne i na pewno nie odkręci się nam np. w torbie. Inna sprawa, że raczej nie miałoby się co wylać :P

Konsystencja jest bardzo ciekawa - to rodzaj gęstego, półprzeźroczystego żelu-galaretki. W opakowaniu jest w stanie skupionym - gładka tafla, którą pozostaje nienaruszona gdy obracamy beczułkę np. do góry dnem. Natomiast w kontakcie ze szpatułką/palcami bardzo łatwo się nabiera i jeszcze łatwiej wsmarowuje w twarz, "zamieniając się" w lekki żel. A najfajniejsze jest to, że ten zabawny twór niemal natychmiast powraca do pierwotnego stanu - podziobana szpatułką "galaretka" po chwili znowu jest jednolita. 

 

Maseczka jest bardzo prosta w użyciu: nakładamy ją wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy, zostawiamy na noc, a rano zmywamy letnią wodą. Ja robię to 1-2 razy w tygodniu, osobiście mi to wystarczy. 

Produkt ma bardzo miły zapach winogron - nie czuć żadnej gorzkiej nuty  (czego spodziewałam się widząc nazwę "red wine"). Jeżeli chodzi o działanie to na pewno świetnie nawilża - rano buzia jest mięciutka i gładziutka, suche skórki zlikwidowane/znacząco zredukowane (w przypadku poważniejszych przesuszeń potrzeba kilku użyć). Maska nie zapycha i nie pogarsza stanu cery - dla mnie bardzo ważna sprawa (mam cerę mieszaną). Czy wygładza zmarszczki? Na pewno są mniej widoczne, co zapewne jest spowodowane porządnym nawilżeniem skóry.  Wydajność jest ogromna, co możecie zobaczyć na zdjęciach - tak wygląda mój pack po serii ok. 8 użyć. Praktycznie pełna beczułka :) Do pokrycia całej buzi wystarcza naprawdę maleńka ilość. Cena wydaje mi się przyzwoita - ok. 13-14 $ na ebayu.

Czy są jakieś wady? Czysto użytkowe, nie mające nic wspólnego z działaniem (które oceniam na 5+). Otóż maska z natury rzeczy nie wchłania się w 100% - na twarzy pozostaje rodzaj lekko lepiącej powłoczki. Niektórym może to przeszkadzać, ja się przyzwyczaiłam i już tego nie zauważam. Od razu zaznaczam, że nie brudzi pościeli! Drugim problemem może być fakt, że "galaretka" może nam łatwo spaść ze szpatułki/palca (mi raz wleciała za dekolt), bo niemal natychmiast powraca do stałego stanu skupienia. Trzeba uważnie aplikować :) 

Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i chętnie zakupię w przyszłości wersję White Wine (która ma za zadanie rozjaśniać skórę).


Używacie sleeping pack'ów? :)

wtorek, 28 stycznia 2014

Luty - zajawki i propozycje

źródło: http://www.rebellesociety.com/

Jak wiemy, gdy trzeba się uczyć to do głowy przychodzą najlepsze pomysły (tyle tylko, że nie mające związku z nauką). Właśnie robię sobie małą przerwę w nauce na najbliższe 3 (sic!) egzaminy, żeby opowiedzieć Wam na szybko o moich planach notkowych na luty.

Kosmetycznie

Akcja "Czysty nos" <-- nagromadziło mi się trochę specyfików do walki z "kropkami" na nosie. Pomyślałam sobie, że może warto by upublicznić moje zmagania i ich efekty :P W związku z tym planuję cykl notek (albo jedną większą notkę) poświęconych upiornym "blackheads"!


Kredką machając <-- w moich zbiorach znalazły się kolejne wodoodporne kredki Holika Holika. Sprawdzę dla Was, czy faktycznie są takie wodoodporne i spróbuję wyciągnąć z nich maksimum - będziemy malować kreski :)


Nowa współpraca <-- A tak, Dr.Organic i ja :P Dzięki uprzejmości pewnego nowego sklepu mam możliwość zapoznania się z nowymi produktami tej przyjemnej marki bez konieczności ściągania ich na własną rękę z UK :) Testy już się zaczęły, za czas jakiś pojawi się sprawozdanie.

Tematy niekosmetyczne - czy Was interesują?

Mam kilka pomysłów, ale nie jestem pewna co Wy na to?

  • Dotarło do mnie moje pierwsze zamówienie z Sammydress - czy jestem zadowolona, jak się ma rzeczywistość do sklepowego opisu i czy jeszcze tam wrócę - jeżeli chcecie, to chętnie odpowiem na te pytania w formie ilustrowanej notki :)
  • Robiąc za tło w telewizji - tak, znalazłam się tam zupełnie przypadkiem i wzięłam udział w programie "na żywo". Dostarczyło mi to sporej porcji wrażeń i sprowokowało do pewnych obserwacji - wanna read? :P
  • Stare i nowsze filmy, które warto obejrzeć (wg mnie) - tak to ze mną jest, że oglądam więcej starych filmów, niż nowych. Wybieram zwykle produkcje mało popularne i zaskakująco często trafiam na perełki. Chcecie takiej subiektywnej notki? :)
Poproszę o opinie, co Wy na to wszystko :) Jestem żywo zainteresowana Waszym zdaniem! Tymczasem wracam do rzeczywistości :P

P.S. Bardzo przepraszam za spadek aktywności na Waszych blogach - staram się przynajmniej pobieżnie przeglądać nowe notki, ale nie mam aktualnie czasu/głowy do wczytywania się, a bezsensownych komentarzy wpisywać nie będę. Nadrobię to wszystko, obiecuję!

piątek, 20 grudnia 2013

Mikołaj przyleciał... z Korei!

Witajcie! :) Wiem, wiem, wiem - jeszcze za wcześnie, to nie ta pora. Jeszcze kilka dni. Niestety, nie mogę już wytrzymać i muszę się tym podzielić - moje drogie, pierwsza wizyta św. Mikołaja już za mną :) Przyleciał prosto z Korei i baaardzo mnie uszczęśliwił! Chcecie zobaczyć jak dokładnie? :D


Urocza paczka, prawda? ^^ Za te wspaniałości odpowiada mój cudowny partner - wiedział, o co prosić :)

Holika Holika Medi Medi Magnesium Pack - pierwszy zrealizowany punkt mojej wishlisty (KLIK). Zobaczymy, czy coś zdziała w temacie rozszerzonych porów :)
Holika Holika Wine Therapy Sleeping Mask - wersja Red Wine (przeciwzmarszczkowa). Mój pierwszy sleeping pack, jestem bardzo ciekawa efektów.

Tutaj mamy Volcanic Clay Blackhead Nose Pack firmy The Face Shop, czyli po prostu maseczkę na nos typu "peel of". Jej zadaniem jest stopniowa eliminacja czarnych kropeczek (nienawidzę ich :P). Zdecydowanie trafia w moje potrzeby, będę radośnie eksploatowała ;)
Kolejny punkt z listy, czyli mój ulubiony mizonowy Snail Recovery Gel Cream (KLIK). W samą porę, poprzednia tubka już prawie pusta :)
I jeszcze jedno życzenie z listy spełnione -  It's Skin Power 10 Formula VC Effector nareszcie mój! ^W^

Poza produktami do pielęgnacji, zostałam też uszczęśliwiona kolorówką :) To słodziutkie opakowanie z serduszkiem to The Face Shop Lovely ME:EX Pastel Cushion Blusher w odcieniu Rose - przeuroczy :) Na zdjęciu nie widać, ale ma w sobie delikatne drobinki i jest bardzo soczysty.
Jewel Light Waterproof Eyeliner od Holika Holika to coś, co już dawno chciałam zakupić - te kredki zbierają w sieci same pochwały. No i proszę, odcień #11 Light Brown Amber już jest mój :) Podobnie jak róż, kredka też zawiera migoczące drobinki.

Na koniec standardowe gifty :) Tym razem są to plasterki na nos, próbki kremów "zwyczajnych" oraz BB, jakiegoś lotionu i pomidorowej maseczki Tony Moly (bardzo chętnie przetestuję). Ufff, to wszystko!

Wybaczcie mi te przechwałki, ale jestem nieprzytomna z radości ;) Straszne, jak kosmetyki mogą uszczęśliwić kobietę :P 

Czego jesteście najbardziej ciekawe? O czym mam napisać w pierwszej kolejności? :)

środa, 8 maja 2013

Taki drobiazg - Holika Holika Oil Queen Cotton Powder

Witajcie w ten uroczy, ciepły dzień :) W końcu mamy jakieś konkretne temperatury - jestem zdecydowanie ciepłolubna i zawsze wolę upał od zimnicy. Niestety, moja mieszana cera nie podziela mojego entuzjazmu i w takie dni jak dzisiaj daje mi o tym znać wzmożonym świeceniem. Ale od czego są kosmetyki? :) Całkiem niedawno dostarczono mi z Korei coś odpowiedniego na takie sytuacje. Tak więc dzisiaj opiszę Wam moje pierwsze wrażenia po zaznajomieniu się z Oil Queen Cotton Powder od Holika Holika.


Opis producenta

  • Puder kontroluje wydzielanie sebum i sprawia, że skóra staje się miękka
  • Zapewnia czysty wygląd skóry
  • Absorbuje nadmiar sebum i zapewnia miękkość 
  • Nie zawiera olei mineralnych, parabenów, talku, wazeliny ani etanolu
Sposób użycia:
Aplikować za pomocą puszka w umarkowanej ilości na całą twarz lub obszary o zwiększonym wydzielaniu sebum.

Składniki:
Cotton 0.5% Extract, Iceland Glacial Milk, Green Tea Extract, Calamine*

*źródło: moje tłumaczenie opisu z jednego z anglojęzycznych sklepów - na stronie Holika Holika niestety same krzaczki ;)


Moje wrażenia


Małe, niepozorne acz urocze pudełeczko zawiera w sobie 5 g produktu. Gdy go zamawiałam, wydawało mi się, że to bardzo niewiele ale już teraz widzę, że taka ilość wbrew pozorom wystarczy na całkiem długo :) Pod wieczkiem z uśmiechniętą chmurko-bawełenką (nie jestem pewna :D) mamy ukryty bielutki puszek z logo Holika Holika.


Przyznam się, że jeszcze nie korzystałam z tego puszka, gdyż przeraża mnie perspektywa zabrudzenia go podkładem (tak, wiem - to idiotyczne) no i jestem przyzwyczajona do aplikacji pudru za pomocą pędzla. Póki co pełni dla mnie funkcję takiego słodkiego dodatku ;)
Pod puszkiem mamy zabezpieczone folią otworki, przez które przesypuje się puder - wystarczy delikatnie potrząsnąć pudełeczkiem.


Przyznam, że takie rozwiązanie wydaje mi się nie do końca praktyczne - wolałabym, gdyby pomiędzy puszkiem a otworkami było jeszcze jakieś trwałe zabezpieczenie, np. plastikowa membranka czy coś takiego. Fakt faktem, że puszek przylega na tyle ciasno, że raczej nie ma mowy o wysypaniu się zbyt dużej ilości pudru ale mi się to wydaje trochę marnotrastwem. Bo wystarczy, że pudełko "polata" w torebce, a puszek będzie niepotrzebnie chłonął puder. Osobiście zostawiłam sobie na razie folijkę i po prostu przyklejam ją z powrotem po użyciu - pewnie tak długo nie wytrzyma ale na razie jest to jakieś rozwiązanie :P

Co mogę Wam napisać o samym pudrze?

Jest - jak widać - sypki i transparentny, po aplikacji natychmiast wtapia się w skórę i kompletnie go nie widać. Efektu matu jest delikatny - to zdecydowanie nie jest silny, płaski mat, co dla mnie jest zaletą. Widać, że faktycznie pochłania sebum i niesamowicie wygładza skórę - w dotyku jest naprawdę jak aksamit :)
Przy nakładaniu trzeba uważać, bo można niechcący wzniecić drobną chmurkę pyłku. Pomijając ten aspekt, sama aplikacja jest bezproblemowa, jak już pisałam, ja używam do tego celu pędzla.

Efekt matu na mojej mieszanej cerze utrzymuje się do ok. 4 h w warunkach wysokiej temperatury (ok. 25 stopni) co mnie całkiem zadowala. Jest jeszcze jedna fajna sprawa - puder ma śliczny, jakby roślinno-kwiatowy zapach :)
Dodam jeszcze tylko, że póki co mnie nie zapycha :)

Jak widać, ten drobiazg z Korei całkiem mi się spodobał. Zapłaciłam za niego niecałe 8 $, więc nie tak źle. Na razie się lubimy i rozważam w przyszłości zakup kompaktu z tej samej serii*.

Znacie Holika Holika? Lubicie matujące pudry sypkie? :)


*P. S. Ale to w nieco dalszej przyszłości, bo niestety znowu uległam pokusie i zamówiłam kolejne itemki z Korei ^^" Na razie zdradzę tylko, że są to dwie rzeczy - jedna z Etude House i jedna z ElishaCoy. Więcej informacji, gdy przesyłka do mnie dotrze - oby jak najszybciej!

wtorek, 23 kwietnia 2013

Poranna dostawa drobiazgów z Korei :)

To nic nadzwyczajnego ale uwielbiam odbierać przesyłki :) Dzisiaj obudził mnie dzwonek do drzwi, więc potargana zwlokłam się z łóżka otworzyć. Pan listonosz dostarczył mi paczuszkę z Korei :D

Paczuszka naprawdę nieduża, ale jej zawartość urocza jak zawsze :) Oto, co w niej było:


Zamówiłam sobie tym razem coś niecoś z kosmetyków kolorowych i jak zwykle dostałam też kilka próbek.


Pudełeczko nr 1 to Oil Queen Cotton Powder firmy Holika Holika - mój pierwszy zakup tej marki.
Mój standardowy puder Maybelline jest na wykończeniu, a jego aktualna, mocno podniesiona cena ostatnio nieprzyjemnie mnie zaskoczyła co zaskutkowało fochem :P Napatoczyło mi się za to urocze pudełeczko Holika Holika, które skwapliwie zamówiłam ;) Cała seria Oil Queen ma całkiem dobre recenzje na zagranicznych blogach i mam nadzieję, że się sprawdzi na mojej mieszanej cerze ze skłonnością do świecenia w strefie T.


Pudełeczko nr 2 zawiera w sobie korektor, a dokładnie Baby Doll Pot Concealer #1 Light Beige, znanej mi już firmy Tony Moly, której kilka produktów mam na półce w łazience i na pewno w przyszłości o nich napiszę. Zakup korektora był aktem rozpaczy - ostatnio miałam spore problemy z cerą i pewne trudności z doprowadzeniem jej do przyzwoitego wyglądu. Teraz jest, odpukać, o wiele lepiej ale uznałam, że korektor tak czy siak się przyda na takie podbramkowe sytuacje. Wybrałam Tony Moly z podobnego powodu co puder Holika Holika - dużo pozytywnych recenzji na blogach i zachęcające zdjęcia wykonane przez blogerki :)


Jeszcze próbki :) Jak widać 2x krem BB: Skinfood Platinum Grape Cell Essential i Skin79 Oriental Shining Pearl Plus- tych jeszcze nie próbowałam. Jedną próbkę Sue Hydrating Gel od Skin79 już mam, doszła druga więc mam troszeczkę więcej materiału do testowania ;)

Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzą się puder i korektor :) Gdy tylko wypróbuję i dokonam oceny, niezwłocznie napiszę co i jak.