Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organique. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 września 2014
Denko sierpniowe
Etykiety:
alterra,
bioetika,
denko,
golden rose,
joanna,
le petit olivier,
lovely,
neutrogena,
organique,
the face shop,
tony moly,
yves rocher
środa, 6 sierpnia 2014
Denko lipcowe
Jak zwykle spóźniona, ale melduję się z lipcowymi zużyciami. Jakoś tak sporo rzeczy mi się ostatnio pokończyło, ale ostatecznie denko nie jest wcale jakieś olbrzymie - nie w porównaniu ze zużyciami z niektórych blogów ;) U mnie wygląda to tak:
środa, 18 czerwca 2014
Co nowego wpadło w czerwcu? ;)
Hej :) Właśnie zeszłam na chwilę z kuchennego pola bitwy i korzystając z okazji, że mam trochę czasu (czekam, aż mi wyrośnie ciasto drożdżowe) pokażę Wam moje nowe kosmetyczne nabytki z ostatnich kilku tygodni.
Troszeczkę tego wpadło. Oczywiście nadal nie umywam się do niektórych dziewczyn (czasami aż mnie zatyka z zazdrości jak widzę tyyyyle dobroci na blogach!) ale moje kosmetyczne zasoby zostały trochę zasilone ;)
Udało mi się ostatnio po raz pierwszy wygrać w blogowym rozdaniu. Organizatorką była Beauty Candies i właśnie dzisiaj listonosz dostarczył mi od niej uroczą przesyłkę :) Pomarańczowa pianka Organique, pachnący lakier Revlona, wosk do kominka (mam pretekst, żeby go znowu odkurzyć!) Organique i miniaturki bazy i podkładu od Benefit. Wszystko ślicznie zapakowane, aż musiałam zrobić zdjęcie. Dziękuję serdecznie za taką piękną nagrodę! :)
Wczoraj dotarło moje mini-zamówienie z Korei (to już obsesja). Tradycyjnie już Mizon (kosmetyki tej marki zdecydowanie u mnie przeważają) i dwie nowości: peeling grejpfrutowy (Mizon Refresh Time Grapefruit Peeling Gel) oraz filtr przeciwsłoneczny (Mizon Mela Defense White Multi UV Sun Block SPF50/PA+++). Peeling zastąpi mi zielone jabłuszko, które powoli się kończy, a filtr jest mi bardzo potrzebny ze względu na kurację Epiduo. Zobaczymy, czy spełni swoje zadanie. Standardowo dostałam też trochę próbek.
Parę dni temu wałęsałam się po drogeriach i w Naturze trafiłam przypadkiem na promocję dot. produktów do ust - kup 1, 2-gi tańszy masz gratis. Ponieważ bardzo spodobał mi się błyszczyk z limitki Essence Beach Cruisers (wybrałam odcień #02 Girls just wanna have SUN!) to się długo nie zastanawiałam ;) Chwyciłam sobie do tego XXXL Shine Lipgloss tej samej marki (odcień #27 Just me and my lipgloss) - urzekła mnie ta landrynkowa czerwień.
Jak już tak przetrząsała szafy z kolorówką, to wzięłam sobie lakier Miss Sporty w kolorze różowej gumy balonowej (nr #480 Baby Pink) - mam go właśnie na paznokciach i bardzo mi się podoba :)
Tusz do rzęs Sexy Pulp od Yves Rocher dostałam jako prezent powitalny - zabawna historia. Kupowałam jakiś zestaw kosmetyków na prezent dla mojej mamy i pani przy kasie szybko mnie zwerbowała do założenia karty :P Nim się zorientowałam, to już trzymałam reklamóweczkę z próbkami i tuszem. Może teraz zacznę tam częściej kupować? ;)
I na koniec parę kosmetyków "łazienkowych". Po lewej Diamentowe Serum Eveline 4D, w które nie wierzę ale i tak je stosuję (idiotyczne) "dla spokojnego sumienia" po masażu bańką chińską. Po środku biedronkowy zakup mojej mamy - Foam Makers, tzw. Pianotwory do kąpieli. Opakowanie zawiera kolorowe kapsułki, które wrzuca się do wanny - pachną obłędnie owocowo i mocno się pienią.
Ostatni zakup to pianka do golenia Venus z ekstraktem z melona i grejpfruta - tak dla odmiany od wersji konwaliowej ;)
Coś Wam wpadło w oko? A może coś z tego już macie? :)
Troszeczkę tego wpadło. Oczywiście nadal nie umywam się do niektórych dziewczyn (czasami aż mnie zatyka z zazdrości jak widzę tyyyyle dobroci na blogach!) ale moje kosmetyczne zasoby zostały trochę zasilone ;)
Parę dni temu wałęsałam się po drogeriach i w Naturze trafiłam przypadkiem na promocję dot. produktów do ust - kup 1, 2-gi tańszy masz gratis. Ponieważ bardzo spodobał mi się błyszczyk z limitki Essence Beach Cruisers (wybrałam odcień #02 Girls just wanna have SUN!) to się długo nie zastanawiałam ;) Chwyciłam sobie do tego XXXL Shine Lipgloss tej samej marki (odcień #27 Just me and my lipgloss) - urzekła mnie ta landrynkowa czerwień.
Jak już tak przetrząsała szafy z kolorówką, to wzięłam sobie lakier Miss Sporty w kolorze różowej gumy balonowej (nr #480 Baby Pink) - mam go właśnie na paznokciach i bardzo mi się podoba :)
Tusz do rzęs Sexy Pulp od Yves Rocher dostałam jako prezent powitalny - zabawna historia. Kupowałam jakiś zestaw kosmetyków na prezent dla mojej mamy i pani przy kasie szybko mnie zwerbowała do założenia karty :P Nim się zorientowałam, to już trzymałam reklamóweczkę z próbkami i tuszem. Może teraz zacznę tam częściej kupować? ;)
Ostatni zakup to pianka do golenia Venus z ekstraktem z melona i grejpfruta - tak dla odmiany od wersji konwaliowej ;)
Coś Wam wpadło w oko? A może coś z tego już macie? :)
wtorek, 3 czerwca 2014
Denko majowe :)
Maj się skończył więc pora na podsumowanie zużyć. Tym razem wygląda to u mnie troszeczkę lepiej, niż zazwyczaj - zeszło nieco więcej produktów. Oczywiście wciąż nie ma porównania z wieloma standardowymi denkami choćby i paru z Was ;) Ale i tak jest nieźle. A oto "pustaki":
Od lewej (od góry):
- Luksja, płyn do kąpieli Pink Sparkle - jedno z radosnych odkryć ostatnich miesięcy. Jest po prostu CUDOWNY :) Zapach pasuje mi idealnie i na pewno kupię go jeszcze nie raz!
- Joanna, Z Apteczki Babuni, maseczka jajeczna - używam jej jako odżywki, sprawdzony produkt. Nie po raz pierwszy w denku, nie po raz ostatni. Kupię ponownie.
- Palmolive, żel pod prysznic o zapachu tureckiej róży z konwalią - po prostu dobry żel. Trochę duży, wolę mniejsze opakowania, żeby móc częściej zmieniać zapachy ale ogólnie okay. Być może kupię ponownie.
- Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - dobry produkt w dobrej cenie. Nie podrażnia, zmywa wszystko, co ma zmywać. Już kupiłam ponownie.
- Mizon, Snail Recovery Gel Cream - w denku po raz drugi. Co o nim sądzę, można sobie poczytać w recenzji [klik]. Chwilowo wymieniłam go na niebieskiego "brata" ale na pewno jeszcze nie raz go kupię.
- It's Skin, Power 10 Formula VC Effector - poświęciłam mu osobną notkę [klik]. Miał być wspaniały, okazał się bardzo zwyczajny. Raczej nie kupię ponownie.
- Organique, glinka zielona - chodzi o to okrągłe, białe pudełeczko. Kupowana ofc na wagę ;) Bardzo dobra rzecz, planuję uzupełnienie zapasu.
- Ziaja, Bloker - chyba każda z nas go zna. Tani, skuteczny ale niezbyt zdrowy, więc traktowałam go jako "produkt awaryjny" - na wyjątkowe sytuacje. Wprawdzie nie został zużyty w całości (nie wiem, czy to możliwe biorąc pod uwagę jego wydajność), ale skończyła mu się data ważności. Dobrze mieć coś takiego w łazience, więc raczej kupię ponownie.
- Luksja, Care Pro Nourish, mleczko pod prysznic z olejem z pestek dyni - było dodane jako gratis do jakiegoś czasopisma ale zużyłam z prawdziwą przyjemnością :) Kupię ponownie i chcę wypróbować inne wersje z tej serii.
- PharmaCF, No 36, balsam do stóp i paznokci intensywnie nawilżający - kupiłam kiedyś w Rossmanie, bo był niedrogi i nie znałam tej firmy. Niestety, nie polubiliśmy się - słabo działa i zwyczajnie nie spełnia oczekiwań. Nie kupię ponownie.
- Ziaja Pro, peeling z mikrogranulkami mocny - bardzo dobry produkt i w dodatku szalenie wydajny. Kupię ponownie.
Tak było w maju. Coś znacie i chcecie skomentować? Zapraszam! :)
Od lewej (od góry):
- Luksja, płyn do kąpieli Pink Sparkle - jedno z radosnych odkryć ostatnich miesięcy. Jest po prostu CUDOWNY :) Zapach pasuje mi idealnie i na pewno kupię go jeszcze nie raz!
- Joanna, Z Apteczki Babuni, maseczka jajeczna - używam jej jako odżywki, sprawdzony produkt. Nie po raz pierwszy w denku, nie po raz ostatni. Kupię ponownie.
- Palmolive, żel pod prysznic o zapachu tureckiej róży z konwalią - po prostu dobry żel. Trochę duży, wolę mniejsze opakowania, żeby móc częściej zmieniać zapachy ale ogólnie okay. Być może kupię ponownie.
- Ziaja, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - dobry produkt w dobrej cenie. Nie podrażnia, zmywa wszystko, co ma zmywać. Już kupiłam ponownie.
- Mizon, Snail Recovery Gel Cream - w denku po raz drugi. Co o nim sądzę, można sobie poczytać w recenzji [klik]. Chwilowo wymieniłam go na niebieskiego "brata" ale na pewno jeszcze nie raz go kupię.
- It's Skin, Power 10 Formula VC Effector - poświęciłam mu osobną notkę [klik]. Miał być wspaniały, okazał się bardzo zwyczajny. Raczej nie kupię ponownie.
- Organique, glinka zielona - chodzi o to okrągłe, białe pudełeczko. Kupowana ofc na wagę ;) Bardzo dobra rzecz, planuję uzupełnienie zapasu.
- Ziaja, Bloker - chyba każda z nas go zna. Tani, skuteczny ale niezbyt zdrowy, więc traktowałam go jako "produkt awaryjny" - na wyjątkowe sytuacje. Wprawdzie nie został zużyty w całości (nie wiem, czy to możliwe biorąc pod uwagę jego wydajność), ale skończyła mu się data ważności. Dobrze mieć coś takiego w łazience, więc raczej kupię ponownie.
- Luksja, Care Pro Nourish, mleczko pod prysznic z olejem z pestek dyni - było dodane jako gratis do jakiegoś czasopisma ale zużyłam z prawdziwą przyjemnością :) Kupię ponownie i chcę wypróbować inne wersje z tej serii.
- PharmaCF, No 36, balsam do stóp i paznokci intensywnie nawilżający - kupiłam kiedyś w Rossmanie, bo był niedrogi i nie znałam tej firmy. Niestety, nie polubiliśmy się - słabo działa i zwyczajnie nie spełnia oczekiwań. Nie kupię ponownie.
- Ziaja Pro, peeling z mikrogranulkami mocny - bardzo dobry produkt i w dodatku szalenie wydajny. Kupię ponownie.
Tak było w maju. Coś znacie i chcecie skomentować? Zapraszam! :)
czwartek, 3 kwietnia 2014
Denko marcowe, nowości kwietniowe ;)
Hej :) Dawno nie było postu o nowościach - od jakiegoś czasu staram się trochę ograniczać zakupy, bo naprawdę niektórych kosmetyków mam więcej, niż jestem w stanie zużyć. Ale i tak od czasu do czasu "pękam" i coś tam wpada do "kolekcji" :P Pokażę Wam, co nabyłam ostatnio. A ponieważ zaczął się nowy miesiąc, pora podsumować zużycia poprzedniego - tak więc zapraszam do przeglądu staroci i nowości :)
Zużycia marcowe
Od lewej
Tylko tyle zeszło mi w marcu. No cóż, to tylko kolejny powód żeby się ograniczać w zakupach :P Ale teraz zaprzeczę samej sobie, bo oto nowości :)
Zużycia marcowe
- Eucerin DermoPurifyer, tonik z 2% kwasem mlekowym- pisałam o nim TUTAJ. Nie był zły, ale też bez szału. Za tę cenę nie kupię ponownie.
- Venus, pianka do goleniakonwaliowa - ulubiona od lat, kupię ponownie.
- Dr. Organic, organiczny balsam do ciała z lawendą - możecie poczytać o nim TUTAJ. Jeśli będę miała możliwość to kupię ponownie w innej wersji zapachowej :)
- Avon Care, krem do rąk Herbal Fresh - bardzo fajny, zresztą ja jestem fanką avonowych kremów do rąk. Chętnie kupię ponownie.
Tylko tyle zeszło mi w marcu. No cóż, to tylko kolejny powód żeby się ograniczać w zakupach :P Ale teraz zaprzeczę samej sobie, bo oto nowości :)
Na powyższym zdjęciu mamy od lewej:
Puder do kąpieli Organique - po kolorze sądząc, jest to chyba malina ;) Nie jestem pewna, bo dostałam tę paczuszkę w prezencie od koleżanki mojej mamy. Jeszcze nie miałam okazji wypróbować, ale słyszałam dużo dobrego o tych pudrach :)
Peeling Sebo Vegetal od Yves Rocher - to chyba mój pierwszy pełnowymiarowy kosmetyk z YR i też prezent (tym razem od mamy). Już go testuję, jest dość specyficzny - kremowy z twardymi drobinkami.
Ampułka Mizon z linii Herbsys, Natural Seed Bal-Hyo - ma działać odżywczo i przeciwzmarszczkowo. Jak tylko skończę It's Skin, to przerzucam się na nią :)
Tutaj trochę kolorówki :) Od lewej:
Szminka Hydra Extreme od Maybelline w kolorze Fuchsia to prezent od mojego chłopaka na dzień kobiet. Już gościła na moich ustach i bardzo mi się podoba :)
Innisfree, Moisture Lip Base - zakupiona z myślą o szminkach, których chciałabym zacząć częściej używać. Często mam problem z suchymi ustami, a ta baza ma je nawilżyć i stworzyć dobry podkład pod kolor. Można ją też mieszać ze szminkami, błyszczykami itd. żeby rozjaśnić kolor. Doczeka się osobnej recenzji.
Znowu Innisfree, tym razem Mineral Blusher - róż mineralny. Wybrałam kolor #2 Real Raspberry Pink - najżywszy z całej palety. Jeszcze nie poszedł w użycie ale to kwestia dni :D
Innisfree, No Sebum Mineral Pact - w końcu "dorobiłam się" pudru prasowanego. Od czasów, gdy pogniewałam się na podwyżkę cen u Maybelline, używałam tylko sypkich pudrów. Jednak wiadomo, jest to czasem mało wygodne - warto mieć w torebce prasowany odpowiednik. Zdecydowałam się na ten bezbarwny puder mineralny, bo ma dobre recenzje w sieci. Swoją też dołożę, gdy już wyrobię sobie o nim zdanie.
A tutaj gratisowe próbki do koreańskiego zamówienia. M.in. 2 nowe BB od Skin79 (chętnie sobie sprawdzę te kolorki), jakaś pianka do zmywania BB, inny BB od Lioele, combo od Etude House i coś z Misshy, ale jeszcze nie wiem co :P
To tyle na dzisiaj :) Coś Wam się szczególnie spodobało? Jak tam u Was ze zużyciami i zakupami? :)
piątek, 13 grudnia 2013
Aromatyczna pielęgnacja - Organique, cukrowy peeling z kozim mlekiem i liczi
Hej :) Właśnie wróciłam z zakupowych szaleństw z moją niezrównaną ciocią (to określenie jest całkiem nie na miejscu w jej przypadku - jest młoda i ciałem, i duchem; mówimy sobie po imieniu), które zaowocowały m.in. piękną sukienką na Sylwestra :) Na fali pozytywnych emocji zabieram się do pisania notki ;)
Chcę Wam dzisiaj pokazać kolejny interesujący produkt marki Organique - cukrowy peeling z kozim mlekiem i liczi.
Chcę Wam dzisiaj pokazać kolejny interesujący produkt marki Organique - cukrowy peeling z kozim mlekiem i liczi.
Opis producenta
Cukrowy peeling zawierający m. in.: olej z pestek winogron, wosk pszczeli, ekstrakt z owocu liczi, kozie mleko, masło shea i pszczeli wosk. Doskonale regeneruje i wzmacnia przesuszoną skórę. Zawarte w nim składniki zapewniają bogactwo związków odżywiających skórę.*
*opis ze strony http://wizaz.pl
Moje wrażenia
Peeling jest zapakowany w typowy dla Organique słoiczek o pojemności 200 ml. Po odkręceniu zakrętki można wyczuć delikatny, słodki zapach liczi z nutką mleka. Produkt jest zbity, ma jasny kolor.
Już niewielka ilość świetnie peelinguje skórę - delikatnie, ale stanowczo. Nie podrażnia, nie można sobie nim zrobić krzywdy. Delikatnie natłuszcza ciało, sprawiając, że użycie balsamu nie jest konieczne :) Całkowicie rozpuszcza się w wodzie i nie brudzi w żaden sposób wanny. Po jego użyciu skóra jest gładka, nawilżona i pachnąca - czego chcieć więcej? :)
Jedynym zniechęcającym aspektem (jak dla mnie) może być cena - ok. 55 zł. Jednak warto wziąć pod uwagę dużą wydajność produktu - to zakup na kilka miesięcy (zakładając, że nie robimy peelingu częściej niż 1-2 razy w tygodniu). Jakość jest wspaniała, ja jestem bardzo zadowolona - takie perełki budują zaufanie do marki :)
Przyznam się Wam, że tak, jak nigdy nie zwracałam specjalnie uwagi na peelingi do ciała, to teraz nie wyobrażam sobie używania innego, niż Organique - do tego stopnia mnie zadowala :)
A jacy są Wasi peelingowi ulubieńcy? :)
P.S. A się pochwalę - taką sukienkę wybrałam :) (sorry za kijowe zdjęcie, ale sztuczne światło plus brak porządku nie sprzyjają sesją :P)
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Denko listopadowe
Znowu spóźniona ale melduję się z moimi skromnymi zużyciami listopadowymi :P
I to już wszystko :) Miałyście któryś z tych produktów?
Od lewej:
- Tonik pielęgnacyjny do cery tłustej i mieszanej na bazie hydrolatu z czarnej porzeczki (Biochemia Urody) - opłakuję fakt, że się skończył, bo był wspaniały (Więcej TUTAJ). Na razie mam do zużycia tonik z Eucerin, ale potem na pewno kupię go ponownie.
- Balsam Dove Purely Pampering z mleczkiem kokosowym i jaśminem - taki sobie, przeciętniak. Miał ładny zapach ale dość ciężko się wchłaniał. Nie kupię ponownie.
- Organique, pianka do mycia ciała (wersja grecka) - pisałam o niej TUTAJ. Cudowny zapach, świetne działanie i ogromna wydajność. Kupię ponownie, zapewne w wersji kolonialnej ^^
- Dr.Organic, odżywka do włosów z witaminą E - całkiem ciekawy produkt (więcej TUTAJ). Niestety cena jest nieciekawa, a dostępność ograniczona. Jeżeli miałabym możliwość, to być może kupię ponownie.
- Ziaja, Intima, płyn do higieny intymnej (wersja konwalia) - tani, bardzo wydajny i bardzo dobry produkt. Ta wersja miała bardzo ładny zapach konwalii. Już kupiłam ponownie, ale w wersji neutral.
poniedziałek, 7 października 2013
Denko wrześniowe + trochę nowości
Pewnie zauważyłyście, że zawsze się spóżniam z denkiem. Nie wiem sama, z czego to wynika - puste opakowania sukcesywnie składuję w przeznaczonym na ten cel pudle, więc de facto muszę je tylko później sfotografować i opisać. I tutaj jest problem, bo zawsze coś mi stoi na przeszkodzie >_< Przeprowadzka, choroba albo tak, jak teraz, zwyczajny brak czasu. No ale tym razem chyba nie spóźniłam się jakoś bardzo mocno ;) Mniej optymistyczny jest fakt, że znowu jest to raczej mini-denko niż denko ale cóż...
Ten przyjemny zestaw udało mi się wygrać na Wizażu :) Byłam bardzo przyjemnie zaskoczona, gdy zobaczyłam swój nick na liście laureatek a dwa dni później zadzwoniła do mnie mama z informacją, że przyszła do mnie jakaś spora paczka :D Mamy tutaj 3 produkty z linii Eucerin DermoPurifyer: żel oczyszczający, tonik i matujący krem nawilżający. Przyznam, że na razie szkoda mi ich otwierać, bo nie zużyłam aktualnego zestawu do twarzy - gdy tak się stanie, niezwłocznie przystąpię do testów ;)
Tutaj zawartość niedużej tym razem paczuszki z Korei - zaledwie dwa produkty. Ten słodki kotek to kremik do rąk firmy The Face Shop - będzie prezentem dla mojej mamy :) Brązowa tubka to Mizon Snail Repair BB SPF 32/ PA ++ - czyli po prostu nowy BB do kolekcji ;) Na dniach sprawdzę, czy będzie w stanie zastąpić mi ukochanego od miesięcy The Face Shop Oil Free BB.
Na koniec produkty typu "basic" - czyli takie z gatunku "bardziej niezbędnych" ;) Balsam Dove Purely Pampering z mleczkiem kokosowym i jaśminem zastąpi masełko Green Pharmacy. Kupiłam go w sumie tylko dlatego, że miałam kupon zniżkowy - zapłaciłam niecałe 9 zł. Wybrałam wersję, która najbardziej mi pasowała zapachowo. Nawilżający krem do rąk Echinacea i kiełki pszenicy z linii Avon Care od razu ląduje w mojej torebce i będzie mi towarzyszył zarówno w domu, jak i na trasie. Skusił mnie jego cudownie świeży zapach. Z Avonu przybyła też do mnie kultowa mascara SuperSchock - sprawdzona przed laty, będzie miała swój come back - oby udany.
Piszcie co znacie, co miałyście i czy się sprawdziło :) Pozdrawiam Was serdecznie :)
- Green Pharmacy, masło do ciała róża piżmowa i zielona herbata - bardzo dobry produkt za niewielką cenę. Zapach poprawiał mi humor przed snem :) Do ponownego zakupu.
- Bielenda, Bawełna, 2-fazowy płyn do demakijażu oczu - nienajgorszy zmywak ale też i nie powalający. Na nerwy działało mi zamknięcie, które często mi się zacinało. Obecnie mam wersję Awokado i już po kilku użyciach wydaje się być lepsza niż Bawełna. Dlatego raczej nie kupię ponownie.
- Organique, Bloom Essence, cukrowy peeling do ciała - cudowny <3 Pisałam o nim TUTAJ. Aktualnie mam inny peeling (też od Organique) ale ten tutaj chętnie kiedyś kupię ponownie.
- Oriflame Beauty, tusz podkręcający rzęsy Power Curl - jeszcze go trochę zostało ale używam go już ponad pół roku i czas się z nim pożegnać. Z pewnym żalem, bo to jeden z bardziej lubianych przeze mnie tuszów ;) Pogrubia i wydłuża (podkręcenie mnie nie interesuje, bo i tak używam zalotki). Niestety w katalogu pojawia się raz na jakiś czas i różnie bywa z jego ceną. Jeśli trafi się promocja, to na pewno kupię ponownie.
Ten przyjemny zestaw udało mi się wygrać na Wizażu :) Byłam bardzo przyjemnie zaskoczona, gdy zobaczyłam swój nick na liście laureatek a dwa dni później zadzwoniła do mnie mama z informacją, że przyszła do mnie jakaś spora paczka :D Mamy tutaj 3 produkty z linii Eucerin DermoPurifyer: żel oczyszczający, tonik i matujący krem nawilżający. Przyznam, że na razie szkoda mi ich otwierać, bo nie zużyłam aktualnego zestawu do twarzy - gdy tak się stanie, niezwłocznie przystąpię do testów ;)
Tutaj zawartość niedużej tym razem paczuszki z Korei - zaledwie dwa produkty. Ten słodki kotek to kremik do rąk firmy The Face Shop - będzie prezentem dla mojej mamy :) Brązowa tubka to Mizon Snail Repair BB SPF 32/ PA ++ - czyli po prostu nowy BB do kolekcji ;) Na dniach sprawdzę, czy będzie w stanie zastąpić mi ukochanego od miesięcy The Face Shop Oil Free BB.
Na koniec produkty typu "basic" - czyli takie z gatunku "bardziej niezbędnych" ;) Balsam Dove Purely Pampering z mleczkiem kokosowym i jaśminem zastąpi masełko Green Pharmacy. Kupiłam go w sumie tylko dlatego, że miałam kupon zniżkowy - zapłaciłam niecałe 9 zł. Wybrałam wersję, która najbardziej mi pasowała zapachowo. Nawilżający krem do rąk Echinacea i kiełki pszenicy z linii Avon Care od razu ląduje w mojej torebce i będzie mi towarzyszył zarówno w domu, jak i na trasie. Skusił mnie jego cudownie świeży zapach. Z Avonu przybyła też do mnie kultowa mascara SuperSchock - sprawdzona przed laty, będzie miała swój come back - oby udany.
Piszcie co znacie, co miałyście i czy się sprawdziło :) Pozdrawiam Was serdecznie :)
Etykiety:
avon,
bielenda,
denko,
dove,
eucerin,
green pharmacy,
koreańskie kosmetyki,
krem bb,
mizon,
organique,
oriflame,
polskie marki,
the face shop,
zakupy
poniedziałek, 16 września 2013
Kosmetyczna rozpusta cz. 1
Witam serdecznie w ten "uroczy" dzień spomiędzy chusteczek - ewidentnie zaczął się dla mnie sezon na przeziębienia :P Dopadł mnie katarek, więc siedzę w domu i staram się wszelkimi sposobami doprowadzić do porządku. Ale nie o tym chcę pisać ;)
W poprzednim poście napomknęłam o sporych (jak na mnie) zakupach i obiecałam, że pokażę nabytki. Zrobię to w 2 etapach, gdyż nie mam wszystkich nowych kosmetyków pod ręką - część z nich została już w Warszawie. Dzisiaj pochwalę się tymi, które mam na miejscu.
Pocieszcie mnie, że Wy też macie takie napady rozrzutności :/ Oczywiście niektóre z Was pewnie machną ręką, że "to jest nic" ale muszę się przyznać, że ja widzę wyraźnie po swojej szafce, że trochę przeginam. Jednak to nadal za mało, żeby mnie powstrzymać :P Niemniej, spróbuję w miarę logicznie uzasadnić każdy z zakupów.
Te dwa produkty przyleciały do mnie z Korei (a jakże). Urocze jabłuszko Tony Moly skrywa w sobie peeling enzymatyczny (Appletox Smooth Massage Peeling Cream). Powód zakupu: kończy mi się peeling mechaniczny Ziaji i chcę dla odmiany spróbować enzymatycznego.
Fioletowa buteleczka to One-Step BB Cleanser bardzo lubianej przeze mnie firmy The Face Shop. Powód zakupu: używam obecnie już tylko kremów BB, które wymagają dokładnego zmywania. Myjadło Face Shopu jest przeznaczone specjalnie do tego celu i ma bardzo dobre recenzje w necie.
Tutaj mamy tzw. wspomagacze oczyszczania twarzy ;) Po lewej mój nowy konjac z białą glinką od Misshy. Powód zakupu: zastąpi starą gąbeczkę, która się zużyła. Tym razem wybrałam inną wersję, jestem ciekawa czy będzie jakaś różnica pomiędzy nimi.
Szczoteczkę do twarzy For Your Beauty wypatrzyłam na promocji w warszawskim Rossmanie. Powód zakupu: naczytałam się o niej wiele dobrego. Jako maniaczka dokładnego oczyszczania twarzy (przy mojej cerze mieszanej ze skłonnością do niedoskonałości jest to kluczowa sprawa) nie mogłam odpuścić i w pewnym sensie byłam na nią "skazana" :P
Cukrowy peeling kozie mleko & lychee od Organique miałam okazję testować jakiś czas temu. Próbka starczyła mi na kilka użyć, w trakcie których zapragnęłam pełnowymiarowego opakowania. Zwlekałam z zakupem, bo ten peeling jest niestety dość drogi (przeszło 60 zł za 200 ml). Powód zakupu: primo, mój Bloom Essence jest na wykończeniu. Secundo, uwielbiam Organique :P
Mydełko glicerynowe o zapachu cytrynowym dostałam w prezencie "za pieczątki" - zostawiam na tyle dużo pieniędzy na stoisku Organique, że zasłużyłam na "dodatek od firmy" :P Najprawdopodobniej je komuś sprezentuję :)
Szampon nawilżający do włosów Alterra z granatem i aloesem to sprawdzony produkt - to już 3-cia kupiona przeze mnie butelka. Powód zakupu: szampon będzie mi służył w domu podczas weekendowych odwiedzin i dłuższych pobytów, np. z okazji świąt.
Tutaj celowym zakupem był tylko róż od Bell (nr 051). Powód zakupu: chęć "spróbowania" i oswojenia się z różem - to mój pierwszy ;)
Maseczka z aloesem od Vanedo i ta sterta próbek to standardowe gifty od mojego koreańskiego sprzedawcy ;) 4 x krem BB (2 x Skin79, Tony Moly i Skinfood) i jakiś lotion ;) Muszę się raz w sobie zebrać i potestować to wszystko, to powstawiam Wam mini-recki i swatche :)
Dotrwałyście do końca? :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
W poprzednim poście napomknęłam o sporych (jak na mnie) zakupach i obiecałam, że pokażę nabytki. Zrobię to w 2 etapach, gdyż nie mam wszystkich nowych kosmetyków pod ręką - część z nich została już w Warszawie. Dzisiaj pochwalę się tymi, które mam na miejscu.
Pocieszcie mnie, że Wy też macie takie napady rozrzutności :/ Oczywiście niektóre z Was pewnie machną ręką, że "to jest nic" ale muszę się przyznać, że ja widzę wyraźnie po swojej szafce, że trochę przeginam. Jednak to nadal za mało, żeby mnie powstrzymać :P Niemniej, spróbuję w miarę logicznie uzasadnić każdy z zakupów.
Te dwa produkty przyleciały do mnie z Korei (a jakże). Urocze jabłuszko Tony Moly skrywa w sobie peeling enzymatyczny (Appletox Smooth Massage Peeling Cream). Powód zakupu: kończy mi się peeling mechaniczny Ziaji i chcę dla odmiany spróbować enzymatycznego.
Fioletowa buteleczka to One-Step BB Cleanser bardzo lubianej przeze mnie firmy The Face Shop. Powód zakupu: używam obecnie już tylko kremów BB, które wymagają dokładnego zmywania. Myjadło Face Shopu jest przeznaczone specjalnie do tego celu i ma bardzo dobre recenzje w necie.
Tutaj mamy tzw. wspomagacze oczyszczania twarzy ;) Po lewej mój nowy konjac z białą glinką od Misshy. Powód zakupu: zastąpi starą gąbeczkę, która się zużyła. Tym razem wybrałam inną wersję, jestem ciekawa czy będzie jakaś różnica pomiędzy nimi.
Szczoteczkę do twarzy For Your Beauty wypatrzyłam na promocji w warszawskim Rossmanie. Powód zakupu: naczytałam się o niej wiele dobrego. Jako maniaczka dokładnego oczyszczania twarzy (przy mojej cerze mieszanej ze skłonnością do niedoskonałości jest to kluczowa sprawa) nie mogłam odpuścić i w pewnym sensie byłam na nią "skazana" :P
Cukrowy peeling kozie mleko & lychee od Organique miałam okazję testować jakiś czas temu. Próbka starczyła mi na kilka użyć, w trakcie których zapragnęłam pełnowymiarowego opakowania. Zwlekałam z zakupem, bo ten peeling jest niestety dość drogi (przeszło 60 zł za 200 ml). Powód zakupu: primo, mój Bloom Essence jest na wykończeniu. Secundo, uwielbiam Organique :P
Mydełko glicerynowe o zapachu cytrynowym dostałam w prezencie "za pieczątki" - zostawiam na tyle dużo pieniędzy na stoisku Organique, że zasłużyłam na "dodatek od firmy" :P Najprawdopodobniej je komuś sprezentuję :)
Szampon nawilżający do włosów Alterra z granatem i aloesem to sprawdzony produkt - to już 3-cia kupiona przeze mnie butelka. Powód zakupu: szampon będzie mi służył w domu podczas weekendowych odwiedzin i dłuższych pobytów, np. z okazji świąt.
Tutaj celowym zakupem był tylko róż od Bell (nr 051). Powód zakupu: chęć "spróbowania" i oswojenia się z różem - to mój pierwszy ;)
Maseczka z aloesem od Vanedo i ta sterta próbek to standardowe gifty od mojego koreańskiego sprzedawcy ;) 4 x krem BB (2 x Skin79, Tony Moly i Skinfood) i jakiś lotion ;) Muszę się raz w sobie zebrać i potestować to wszystko, to powstawiam Wam mini-recki i swatche :)
Dotrwałyście do końca? :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
Etykiety:
alterra,
bell,
for your beauty,
koreańskie kosmetyki,
makijaż,
missha,
organique,
polskie marki,
skin79,
skinfood,
the face shop,
tony moly,
vanedo,
zakupy
wtorek, 6 sierpnia 2013
Denko lipcowe
Hej :) Dzisiaj czas na małe podsumowanie lipcowych zużyć. Niestety znowu nie ma tego zbyt wiele, ale zawsze coś :P
Ciało & twarz
Od lewej:
Kolorówka & zapachy
Od lewej:
I to by było na tyle. Oby zużycia sierpniowe okazały się większe ;)
No właśnie. Łącznie mamy tu 10 pustych opakowań. I znowu, z powodu małej ilości, podział na "kategorie" będzie bardzo umowny.
Kąpiel & pielęgnacja dłoni/stóp
Od lewej:
- Luksja, płyn do kąpieli Caramel Waffel - przyjemny, ale nie tak dobry jak choćby wersja cytrynowa. Rozczarował mnie fakt, że cudowny zapach "rozmydlał się" po wlaniu płynu do wanny. Raczej nie kupię ponownie.
- Oriflame, żel pod prysznic z nawilżającym aloesem i arbuzem - dobry jakościowo, ładny zapach. Ale nie wiem, czy będę miała ochotę na powtórkę zamiast próbować innych :P Być może kupię ponownie.
- Avon Care, krem do rąk z gliceryną - bardzo dobry. Kupię ponownie.
- Oriflame, Feet Up, Aromatic Summer Foot Scrub - aromatyczny peeling do stóp - kolejny przyjemny kosmetyk ale w mojej ocenie nie należy on do niezbędnych. Raczej nie kupię ponownie.
Ciało & twarz
Od lewej:
- Organique, Anti-Allergic, masło do ciała - zdecydowanie jeden z lepszych produktów do ciała, jakie miałam okazję używać. Do powtórzenia :) Pisałam o nim obszerniej TUTAJ
- Tołpa, Planet of Nature, modelujący balsam do ciała - byłam z niego zadowolona i chętnie nabyła bym go ponownie. Ale tylko jeśli trafię na promocję :) Wtedy kupię go ponownie. A więcej informacji o tym produkcie znajdziecie TUTAJ
- SVR, Provegol, woda do demakijażu skóry wrażliwej - miniaturka micelka. Na tyle, na ile zdołałam go wykorzystać, mogę powiedzieć, że jest ok - dobrze zmywa i jest delikatny. Jednak z doświadczenia wiem, że produkty SVR nie są warte swoich wygórowanych cen, bo cudów nie czynią. Nie kupię pełnowymiarowej wersji.
- Tony Moly, Egg Pore Real Egg Jelly - fajny żel do twarzy, służył mi długo i z powodzeniem. Być może kupię ponownie. Pisałam o nim TUTAJ
Kolorówka & zapachy
Od lewej:
- Maybelline, Dream Matt Powder, puder prasowany w odcieniu #03 Golden Beige - to moje drugie opakowanie tego kosmetyku. Używałam go przez lata i byłam do niego bardzo przyzwyczajona. Niestety, z nieznanych mi przyczyn, od czasu gdy go ostatni raz kupowałam, jego cena poszła w górę niemal dwukrotnie - obecnie wynosi niemal 40 zł. Wg mnie jest to przegięcie. Dlatego z żalem, ale nie kupię go ponownie.
- Naomi Campbell, Cat Deluxe at Night, Eau de Toillete 50 ml - dostałam tę wodę w prezencie i byłam z niej bardzo zadowolona :) Piękny, owocowy zapach i duża wydajność. Z pewnością kiedyś kupię ponownie.
I to by było na tyle. Oby zużycia sierpniowe okazały się większe ;)
Etykiety:
avon,
denko,
kąpiel,
luksja,
makijaż,
maybelline,
naomi campbell,
organique,
oriflame,
pielęgnacja ciała,
pielęgnacja dłoni,
pielęgnacja skóry twarzy,
pielęgnacja stóp,
svr,
tołpa,
tony moly,
zapachy
poniedziałek, 15 lipca 2013
Pachnące nawilżenie z masłem Organique Anti-Allergic
I w dalszym ciągu pogoda beznadziejna :/ Wiem, że narzekam na to przy okazji niemal każdej notki ale naprawdę działa mi to na nerwy. Wakacje, człowiek chciałby sobie poleżeć pod chmurką a tymczasem siedzi w domu...
Dzisiaj chcę Wam pokazać mój absolutny hit jeśli chodzi o nawilżanie - masło do ciała Organique z linii Anti-Allergic.
Dzisiaj chcę Wam pokazać mój absolutny hit jeśli chodzi o nawilżanie - masło do ciała Organique z linii Anti-Allergic.
Dostałam ten przemiły produkt w prezencie kilka miesięcy temu. Sama zapewne nie zwróciłabym na niego uwagi, bo jest opisany jako "dla skóry wrażliwej" - a ja takowej raczej nie posiadam ;) Na szczęście trafił do mnie tak czy inaczej :)
Masełko jest zamknięte w metalowej puszce, typowej dla Organique. Po otwarciu czujemy śliczny, delikatny ale dosyć intensywny zapach kwiatowy - mi przywodzi na myśl magnolie. Konsystencja jest lekka i kremowa, dosyć zbita - masełko jest gęste i na pewno nie będzie nam ściekać z palców :) Wchłania się dosyć szybko, nie pozostawia widocznego filmu na skórze.
Najważniejsze: wspaniale i długotrwale nawilża skórę, sprawia, że jest jedwabiście gładka. Radzi sobie nawet z moją, nie ukrywajmy, zwykle dość szorstką skórą na łokciach - sprawia, że jest zmiękczona i miła w dotyku :) Jestem absolutnie zachwycona tym produktem. Nie podrażnia w żaden sposób, można spokojnie stosować po depilacji.
Wadą jest dość wysoka cena - ok. 40 zł i raczej niska wydajność (masełko szybko znika z puszki). Jednak przy tym działaniu wydaje mi się, że warto.
Jak widać na zdjęciu, moje masełko jest już niestety na wykończeniu. Przykro mi z tego powodu, bo bardzo je polubiłam... Będę musiała zainwestować w następne opakowanie :)
Jakie są Wasze ulubione nawilżacze? :) Co polecacie? :)
środa, 10 lipca 2013
Spóźnione denko czerwcowe
Hej :) Spieszę do Was z czerwcowym denkiem - wiem, późno... Tak się jednak złożyło, że w ostatnim tygodniu czerwca miałam przeprowadzkę i ogarnięcie wszystkich rzeczy zajęło mi sporo czasu. Potem bardzo mi się nie chciało, a potem okazało się, że leci drugi tydzień lipca ;)
Jak widać, nie ma tego niestety za dużo, w dodatku kilka próbek. Z kolorówki nie zużyłam w czerwcu nic - "winię" za to wyższe temperatury, które mocno stopują moje zapędy do makijażowych szaleństw i skłaniają do ascetyzmu :P
Ponieważ jest tego malutko, nie bawiłam się już w dzielenie na jakieś szczególne kategorie.
Od lewej:
Jak widać, nie ma tego niestety za dużo, w dodatku kilka próbek. Z kolorówki nie zużyłam w czerwcu nic - "winię" za to wyższe temperatury, które mocno stopują moje zapędy do makijażowych szaleństw i skłaniają do ascetyzmu :P
Ponieważ jest tego malutko, nie bawiłam się już w dzielenie na jakieś szczególne kategorie.
Od lewej:
- Avon Senses, Amore (wanilia, fiołek i piżmo), żel pod prysznic - dostałam go od mamy, niestety mnie nie zachwycił. Prawdę mówiąc nie przepadam za całą serią Senses - uważam te zapachy za mocno chemiczne i w większości przypadków mało atrakcyjne, chociaż niektóre są na pewno bardziej udane od innych. Ten tutaj w ogóle mi nie podpasował - jak dla mnie zwyczajnie śmierdział. Zużyłam go do masażu nóg na mokro i golenia :P Nie kupię ponownie.
- Alterra, szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych Granat i Aloes - to druga zużyta przeze mnie butelka :) Bardzo go lubię i kupię ponownie.
- Organique Energizing, szampon rewitalizujący z guaraną i papają - Nie kupię ponownie. Pisałam o nim obszerniej TUTAJ
- Organique, glinka ghassoul - bardzo lubię i na pewno kupię ponownie :) W swoim czasie napiszę o niej więcej, to bardzo fajna rzecz.
- Tony Moly, Egg Pore Blackhead Out Oil Gel - wygląda super, ale nie jest wart trudu importowania ;) Nie kupię ponownie. Możecie przeczytać o nim TUTAJ
- Alterra, balsam do ust z ekstraktem z rumianku - kupiony na szybko, ale dobrze mi służył. Zapach trochę nie taki, ale jakościowo dobry kosmetyk. Być może kupię kiedyś ponownie.
Tutaj mamy same próbki ;) Od lewej:
- Vichy, Purete Thermale, mleczko do demakijażu do skóry normalnej i mieszanej - ta próbka dużo przeszła, co widać po jej opakowaniu :P Służyła mi jako "awaryjna", noszona w kosmetyczce w torebce. Mleczko bardzo przypadło mi do gustu i chciałabym wersję pełnowymiarową :)
- Vichy, Aqualia Thermal Riche, nawilżający krem kojący i wzmacniający skórę o bogatej konsystencji - no właśnie, konsystencja jak na mój gust jest zbyt bogata :P Świeci mi się po nim twarz, dlatego nie kupię pełnowymiarowej wersji.
- Ziaja, Bio Olejki, Krem na dzień i na noc do skóry suchej, zmęczonej z olejkiem z awokado - pomimo, że to tylko próbka, to służyła mi całkiem długo. Krem jest bardzo treściwy i mocno nawilża. Fajny, ale to nie dla mojej skóry mieszanej ;) Nie kupię pełnowymiarowej wersji.
poniedziałek, 27 maja 2013
Włosomaniactwo cz. 2 - Jak rozczarował mnie szampon rewitalizujący z guaraną i papają Organique Energizing
Zdarza się, że nawet lubiana i sprawdzona przez nas firma sprawia nam zawód jakimś produktem. Tak było w przypadku moim i Organique - uwielbiam ich produkty i większość jestem gotowa kupić w ciemno. Niestety zdarzyło mi się "naciąć" - kilka miesięcy temu weszłam w posiadanie jednego z naturalnych szamponów do włosów. Co z tego wynikło? Zapraszam do lektury ;)
Szampon rewitalizujący z guaraną i papają Organique Energizing
Opis producenta
Naturalny szampon rewitalizujący nowej generacji, przeznaczony do pielęgnacji włosów szarych, matowych oraz przetłuszczających się u nasady i suchych na końcówkach. Kompozycja pobudzającej mikrokrążenie guarany i ekstraktu z owocu papai doskonale odświeża skórę głowy i stymuluje cebulki włosów. Dzięki wyciągowi z alg morskich, odbudowujących ceramidów i jedwabiu włosy odzyskują gładkość, stają się mocniejsze i pełne blasku.
Składniki aktywne: papaja, jedwab, betaina, gliceryna organiczna, olej z pestek winogron, pantenol, olej arganowy, ceramidy*
*źródło: http://www.organiquecosmetics.pl
Moje wrażenia
Musicie przyznać, że opis brzmi cudownie, a tzw. składniki aktywne bardzo kuszą. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że szampon z zasady nie może za wiele zdziałać - to przede wszystkim odżywki, maski, oleje pielęgnują włosy. Ale spodziewałam się po prostu dobrego szamponu, który dobrze oczyści włosy i nie zrobi im krzywdy. Ale po kolei.
Konsystencja jest bardzo rzadka i lejąca się - taka "woda". Na opakowaniu widnieje informacja, że produkt z racji naturalnego składu może być mętny i należy go wstrząsnąć przed użyciem. Po wstrząśnięciu szampon zwiększa swoją objętość, bo zaczyna się pienić. Niestety, nie jest wydajny - ponieważ przecieka przez palce, trzeba go całkiem sporo wylać z butelki, żeby w ogóle umyć włosy. Jak na szampon naturalny pieni się całkiem przyzwocie, chociaż oczywiście nie tak, jak drogeryjne produkty.
Zapach - specyficzny, dosyć intensywny i zostaje na włosach. Nie umiem powiedzieć, czy mi się podoba - po prostu mi nie przeszkadza. Myje dobrze, ale niestety trochę plącze włosy. Nie ma jakiejś tragedii, ale na pewno jest gorzej, niż po np. szamponach z Love2MIX Organic. Nie zmiękcza włosów, nie zaryzykowałabym umycia ich tylko tym szamponem bez nałożenia potem odżywki - obawiam się, że źle by się to skończyło.
Na wypadanie włosów nie ma wpływu - ani nie hamuje (czy to w ogóle możliwe), ani nie wzmaga. Odżywienia na swoich włosach po nim nie widzę, właściwie to raczej jest im chyba obojętny.
Niestety, ten szampon nie jest obojętny mojej skórze głowy :/ Po kilku użyciach zauważyłam wysuszenie i lekkie łuszczenie skóry przy linii włosów na czole - jest to ewidentnie sprawka tego szamponu, bo sprawdzałam to potem jeszcze kilkakrotnie. Prawdopodobnie coś z jego natualnego składu źle na mnie działa, być może lekko uczula.
Dlatego użyłam słowa "rozczarowanie" w tytule - miało być super, a jest mocno średnio... Nie mam zbyt wrażliwej skóry głowy, właściwie to drugi raz w życiu, gdy szampon spowodował u mnie negatywne objawy. Włosom nie szkodzi, ale co mi z tego w świetle powyższego... Dodatkowo boli cena - ok. 40 zł za tak mało wydajny produkt to zdecydowanie za dużo. Na szczęście zużyłam już prawie cały (zdjęcie robiłam kilka tygodni temu).
Nie chciałabym, żeby ktoś pomyślał, że zraziłam się do Organique - nic z tych rzeczy :) Nadal uważam, że marka jest fantastyczna. Wiem już po prostu, że ich szampony to akurat nie jest coś dla mnie. Ale mam zamiar zakupić w przyszłości którąś z ich masek do włosów, bo wieść niesie, że są rewelacyjne ;) A tymczasem uciekam i może w końcu pójdę podciąć te końcówki do fryzjera :P
Szampon rewitalizujący z guaraną i papają Organique Energizing
Opis producenta
Naturalny szampon rewitalizujący nowej generacji, przeznaczony do pielęgnacji włosów szarych, matowych oraz przetłuszczających się u nasady i suchych na końcówkach. Kompozycja pobudzającej mikrokrążenie guarany i ekstraktu z owocu papai doskonale odświeża skórę głowy i stymuluje cebulki włosów. Dzięki wyciągowi z alg morskich, odbudowujących ceramidów i jedwabiu włosy odzyskują gładkość, stają się mocniejsze i pełne blasku.
Składniki aktywne: papaja, jedwab, betaina, gliceryna organiczna, olej z pestek winogron, pantenol, olej arganowy, ceramidy*
*źródło: http://www.organiquecosmetics.pl
Moje wrażenia
Musicie przyznać, że opis brzmi cudownie, a tzw. składniki aktywne bardzo kuszą. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że szampon z zasady nie może za wiele zdziałać - to przede wszystkim odżywki, maski, oleje pielęgnują włosy. Ale spodziewałam się po prostu dobrego szamponu, który dobrze oczyści włosy i nie zrobi im krzywdy. Ale po kolei.
Konsystencja jest bardzo rzadka i lejąca się - taka "woda". Na opakowaniu widnieje informacja, że produkt z racji naturalnego składu może być mętny i należy go wstrząsnąć przed użyciem. Po wstrząśnięciu szampon zwiększa swoją objętość, bo zaczyna się pienić. Niestety, nie jest wydajny - ponieważ przecieka przez palce, trzeba go całkiem sporo wylać z butelki, żeby w ogóle umyć włosy. Jak na szampon naturalny pieni się całkiem przyzwocie, chociaż oczywiście nie tak, jak drogeryjne produkty.
Zapach - specyficzny, dosyć intensywny i zostaje na włosach. Nie umiem powiedzieć, czy mi się podoba - po prostu mi nie przeszkadza. Myje dobrze, ale niestety trochę plącze włosy. Nie ma jakiejś tragedii, ale na pewno jest gorzej, niż po np. szamponach z Love2MIX Organic. Nie zmiękcza włosów, nie zaryzykowałabym umycia ich tylko tym szamponem bez nałożenia potem odżywki - obawiam się, że źle by się to skończyło.
Na wypadanie włosów nie ma wpływu - ani nie hamuje (czy to w ogóle możliwe), ani nie wzmaga. Odżywienia na swoich włosach po nim nie widzę, właściwie to raczej jest im chyba obojętny.
Niestety, ten szampon nie jest obojętny mojej skórze głowy :/ Po kilku użyciach zauważyłam wysuszenie i lekkie łuszczenie skóry przy linii włosów na czole - jest to ewidentnie sprawka tego szamponu, bo sprawdzałam to potem jeszcze kilkakrotnie. Prawdopodobnie coś z jego natualnego składu źle na mnie działa, być może lekko uczula.
Dlatego użyłam słowa "rozczarowanie" w tytule - miało być super, a jest mocno średnio... Nie mam zbyt wrażliwej skóry głowy, właściwie to drugi raz w życiu, gdy szampon spowodował u mnie negatywne objawy. Włosom nie szkodzi, ale co mi z tego w świetle powyższego... Dodatkowo boli cena - ok. 40 zł za tak mało wydajny produkt to zdecydowanie za dużo. Na szczęście zużyłam już prawie cały (zdjęcie robiłam kilka tygodni temu).
Nie chciałabym, żeby ktoś pomyślał, że zraziłam się do Organique - nic z tych rzeczy :) Nadal uważam, że marka jest fantastyczna. Wiem już po prostu, że ich szampony to akurat nie jest coś dla mnie. Ale mam zamiar zakupić w przyszłości którąś z ich masek do włosów, bo wieść niesie, że są rewelacyjne ;) A tymczasem uciekam i może w końcu pójdę podciąć te końcówki do fryzjera :P
wtorek, 21 maja 2013
Bloom Essence - cukrowy peeling do ciała od Organique
Witam po krótkiej przerwie ;) Niestety ostatnimi czasy mam dużo rzeczy do załatwienia - zbliża się sesja i obrona, więc jest trochę stresu i biegania po bibliotekach/wydziałach/dziekanatach/etc. Dni mijają mi bardzo szybko, bo cały czas jestem czymś zajęta. Ale pomimo nawału pracy, każdego wieczoru zamykam się w łazience i robię sobie relaksującą kąpiel ;) Raz w tygodniu dodatkowo umila mi ją przemiły peeling do ciała z serii Bloom Essence firmy Organique, który Wam zaraz zaprezentuję.
Opis producenta
Regenerujący peeling cukrowy do ciała o przepięknym zapachu świeżych kwiatów. Masuje skórę, delikatnie pobudza mikrokrażenie, złuszcza i odświeża naskórek. Uelastycznia, wygładza i delikatnie natłuszcza skórę, a wyciągi roślinne pobudzają ją do odbudowy. Doskonała propozycja dla skóry wrażliwej i wymagającej szczególnej pielęgnacji.
Składniki aktywne: betaina, lilia wodna, japońska wiśnia, babka lancetowata, gliceryna organiczna*
*źródło: http://www.organiquecosmetics.pl
Moja ocena
Z Organique znam się od kilku miesięcy i bardzo cenię tę firmę za wspaniałe zapachy, naturalne składy i świetną jakość produktów. Nie inaczej jest z tym peelingiem.
Opakowanie typowe dla Organique - ascetyczny słoiczek, przeźroczysty więc dokładnie widać ubytek produktu. Peeling ma przyjemną, zbitą konsystencję. Pachnie oszałamiająco - słodko i kwiatowo :) Bardzo dobrze ściera, nie drapiąc przy tym skóry. Pozostawia skórę nawilżoną, pokrytą śliską warstewką - brzmi to może źle ale jest w efekcie bardzo przyjemne, bo skóra jest gładka i nie trzeba aplikować na nią balsamu. Wydajność całkiem przyzwoita, więc cena (ok. 40 zł) jest do przełknięcia. Nie brudzi wanny, całkowicie rozpuszcza się w wodzie.
Cóż mogę powiedzieć - jestem bardzo zadowolona z tego produktu i chętnie kupię go ponownie :) Lepszego peelingu naprawdę nie miałam - większość tych drogeryjnych jest taka sztuczna i drapiąca, lubią osadzać się na wannie. Tutaj nic takiego się nie dzieje, kosmetyk naprawdę dobrze pielęgnuje moją skórę.
Na koniec mam pytanie do Was. Zaczął się sezon na opalanie i tak jak zapewne większość z Was, rozpoczęłam już "pogoń" za słoneczkiem :) Ostatnio zastanawiałam się, jak ma się peeling do opalenizny - czy powoduje jej zmniejszenie czy też wręcz przeciwnie? Na forach kosmetycznych i różnych stronkach można znaleźć obie opinie. Osobiście skłaniam się ku temu, że peeling nie ściera, a pomaga wyrównać koloryt skóry i uwidacznia opaleniznę, która jest w głębszych warstwach skóry.
Jak się na to zapatrujecie? Peelingujecie się w okresie letnim tak samo często czy jednak ograniczacie? :)
Opis producenta
Regenerujący peeling cukrowy do ciała o przepięknym zapachu świeżych kwiatów. Masuje skórę, delikatnie pobudza mikrokrażenie, złuszcza i odświeża naskórek. Uelastycznia, wygładza i delikatnie natłuszcza skórę, a wyciągi roślinne pobudzają ją do odbudowy. Doskonała propozycja dla skóry wrażliwej i wymagającej szczególnej pielęgnacji.
Składniki aktywne: betaina, lilia wodna, japońska wiśnia, babka lancetowata, gliceryna organiczna*
*źródło: http://www.organiquecosmetics.pl
Moja ocena
Z Organique znam się od kilku miesięcy i bardzo cenię tę firmę za wspaniałe zapachy, naturalne składy i świetną jakość produktów. Nie inaczej jest z tym peelingiem.
Opakowanie typowe dla Organique - ascetyczny słoiczek, przeźroczysty więc dokładnie widać ubytek produktu. Peeling ma przyjemną, zbitą konsystencję. Pachnie oszałamiająco - słodko i kwiatowo :) Bardzo dobrze ściera, nie drapiąc przy tym skóry. Pozostawia skórę nawilżoną, pokrytą śliską warstewką - brzmi to może źle ale jest w efekcie bardzo przyjemne, bo skóra jest gładka i nie trzeba aplikować na nią balsamu. Wydajność całkiem przyzwoita, więc cena (ok. 40 zł) jest do przełknięcia. Nie brudzi wanny, całkowicie rozpuszcza się w wodzie.
Cóż mogę powiedzieć - jestem bardzo zadowolona z tego produktu i chętnie kupię go ponownie :) Lepszego peelingu naprawdę nie miałam - większość tych drogeryjnych jest taka sztuczna i drapiąca, lubią osadzać się na wannie. Tutaj nic takiego się nie dzieje, kosmetyk naprawdę dobrze pielęgnuje moją skórę.
Na koniec mam pytanie do Was. Zaczął się sezon na opalanie i tak jak zapewne większość z Was, rozpoczęłam już "pogoń" za słoneczkiem :) Ostatnio zastanawiałam się, jak ma się peeling do opalenizny - czy powoduje jej zmniejszenie czy też wręcz przeciwnie? Na forach kosmetycznych i różnych stronkach można znaleźć obie opinie. Osobiście skłaniam się ku temu, że peeling nie ściera, a pomaga wyrównać koloryt skóry i uwidacznia opaleniznę, która jest w głębszych warstwach skóry.
Jak się na to zapatrujecie? Peelingujecie się w okresie letnim tak samo często czy jednak ograniczacie? :)
środa, 15 maja 2013
Majowe zakupy - nowości w moim kosmetycznym arsenale :)
Hej :) Dzisiaj na szybko, bo czas mnie goni a liczba spraw do załatwienia spora ;) Ale zdążę pochwalić się na szybko najnowszymi zakupami ^^
Zakup niektórych rzeczy był koniecznością, a część to zwykły kaprys ;) Nie ma tego bardzo dużo, ale po kolei.
Pielęgnacja skóry twarzy
Pielęgnacja skóry twarzy
Od lewej:
1. Białe pudełeczko zawiera w sobie zieloną glinkę od Organique - w obawie przed rozsypaniem, zabezpieczyłam ją dodatkowo folią i recepturką :P Zakup był impulsem, bo kończy mi się glinka ghassoul z tego samego źródła i postanowiłam postawić tym razem na coś silniejszego.
2. Mój ukochany od jakiegoś czasu tonik do cery tłustej i trądzikowej firmy Fitomed. Śmiesznie tani (niecałe 9 zł), za to super odświeża i oczyszcza moją buzię :) To moja druga buteleczka, zakupiona w sklepie zielarskim ^^
3. Prosto z Korei - żel do mycia twarzy Etude House Baking Powder Pore Cleansing Foam. Zawiera proszek do pieczenia (tak, dobrze czytacie) i ma mi dobrze oczyszczać twarz. Zobaczymy :D
4. Po raz pierwszy w mojej kosmetyczce - dwufazowy płyn do demakijażu Bawełna od Bielendy. Zastąpi Garniera, który ostatnio przestał mi się podobać (na szczęście się kończy). Oby z dobrym skutkiem.
Pielęgnacja ciała, włosów i depilacja
Od lewej:
1. Popularne plastry z woskiem do depilacji włosów na twarzy Joanna. Sprawdzone, skuteczne i tanie (w promocji niecałe 7 zł) no i starczą na długo. Lubię i używam z powodzeniem od prawie roku.
2. Szampon nawilżający Love2MIX Organix - jagody acai i ekstrakt z perły. Mam nadzieję, że okaże się równie dobry, co jego mangowy brat :)
3. Dla przyjemności - płyn do kąpieli Luksja Caramel waffel. Skusił mnie obłędny zapach :) Miałam już wersję czekoladową i ciasto cytrynowe, pora na karmel :D
Kolorówka
Od lewej:
1. Nowy koreański krem BB do kolekcji :) Elisha Coy Premium Gold Mineral BB - na razie tylko miniaturka (15 ml), bo pełna wersja kremu jest dosyć droga (ponad 26$) i szkoda mi było ryzykować w ciemno. Wybrałam ten krem bo bardzo długim researchu internetowym i jestem bardzo ciekawa, czy mnie zadowoli.
2. Na koniec drobiazg z Avonu - diamentowa konturówka do oczu w kolorze śliwkowym. Wypróbowałam ją kilka dni temu w Juwenalia i muszę powiedzieć, że naprawdę daje radę - wytrzymała moje szaleństwa i ani trochę się nie rozmazała :D
Przepraszam za ewentualne błędy, ale muszę już uciekać ;) Co Wam się najbardziej podoba z tych zakupów? :) Miałyście coś? :)
Etykiety:
avon,
bielenda,
elisha coy,
etude house,
fitomed,
joanna,
koreańskie kosmetyki,
krem bb,
love2mix organic,
luksja,
organique,
personalne,
pervoe reshenie,
polskie marki,
rosyjskie kosmetyki,
zakupy
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































