Nowy Rok na blogu zaczynam od domknięcia tematu kosmetycznych zużyć z 2014 - do rozliczenia pozostał grudzień. Nie ma tego wiele, ale zawsze coś :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skin79. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skin79. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 4 stycznia 2015
poniedziałek, 7 lipca 2014
Spóźnione denko czerwcowe
I znowu przegapiłam moment na prezentację denka >_< Trochę dużo się działo (jak zwykle) i narobiłam sobie blogowych zaległości.
W czerwcu nie zużyłam zbyt wielu kosmetyków, sporo opakowań mam wciąż na wykończeniu i pewnie zdenkuję je w bieżącym miesiącu. Jeśli chodzi o pełnowymiarowe produkty, to wygląda to tak:
W czerwcu nie zużyłam zbyt wielu kosmetyków, sporo opakowań mam wciąż na wykończeniu i pewnie zdenkuję je w bieżącym miesiącu. Jeśli chodzi o pełnowymiarowe produkty, to wygląda to tak:
poniedziałek, 16 września 2013
Kosmetyczna rozpusta cz. 1
Witam serdecznie w ten "uroczy" dzień spomiędzy chusteczek - ewidentnie zaczął się dla mnie sezon na przeziębienia :P Dopadł mnie katarek, więc siedzę w domu i staram się wszelkimi sposobami doprowadzić do porządku. Ale nie o tym chcę pisać ;)
W poprzednim poście napomknęłam o sporych (jak na mnie) zakupach i obiecałam, że pokażę nabytki. Zrobię to w 2 etapach, gdyż nie mam wszystkich nowych kosmetyków pod ręką - część z nich została już w Warszawie. Dzisiaj pochwalę się tymi, które mam na miejscu.
Pocieszcie mnie, że Wy też macie takie napady rozrzutności :/ Oczywiście niektóre z Was pewnie machną ręką, że "to jest nic" ale muszę się przyznać, że ja widzę wyraźnie po swojej szafce, że trochę przeginam. Jednak to nadal za mało, żeby mnie powstrzymać :P Niemniej, spróbuję w miarę logicznie uzasadnić każdy z zakupów.
Te dwa produkty przyleciały do mnie z Korei (a jakże). Urocze jabłuszko Tony Moly skrywa w sobie peeling enzymatyczny (Appletox Smooth Massage Peeling Cream). Powód zakupu: kończy mi się peeling mechaniczny Ziaji i chcę dla odmiany spróbować enzymatycznego.
Fioletowa buteleczka to One-Step BB Cleanser bardzo lubianej przeze mnie firmy The Face Shop. Powód zakupu: używam obecnie już tylko kremów BB, które wymagają dokładnego zmywania. Myjadło Face Shopu jest przeznaczone specjalnie do tego celu i ma bardzo dobre recenzje w necie.
Tutaj mamy tzw. wspomagacze oczyszczania twarzy ;) Po lewej mój nowy konjac z białą glinką od Misshy. Powód zakupu: zastąpi starą gąbeczkę, która się zużyła. Tym razem wybrałam inną wersję, jestem ciekawa czy będzie jakaś różnica pomiędzy nimi.
Szczoteczkę do twarzy For Your Beauty wypatrzyłam na promocji w warszawskim Rossmanie. Powód zakupu: naczytałam się o niej wiele dobrego. Jako maniaczka dokładnego oczyszczania twarzy (przy mojej cerze mieszanej ze skłonnością do niedoskonałości jest to kluczowa sprawa) nie mogłam odpuścić i w pewnym sensie byłam na nią "skazana" :P
Cukrowy peeling kozie mleko & lychee od Organique miałam okazję testować jakiś czas temu. Próbka starczyła mi na kilka użyć, w trakcie których zapragnęłam pełnowymiarowego opakowania. Zwlekałam z zakupem, bo ten peeling jest niestety dość drogi (przeszło 60 zł za 200 ml). Powód zakupu: primo, mój Bloom Essence jest na wykończeniu. Secundo, uwielbiam Organique :P
Mydełko glicerynowe o zapachu cytrynowym dostałam w prezencie "za pieczątki" - zostawiam na tyle dużo pieniędzy na stoisku Organique, że zasłużyłam na "dodatek od firmy" :P Najprawdopodobniej je komuś sprezentuję :)
Szampon nawilżający do włosów Alterra z granatem i aloesem to sprawdzony produkt - to już 3-cia kupiona przeze mnie butelka. Powód zakupu: szampon będzie mi służył w domu podczas weekendowych odwiedzin i dłuższych pobytów, np. z okazji świąt.
Tutaj celowym zakupem był tylko róż od Bell (nr 051). Powód zakupu: chęć "spróbowania" i oswojenia się z różem - to mój pierwszy ;)
Maseczka z aloesem od Vanedo i ta sterta próbek to standardowe gifty od mojego koreańskiego sprzedawcy ;) 4 x krem BB (2 x Skin79, Tony Moly i Skinfood) i jakiś lotion ;) Muszę się raz w sobie zebrać i potestować to wszystko, to powstawiam Wam mini-recki i swatche :)
Dotrwałyście do końca? :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
W poprzednim poście napomknęłam o sporych (jak na mnie) zakupach i obiecałam, że pokażę nabytki. Zrobię to w 2 etapach, gdyż nie mam wszystkich nowych kosmetyków pod ręką - część z nich została już w Warszawie. Dzisiaj pochwalę się tymi, które mam na miejscu.
Pocieszcie mnie, że Wy też macie takie napady rozrzutności :/ Oczywiście niektóre z Was pewnie machną ręką, że "to jest nic" ale muszę się przyznać, że ja widzę wyraźnie po swojej szafce, że trochę przeginam. Jednak to nadal za mało, żeby mnie powstrzymać :P Niemniej, spróbuję w miarę logicznie uzasadnić każdy z zakupów.
Te dwa produkty przyleciały do mnie z Korei (a jakże). Urocze jabłuszko Tony Moly skrywa w sobie peeling enzymatyczny (Appletox Smooth Massage Peeling Cream). Powód zakupu: kończy mi się peeling mechaniczny Ziaji i chcę dla odmiany spróbować enzymatycznego.
Fioletowa buteleczka to One-Step BB Cleanser bardzo lubianej przeze mnie firmy The Face Shop. Powód zakupu: używam obecnie już tylko kremów BB, które wymagają dokładnego zmywania. Myjadło Face Shopu jest przeznaczone specjalnie do tego celu i ma bardzo dobre recenzje w necie.
Tutaj mamy tzw. wspomagacze oczyszczania twarzy ;) Po lewej mój nowy konjac z białą glinką od Misshy. Powód zakupu: zastąpi starą gąbeczkę, która się zużyła. Tym razem wybrałam inną wersję, jestem ciekawa czy będzie jakaś różnica pomiędzy nimi.
Szczoteczkę do twarzy For Your Beauty wypatrzyłam na promocji w warszawskim Rossmanie. Powód zakupu: naczytałam się o niej wiele dobrego. Jako maniaczka dokładnego oczyszczania twarzy (przy mojej cerze mieszanej ze skłonnością do niedoskonałości jest to kluczowa sprawa) nie mogłam odpuścić i w pewnym sensie byłam na nią "skazana" :P
Cukrowy peeling kozie mleko & lychee od Organique miałam okazję testować jakiś czas temu. Próbka starczyła mi na kilka użyć, w trakcie których zapragnęłam pełnowymiarowego opakowania. Zwlekałam z zakupem, bo ten peeling jest niestety dość drogi (przeszło 60 zł za 200 ml). Powód zakupu: primo, mój Bloom Essence jest na wykończeniu. Secundo, uwielbiam Organique :P
Mydełko glicerynowe o zapachu cytrynowym dostałam w prezencie "za pieczątki" - zostawiam na tyle dużo pieniędzy na stoisku Organique, że zasłużyłam na "dodatek od firmy" :P Najprawdopodobniej je komuś sprezentuję :)
Szampon nawilżający do włosów Alterra z granatem i aloesem to sprawdzony produkt - to już 3-cia kupiona przeze mnie butelka. Powód zakupu: szampon będzie mi służył w domu podczas weekendowych odwiedzin i dłuższych pobytów, np. z okazji świąt.
Tutaj celowym zakupem był tylko róż od Bell (nr 051). Powód zakupu: chęć "spróbowania" i oswojenia się z różem - to mój pierwszy ;)
Maseczka z aloesem od Vanedo i ta sterta próbek to standardowe gifty od mojego koreańskiego sprzedawcy ;) 4 x krem BB (2 x Skin79, Tony Moly i Skinfood) i jakiś lotion ;) Muszę się raz w sobie zebrać i potestować to wszystko, to powstawiam Wam mini-recki i swatche :)
Dotrwałyście do końca? :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
Etykiety:
alterra,
bell,
for your beauty,
koreańskie kosmetyki,
makijaż,
missha,
organique,
polskie marki,
skin79,
skinfood,
the face shop,
tony moly,
vanedo,
zakupy
wtorek, 23 kwietnia 2013
Poranna dostawa drobiazgów z Korei :)
To nic nadzwyczajnego ale uwielbiam odbierać przesyłki :) Dzisiaj obudził mnie dzwonek do drzwi, więc potargana zwlokłam się z łóżka otworzyć. Pan listonosz dostarczył mi paczuszkę z Korei :D
Paczuszka naprawdę nieduża, ale jej zawartość urocza jak zawsze :) Oto, co w niej było:
Zamówiłam sobie tym razem coś niecoś z kosmetyków kolorowych i jak zwykle dostałam też kilka próbek.
Pudełeczko nr 1 to Oil Queen Cotton Powder firmy Holika Holika - mój pierwszy zakup tej marki.
Mój standardowy puder Maybelline jest na wykończeniu, a jego aktualna, mocno podniesiona cena ostatnio nieprzyjemnie mnie zaskoczyła co zaskutkowało fochem :P Napatoczyło mi się za to urocze pudełeczko Holika Holika, które skwapliwie zamówiłam ;) Cała seria Oil Queen ma całkiem dobre recenzje na zagranicznych blogach i mam nadzieję, że się sprawdzi na mojej mieszanej cerze ze skłonnością do świecenia w strefie T.
Pudełeczko nr 2 zawiera w sobie korektor, a dokładnie Baby Doll Pot Concealer #1 Light Beige, znanej mi już firmy Tony Moly, której kilka produktów mam na półce w łazience i na pewno w przyszłości o nich napiszę. Zakup korektora był aktem rozpaczy - ostatnio miałam spore problemy z cerą i pewne trudności z doprowadzeniem jej do przyzwoitego wyglądu. Teraz jest, odpukać, o wiele lepiej ale uznałam, że korektor tak czy siak się przyda na takie podbramkowe sytuacje. Wybrałam Tony Moly z podobnego powodu co puder Holika Holika - dużo pozytywnych recenzji na blogach i zachęcające zdjęcia wykonane przez blogerki :)
Jeszcze próbki :) Jak widać 2x krem BB: Skinfood Platinum Grape Cell Essential i Skin79 Oriental Shining Pearl Plus- tych jeszcze nie próbowałam. Jedną próbkę Sue Hydrating Gel od Skin79 już mam, doszła druga więc mam troszeczkę więcej materiału do testowania ;)
Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzą się puder i korektor :) Gdy tylko wypróbuję i dokonam oceny, niezwłocznie napiszę co i jak.
Paczuszka naprawdę nieduża, ale jej zawartość urocza jak zawsze :) Oto, co w niej było:
Zamówiłam sobie tym razem coś niecoś z kosmetyków kolorowych i jak zwykle dostałam też kilka próbek.
Pudełeczko nr 1 to Oil Queen Cotton Powder firmy Holika Holika - mój pierwszy zakup tej marki.
Mój standardowy puder Maybelline jest na wykończeniu, a jego aktualna, mocno podniesiona cena ostatnio nieprzyjemnie mnie zaskoczyła co zaskutkowało fochem :P Napatoczyło mi się za to urocze pudełeczko Holika Holika, które skwapliwie zamówiłam ;) Cała seria Oil Queen ma całkiem dobre recenzje na zagranicznych blogach i mam nadzieję, że się sprawdzi na mojej mieszanej cerze ze skłonnością do świecenia w strefie T.
Pudełeczko nr 2 zawiera w sobie korektor, a dokładnie Baby Doll Pot Concealer #1 Light Beige, znanej mi już firmy Tony Moly, której kilka produktów mam na półce w łazience i na pewno w przyszłości o nich napiszę. Zakup korektora był aktem rozpaczy - ostatnio miałam spore problemy z cerą i pewne trudności z doprowadzeniem jej do przyzwoitego wyglądu. Teraz jest, odpukać, o wiele lepiej ale uznałam, że korektor tak czy siak się przyda na takie podbramkowe sytuacje. Wybrałam Tony Moly z podobnego powodu co puder Holika Holika - dużo pozytywnych recenzji na blogach i zachęcające zdjęcia wykonane przez blogerki :)
Jeszcze próbki :) Jak widać 2x krem BB: Skinfood Platinum Grape Cell Essential i Skin79 Oriental Shining Pearl Plus- tych jeszcze nie próbowałam. Jedną próbkę Sue Hydrating Gel od Skin79 już mam, doszła druga więc mam troszeczkę więcej materiału do testowania ;)
Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzą się puder i korektor :) Gdy tylko wypróbuję i dokonam oceny, niezwłocznie napiszę co i jak.
sobota, 20 kwietnia 2013
SKIN79 Snail Nutrition BB Cream SPF45 PA+++
Kremami BB zainteresowałam się niecały rok temu. Naczytałam się oczywiście, jaką są wspaniałą alternatywą dla podkładu i jak pielęgnują skórę. Nie było takiej możliwości, żebym nie spróbowała :P
Prezentowany dzisiaj "ślimaczkowy" krem BB jest produktem jednego z najpopularniejszych koreańskich producentów tego typu kosmetyków - SKIN79. Dostałam go w prezencie na urodziny od stryjka.
Podejrzewam, że niektóre z Was może zniechęcać zawartość ekstraktu z wydzieliny ślimaka, ale mnie to osobiście w ogóle nie zraża ;) Wręcz przeciwnie, po przeczytaniu wielu pochlebnych opinii na temat działania tej substancji na skórę nie mogłam się doczekać, aż sama spróbuję! Co z tego entuzjazmu zostało, przeczytacie pod koniec notki.
Opis producenta
Silnie odżywiający i regenerujący krem BB zawdzięcza swoje właściwości zawartemu w sobie ekstraktowi z wydzieliny ślimaka koreańskiego. 45% ekstrakt z wydzieliny ślimaka koreańskiego sprawia, że skóra staje się gładka, a jej struktura ujednolicona. Krem chroni cerę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, odżywia i zatrzymuje wilgoć w głębszych warstwach skóry, opóźniając w ten sposób proces starzenia.*
*opis produktu ze strony http://www.alledrogeria.pl
Jak widzicie, same wspaniałości. Ponadto producent obiecuje:
- rozjaśnienie i wybielenie cery
- ujednolicony kolor
- działanie przeciwzmarszczkowe
- nawilżenie i wygładzenie
- ochronę przed promieniowaniem UVA/UVB
Jak to wygląda w rzeczywistości
Jak widać na zdjęciach, pojemniczek z kremem jest zapakowany w złote, kartonowe pudełeczko z wytłoczonymi literami. Sam pojemniczek jest wykonany z plastiku, ma wygodną w użyciu pompkę, która w zależności od siły nacisku dozuje odpowiednią ilość kremu. Stylistyka opakowania jest charakterystyczna dla azjatyckich produktów - niby elegancka, ale na granicy kiczu, mnie się osobiście podoba :)
Krem po wyciśnięciu ma szokująco ciemny, szarawy kolor, który zmienia się zaraz po aplikacji. Nakłada się bardzo wygodnie, ma spory poślizg i wyważoną konsystencję: nie jest ani zbyt wodnisty, ani zbyt gęsty.
Po wklepaniu trochę się wystraszyłam - moja buzia nabrała bardzo różowego odcienia! Biorąc pod uwagę, że mam raczej żółtawy odcień cery, w pierwszej chwili wyglądało to dramatycznie. Po kilku minutach krem zaczyna zmieniać kolor i dopasowywać się do cery. Ostateczny efekt jest całkiem znośny, jednak obawiam się, że tonacja w dalszym ciągu nie jest dla mnie najodpowiedniejsza.
Poniżej wstawiam zdjęcia, na których widać fragment mojej twarzy i szyi (na szyi nie mam nałożone nic) ok. 3 godziny po nałożeniu kremu i przypudrowaniu Maybelline Dream Matt Powder w odcieniu 03. Ostatnie zdjęcie z fleszem.
Wbrew temu, co widać na zdjęciach w rzeczywistości w sztucznym świetle nie ma specjalnej różnicy między twarzą, a szyją i dekoltem. Gorzej jest w świetle dziennym, kolor twarzy trochę się odcina, chociaż moim zdaniem w stopniu akceptowalnym (wiadomo, że twarz zawsze jest troszkę ciemniejsza od szyi).
Pomijając kwestię koloru, krem bardzo mi się spodobał. Przede wszystkim cudownie stapia się ze skórą, bez tworzenia smug. Jest bardzo delikatny, w ogóle nie czuć go na twarzy. Bardzo ładnie zakrywa pory, wyrównuje koloryt. Krycie oceniłabym jako zadowalające - spokojnie zakryje lekkie zaczerwienienia i drobniejsze niedoskonałości. Skóra jest rozjaśniona, ale nie przesadnie świecąca - tzw. glow nie jest zbyt drastyczny, poza tym spokojnie można nałożyć na niego puder, co i ja uczyniłam.
Czy pielęgnuje skórę? Myślę, że tak! Po zmyciu produktu cera jest nawilżona, rozjaśniona i wygląda zdrowo. Nie wypowiem się na razie odnośnie działania na niedoskonałości (które "ślimaczek" powinien tępić), ponieważ używam go zbyt krótko. Gdy tylko zaobserwuję coś w tej kwestii, na pewno dam znać.
Dla dociekliwych wrzucam jeszcze zdjęcie ze składem kremu (jest taki długi, że nie mam ochoty go przepisywać :P).
Podsumowanie
Krem zdecydowanie przypadł mi do gustu pomimo faktu, że najwyraźniej nie jest stworzony dla mojej karnacji. Mam cichą nadzieję, że może gdy się nieco opalę, to ta różnica twarz-szyja trochę się wyrówna. Jeśli nie, to będę jeszcze kombinowała, bo zdecydowanie zbyt podoba mi się działanie tego kremu, żeby tak łatwo z niego rezygnować :P
Mogę go spokojnie polecić:
- osobom o jasnej karnacji z różowymi tonami
- osobom z cerą mieszaną (sama mam taką i się sprawdza) bądź suchą (kremik nawilża)
- osobom z drobnymi niedoskonałościami cery
Mam nadzieję, że recenzja jest wystarczająco szczegółowa :) Wszelkie uwagi mile widziane.
Prezentowany dzisiaj "ślimaczkowy" krem BB jest produktem jednego z najpopularniejszych koreańskich producentów tego typu kosmetyków - SKIN79. Dostałam go w prezencie na urodziny od stryjka.
Podejrzewam, że niektóre z Was może zniechęcać zawartość ekstraktu z wydzieliny ślimaka, ale mnie to osobiście w ogóle nie zraża ;) Wręcz przeciwnie, po przeczytaniu wielu pochlebnych opinii na temat działania tej substancji na skórę nie mogłam się doczekać, aż sama spróbuję! Co z tego entuzjazmu zostało, przeczytacie pod koniec notki.
Opis producenta
Silnie odżywiający i regenerujący krem BB zawdzięcza swoje właściwości zawartemu w sobie ekstraktowi z wydzieliny ślimaka koreańskiego. 45% ekstrakt z wydzieliny ślimaka koreańskiego sprawia, że skóra staje się gładka, a jej struktura ujednolicona. Krem chroni cerę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, odżywia i zatrzymuje wilgoć w głębszych warstwach skóry, opóźniając w ten sposób proces starzenia.*
*opis produktu ze strony http://www.alledrogeria.pl
Jak widzicie, same wspaniałości. Ponadto producent obiecuje:
- rozjaśnienie i wybielenie cery
- ujednolicony kolor
- działanie przeciwzmarszczkowe
- nawilżenie i wygładzenie
- ochronę przed promieniowaniem UVA/UVB
Jak to wygląda w rzeczywistości
Jak widać na zdjęciach, pojemniczek z kremem jest zapakowany w złote, kartonowe pudełeczko z wytłoczonymi literami. Sam pojemniczek jest wykonany z plastiku, ma wygodną w użyciu pompkę, która w zależności od siły nacisku dozuje odpowiednią ilość kremu. Stylistyka opakowania jest charakterystyczna dla azjatyckich produktów - niby elegancka, ale na granicy kiczu, mnie się osobiście podoba :)
Krem po wyciśnięciu ma szokująco ciemny, szarawy kolor, który zmienia się zaraz po aplikacji. Nakłada się bardzo wygodnie, ma spory poślizg i wyważoną konsystencję: nie jest ani zbyt wodnisty, ani zbyt gęsty.
Po wklepaniu trochę się wystraszyłam - moja buzia nabrała bardzo różowego odcienia! Biorąc pod uwagę, że mam raczej żółtawy odcień cery, w pierwszej chwili wyglądało to dramatycznie. Po kilku minutach krem zaczyna zmieniać kolor i dopasowywać się do cery. Ostateczny efekt jest całkiem znośny, jednak obawiam się, że tonacja w dalszym ciągu nie jest dla mnie najodpowiedniejsza.
Poniżej wstawiam zdjęcia, na których widać fragment mojej twarzy i szyi (na szyi nie mam nałożone nic) ok. 3 godziny po nałożeniu kremu i przypudrowaniu Maybelline Dream Matt Powder w odcieniu 03. Ostatnie zdjęcie z fleszem.
Wbrew temu, co widać na zdjęciach w rzeczywistości w sztucznym świetle nie ma specjalnej różnicy między twarzą, a szyją i dekoltem. Gorzej jest w świetle dziennym, kolor twarzy trochę się odcina, chociaż moim zdaniem w stopniu akceptowalnym (wiadomo, że twarz zawsze jest troszkę ciemniejsza od szyi).
Pomijając kwestię koloru, krem bardzo mi się spodobał. Przede wszystkim cudownie stapia się ze skórą, bez tworzenia smug. Jest bardzo delikatny, w ogóle nie czuć go na twarzy. Bardzo ładnie zakrywa pory, wyrównuje koloryt. Krycie oceniłabym jako zadowalające - spokojnie zakryje lekkie zaczerwienienia i drobniejsze niedoskonałości. Skóra jest rozjaśniona, ale nie przesadnie świecąca - tzw. glow nie jest zbyt drastyczny, poza tym spokojnie można nałożyć na niego puder, co i ja uczyniłam.
Czy pielęgnuje skórę? Myślę, że tak! Po zmyciu produktu cera jest nawilżona, rozjaśniona i wygląda zdrowo. Nie wypowiem się na razie odnośnie działania na niedoskonałości (które "ślimaczek" powinien tępić), ponieważ używam go zbyt krótko. Gdy tylko zaobserwuję coś w tej kwestii, na pewno dam znać.
Dla dociekliwych wrzucam jeszcze zdjęcie ze składem kremu (jest taki długi, że nie mam ochoty go przepisywać :P).
Podsumowanie
Krem zdecydowanie przypadł mi do gustu pomimo faktu, że najwyraźniej nie jest stworzony dla mojej karnacji. Mam cichą nadzieję, że może gdy się nieco opalę, to ta różnica twarz-szyja trochę się wyrówna. Jeśli nie, to będę jeszcze kombinowała, bo zdecydowanie zbyt podoba mi się działanie tego kremu, żeby tak łatwo z niego rezygnować :P
Mogę go spokojnie polecić:
- osobom o jasnej karnacji z różowymi tonami
- osobom z cerą mieszaną (sama mam taką i się sprawdza) bądź suchą (kremik nawilża)
- osobom z drobnymi niedoskonałościami cery
Mam nadzieję, że recenzja jest wystarczająco szczegółowa :) Wszelkie uwagi mile widziane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















