poniedziałek, 24 listopada 2014

Magnitone - prosto z UK

Czy to już Święta? Wiem, wiem, że jeszcze "trochę" (co też jest bardzo subiektywnym określeniem), ale zadaję to głupawe pytanie, bo właśnie tak się poczułam przedwczoraj. Szczerze mówiąc, czuję się tak w dalszym ciągu ;)

Te z Was, które w miarę regularnie podczytują mojego bloga, na pewno zauważyły, że zamieszczam sporo recenzji kosmetyków Dr. Organic. Ma to swoje proste uzasadnienie - mam w Wielkiej Brytanii krewnego, który odwiedza mnie kilka razy w roku i za każdym razem przywozi mi coś, co w Polsce jest trudno dostępne/droższe. Zazwyczaj są to właśnie (skądinąd świetne) produkty Dr. Organic, bo moja kosmetyczna mania nie jest dla nikogo w rodzinie tajemnicą (mawiają pieszczotliwie, żem pudernica). Ale tym razem dostałam coś absolutnie GENIALNEGO.

Która z Was nie marzyła o szczoteczce sonicznej do twarzy, jednocześnie zdając sobie sprawę z pewnego absurdu tego marzenia (związanego z chorą ceną Clarisonic)? ;) No właśnie. Ja to swoje marzenie już dawno pochowałam, bo kwotę ok. 650 zł (obecnie tak to wygląda w Sephorze) wolę przeznaczyć na coś, co nie będzie służyło tylko mnie samej - źle bym się z tym czuła. I nie chodzi tu o faktyczny brak możliwości finansowych (gdybym uznała, że koniecznie chcę, to spięłabym dupę i uskładała), ale o barierę natury psychologicznej - może cierpię na jakiś syndrom biedy, kto wie :D W każdym razie mój "problem" się rozwiązał, bo prosto z UK przyleciała do mnie ONA:

Mój przemiły krewny postanowił mnie uszczęśliwić i wybrał dla mnie w Anglii szczoteczkę Magnitone Lucid, której konstrukcja i specyfikacja na oko nie różni się niczym istotnym od Mia 2 :)

Technika mycia - nie będę przywoływała tych marketingowych bzdur, napiszę tylko, że szczoteczka pulsuje (nie kręci się). Ma 2 tryby (codzienny i delikatny), odlicza automatycznie czas mycia na poszczególne partie (pika, gdy trzeba zmienić obszar) i samoczynnie wyłącza się, gdy upłynie okres przeznaczony na mycie całości. Jest wodoodporna, kolorowa (dostałam niebieściutką), ładowanie identyczne jak u szczotek Clarisonic (na ten dziwny magnes).

Porównałam sobie specyfikacje Magnitone i Mia 2 i (pomijając pierdoły) wydają mi się bardzo, bardzo podobne. Inna jest tylko cena. O ile mi wiadomo, Magnitone kosztuje w UK 50-60 funtów (w zależności od miejsca zakupu). To nadal DUŻO, ale znacznie mniej, niż za Mia 2. Co - nie ukrywam - uspokaja trochę moje sumienie (chociaż nadal mam ochotę dziękować) ;)

Wczoraj użyłam jej pierwszy raz i dzisiaj rano byłam zaszokowana, jak inna była moja skóra. Normalnie rano jest tłustawa, z resztkami kremu na noc - dzisiaj była matowa, wszystko wchłonięte, zero sebum przy dotykaniu. Przepraszam, ale ciężko mi się nie ekscytować :D

Więcej na razie nie napiszę, bo chcę jej poużywać przynajmniej przez kilka tygodni, żeby móc wyrobić sobie rzetelną opinię.

Czy chciałybyście przeczytać na blogu szczegółową recenzję tej szczoteczki?

12 komentarzy:

  1. Chętnie poczytam :)
    Ja mam w domu szczoteczkę z Biedronki, ale niestety jest dla mnie za mocna :( Uzywam jej sporadycznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że kiedyś coś takiego było w Biedronce, ale za późno się zorientowałam.

      Usuń
  2. chętnie przeczytam recenzję tej szczotki - coraz bardziej dojrzewam do zakupu takiego cuda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczoteczki do twarzy to chyba jeden z głównych obiektów pożądania większości kobiet ;)

      Usuń
  3. Chętnie przeczytam recenzję:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem bardzo ciekawa jak się to cudo będzie sprawdzać :) Ja jestem szczęśliwą posiadaczką Clarisonica i jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się :D Ja póki co jestem autentycznie zachwycona, zobaczymy, jak będzie później :)

      Usuń
  5. Opinie blogerek coraz bardziej przekonują mnie do jej zakupu. :) ciężko być blogerką ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, w blogosferze pokusa goni pokusę... :P

      Usuń